MON: Będą nowe samoloty dla VIP-ów; zrealizowano wszystkie zalecenie po katastrofie CASY

- Siły Powietrzne zrealizowały wszystkie zalecenia komisji po katastrofie samolotu CASA - zapewnił na konferencji prasowej płk Wiesław Grzegorzewski z Ministerstwa Obrony Narodowej. MON obiecał też, że w najbliższym czasie wyczarteruje od LOT-u nowe samoloty dla VIP-ów, za sterami, których usiądą cywilni piloci.

- Wśród zadań naprawczych było: 25 zleconych protokołem Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych i 36 zadań jakie nałożył na siebie dowódca Sił Powietrznych oraz szef Sztabu Generalnego po audycie na lotniskach Sił Zbrojnych - wyliczał płk Grzegorzewski.

Dyrektor departamentu prasowo-informacyjnego wyliczał m.in., że w 2008 i 2009 roku w zrealizowano 34 specjalistyczne kursy, w których uczestniczyło 100 procent personelu lotniczego, a zamiast trzech, 17 lotnisk wojskowych może być wykorzystywanych przez pilotów lotnictwa cywilnego. Uregulowano też kwestię podróży dowódcy i jego zastępcy na pokładzie jednego samolotu.

"Przez 2 lata nie było poważnego wypadku"

Szef szkolenia Sił Powietrznych gen. dyw. Anatol Czaban dodał, że działania podjęte po katastrofie w Mirosławcu dążyły do lepszego wyposażenia w sprzęt, szkolenia i systemu motywacyjnego, pozwalającego utrzymać wyszkolonych ludzi w służbie liniowej. - Przez ponad dwa lata nie było żadnego poważnego zdarzenia w Siłach Powietrznych - powiedział Czaban, zaznaczając, że katastrofy Bryzy i Mi-24 wydarzyły się w innych rodzajach sił zbrojnych - Wojskach Lądowych i Marynarce Wojennej.

Cywile za sterami samolotów dla VIP-ów

- Resort obrony narodowej wyczarteruje od LOT-u nowe samoloty dla przewozu VIP-ów - zapowiedział wiceminister obrony Marcin Idzik. Będą to maszyny typu Embraer 175 z miejscem dla 82 pasażerów.

Umowa będzie obowiązywała minimum dwa lata, ma być podpisana w ciągu maksymalnie kilkunastu dni.

Decyzja o czarterze oznacza, że polskich VIP-ów nie będą wozić wojskowi piloci tylko cywilne załogi. Samoloty zostaną przemalowane i dostosowane dla VIP-ów.

Wiceszef MON przyznał, że Embraer przy zasięgu ok. 4 tys. km nie nadaje się do bezpośrednich lotów transatlantyckich, ale - zaznaczył - zdecydowana większość lotów odbywa się w Europie

Mówiąc o wyposażeniu pułku specjalnego przewożącego osoby pełniące funkcje w państwie, wiceminister Idzik powiedział, że kończące się w 2012 roku resursy czterech samolotów Jak-40 nie będą przedłużane. Decyzję, czy jedyny pozostały Tu-154, który w lipcu ma wrócić z remontu generalnego, podejmie kierownictwo resortu i postanowi, czy samolot będzie nadal wozić VIP-ów, czy zostanie przekazany Agencji Mienia Wojskowego, by ta go sprzedała.

"Pilot ma cztery wyjścia"

Szef szkolenia Sił Powietrznych gen. dyw. Anatol Czaban pytany o to co mógł zrobić pilot feralnego lotu do Smoleńska wiedząc o pogarszających się warunkach, powiedział, że na to na pilota spada odpowiedzialność za wszystko, co się dzieje na pokładzie.

- Pilot miał cztery wyjścia. Mógł zaczekać. Mógł polecieć na inne lotnisko i wrócić, jak się poprawi pogoda, mógł polecieć na inne lotnisko, gdzie będzie transport, mógł też wrócić do Warszawy - mówił Czaban.

Wyraził przypuszczenie, że kontrola lotów nie tyle poleciła załodze, by nie lądować, co sugerowała zmianę decyzji. Według generała, skoro lotnisko nie było zamknięte, pilot miał prawo przypuszczać, że warunki atmosferyczne nie są aż tak złe, jak podaje wieża. Czaban wyraził przekonanie, że katastrofa 10 kwietnia doczeka się "stuprocentowego wyjaśnienia".

Dorn chce dymisji szefa MON Bogdana Klicha

Dziś w otwartym liście do premiera Ludwik Dorn napisał o zaniedbaniach, jakich jego zdaniem, dopuścił się szef MON.

Dorn, który jest członkiem podkomisji sejmowej do spraw zbadania procesu szkolenia personelu latającego w Siłach Zbrojnych, w liści do premiera zaapelował o skłonienie ministra obrony do złożenia dymisji lub o odwołanie go ze stanowiska szefa resortu.

W liście do premiera poseł napisał, że katastrofa pod Smoleńskiem to czwarty wypadek w czarnej serii katastrof w polskim lotnictwie wojskowym, poczynając od katastrofy samolotu CASA w styczniu 2008 roku. Poseł przytacza opinię przewodniczącego Komisji Badania Wypadków Lotniczych Edmunda Klicha, że ludzie odpowiedzialni za katastrofę chcą zrzucić winę na pilotów, a oni są tymi, którzy na końcu łańcucha zbierają błędy wszystkich.

DOSTĘP PREMIUM