Wybory 2010. Applebaum o "piekle prawyborów"

Żona Radosława Sikorskiego - Anna Applebaum - nie wspomina dobrze prawyborów w PO. - To wystarczyło, aby dać mi przedsmak prawdziwego piekła - pisze dla magazynu "Slate".

Anna Applebaum, dziennikarka i żona Radosława Sikorskiego, opisała w artykule dla magazynu "Slate", przedrukowanym przez "Rzeczpospolitą", swoje refleksje nt. prawyborów w PO. Nie wspomina ich dobrze. - Na szczęście były to bardzo krótkie prawybory, zaledwie pięć tygodni. Ale i to wystarczyło, aby dać mi przedsmak prawdziwego piekła, przez które przechodzą żony prezydentów w krajach, gdzie wybory ciągną się latami - pisze.

Applebaum twierdzi, że najtrudniej było, gdy sama musiała się wypowiadać. Ponieważ żoną ministra spraw zewnętrznych "nikt specjalnie się nie przejmował", w odróżnieniu od żony kandydata w prawyborach. I tutaj pojawiały się problemy.

Dziennikarka pisze, że Polacy mają specjalną więź z głową państwa i chcą, żeby on "plemienny przywódca" był taki jak oni. I jego żona również. Musiała więc opowiadać o sobie. W innym przypadku uznana byłaby za nieżyczliwą lub nieznającą polskiego języka.

Ona chciała mówić o stosunkach międzynarodowych, ale media wolały, żeby mówiła swoim życiu osobistym. Na to nie była przygotowana.

"Tsunami negatywnych emocji"

Swoje do tego "prawyborczego piekła" dołożyły również media. - Ale jeszcze gorszy od opowiadania jest obserwowanie obiegu informacji. Po ogłoszeniu, że ubiega się o urząd, dosłownie znikąd pojawiło się nagle tsunami negatywnych emocji, które zalało nas oboje. Nagle okazało się, że wymyślanie najbardziej absurdalnych historii na nasz temat i umieszczanie ich w gazetach jest zupełnie w porządku - pisze.

Dodaje, że cała sytuacja była dla niej bardzo stresująca i chce teraz odpocząć. - Nie chce już więcej o tym słuchać. OK.? - podsumowuje artykuł.

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM PREMIUM