Wybory 2010. Stolików na ulicach nie będzie. Partie zbierają podpisy przez internet

Mniej wolontariuszy na ulicach za to masowo rozsyłane przez internet listy poparcia i apele na portalach społecznościowych - między innymi w ten sposób politycy zdobywają podpisy potrzebne ich kandydatom w wyborach prezydenckich.

Tym razem na ulicach nie pojawią się stoliki, parasole i banery z logiem Platformy. Wolontariusze partii, którzy zaczepiają przechodniów z prośbą o podpisanie się pod listą poparcia też mają pojawić się dopiero wtedy, gdy zawiodą inne sposoby. Takie zalecenie wydały swoim działaczom władze PO - dowiedziało się TOK FM.

W PO najpierw Facebook i Twitter, potem ulica

- To jest trudny czas. Wielu naszych kolegów zginęło w katastrofie samolotu pod Smoleńskiem. Nie chcemy być bardzo nachalni - wyjaśnia nam poseł Cezary Tomczyk. - Na ulice wyjdziemy dopiero wtedy, gdy inne sposoby zawiodą i podpisów będziemy mieli za mało - dodaje Adam Wieczorek, który odpowiada za akcję zbierania podpisów pod listą Bronisława Komorowskiego w Łodzi.

Platforma intensywnie postanowiła wykorzystać internet i portale społecznościowe: Facebooka, Twittera i Naszą - klasę. Politycy i zwolennicy ugrupowania na swoich profilach zamieszczają prośby o odwiedzenie biur poselskich i tam składanie podpisu pod listą kandydata PO. Łódzcy działacze nawet stworzyli stronę internetową, skąd można pobrać gotowy druk, podpisać go i przesłać do biura. - To działa. Ludzie sami przychodzą do biur poselskich i podpisują się - zapewnia poseł Cezary Tomczyk.

Inni kandydaci też liczą na internet i korzystają z pomocy wolontariuszy

Internet w zebraniu odpowiedniej liczby podpisów ma pomóc także kandydatom z mniejszych ugrupowań. Marek Jurek z Prawicy Rzeczypospolitej, podobnie jak PO na swojej stronie internetowej zamieścił druk listy poparcia, który można wydrukować, podpisać i odesłać do jego komitetu. - Przekazujcie kolejne formularze rodzinie, przyjaciołom, kolegom - apeluje Jurek. Taką samą akcję rozpoczął Janusz Korwin - Mikke.

Grupą 700 wolontariuszy w całym kraju za to chce posłużyć się Andrzej Olechowski. - Stawiamy na bezpośredni kontakt z wyborcami. Wolontariusze już chodzą od domu do domu prosząc ich mieszkańców o podpisanie listy poparcia - mówi nam Robert Smoleń, koordynator kampanii Olechowskiego.

Ludowcy, których lider Waldemar Pawlak ma walczyć o prezydenturę, liczą na to, że zbieranie podpisów na ulicy nie będzie potrzebne. Polegają wyłącznie na poparciu samych 128 tys. działaczy partii i ich krewnych. Najprawdopodobniej jutro podpisy zacznie zbierać lewica, a od soboty Prawo i Sprawiedliwość. Oba ugrupowania będą polegać na swoich regionalnych strukturach i wolontariuszach.

Zgodnie z kalendarzem wyborczym partie, które chcą wystawić swojego kandydata w wyborach prezydenckich muszą do poniedziałku zebrać tysiąc podpisów. Na tej podstawie Państwowa Komisja Wyborcza będzie mogła zarejestrować komitet wyborczy. Potem politycy dostaną czas do 6 maja, aby zebrać resztę - 99 tys. podpisów.

Polecamy: Wybory 2010 dzień po dniu na Facebooku

DOSTĘP PREMIUM