Komorowski: Moja rezygnacja oznaczałaby dalszą destabilizację państwa

Bronisław Komorowski, marszałek Sejmu i kandydat PO na prezydenta, mówi w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej", że śmieszy go amnezja osób, które przestrzegają przed hegemonią PO. Komorowski uważa, że w obliczu kampanii prezydenckiej rezygnacja przez niego z któreś z pełnionych funkcji to "szkodliwy nonsens".

- Jak słyszę, że mówią o tym politycy PiS, komentatorzy związani z PiS albo politycy lewicy, to pytam: gdzie oni byli, kiedy rządzili premier Leszek Miller i prezydent Aleksander Kwaśniewski? I gdzie byli, gdy bracia Kaczyńscy przejęli rząd i prezydenturę? - mówi.

Zdaniem Komorowskiego w najbliższych wyborach "Polacy będą się kierowali nie etykietą partyjną, tylko oceną ludzi. Bo to od ludzi zależy jakość polityki. Nie jest groźna wspólnota ideowa prezydenta i premiera. Groźne bywają złe charaktery i zły styl uprawiania polityki ludzi władzy".

Komorowski pytany, czy powinien zrezygnować z któreś z pełnionych przez siebie funkcji stwierdził, że byłby to "szkodliwy nonsens". Taki apel do marszałka Sejmu jednocześnie pełniącego obowiązki prezydenta wystosował jego kontrkandydat w wyborach prezydenckich Andrzej Olechowski.

Zdaniem Komorowskiego taka sytuacja oznaczałaby dalszą destabilizację państwa. - Wyobraża sobie pani, co by się działo, gdyby jeszcze zabrakło marszałka Sejmu? - pytał. Kandydat PO przy okazji zaznaczył, że "w takich momentach politycy muszą być odporni na pokusy uciekania od odpowiedzialności".

DOSTĘP PREMIUM