Wybory 2010. "Wchodzimy w etap ostrej walki politycznej"

- Mieliśmy okazje jako obywatele jednoczyć się wokół katastrofy pod Smoleńskiem. Politycy zaprzepaścili szanse. Wchodzimy w etap ostrej walki politycznej - mówił w rozmowie z cyklu Obserwator Wyborczy Tok FM profesor Paweł Łuków. - Ja nie miałem złudzeń, że doświadczenie katastrofy zbuduje nam społeczeństwo - dodał doktor Tomasz Kowalczuk.

Dr Kowalczuk: Młodzi ludzie potrzebują mitu, kierują się jakąś ideą. To jest to nieszczęście, albo szczęście, które znamy z Przedwiośnia Żeromskiego. Zaczynamy się uwodzić pewną ideą. Spora część młodych potrzebuje przeżycia pokoleniowego. Z jednej strony to jest przeżycie, którym łatwo manipulować.

Prof. Łuków: Mieliśmy okazje jako obywatele jednoczyć się wokół katastrofy pod Smoleńskiem. Nieufność pomiędzy ludźmi, tymi, którzy czuli się bardziej "poszkodowani". To był pierwszy moment, w którym się okazało, że wydarzenie, które mogło być podstawą do tworzenia nowego, politycznego społeczeństwa, do niczego nie doprowadziło. Politycy zaprzepaścili szanse. Wchodzimy w etap ostrej walki politycznej. Wchodzimy w etap ostrej walki politycznej. Bronisław Komorowski, wizytując Muzeum Powstania Warszawskiego wypowiada się w innym tonie niż do tej pory. Jest to przejście do silnej ofensywy, jest to przejmowanie retoryki, którą znamy sprzed katastrofy.

Dr Kowalczuk: Ja nie miałem złudzeń, że doświadczenie katastrofy zbuduje nam społeczeństwo, ponieważ od pierwszych komentarzy uderzono w nuty narodowe, a nie społeczne. Nastąpiła nieprawdopodobna polaryzacja... Już dawno nie czułem się tak źle w społeczeństwie polskim, w którym wszyscy patrzyli na siebie wilkiem. Co do słów Bronisława Komorowskiego, chciałbym, aby prezydent był w stanie intelektualnie ogarnąć wszystkie środowiska i mieć siłę, żeby się przeciwstawić własnemu środowisku politycznemu. Przykre jest to, że Bronisław Komorowski zostaje zmuszony okolicznościami tej kampanii zmuszony do tego, żeby wrócić do politycznej waleczności. Politycy są ciągle zakładnikami wykształcenia swoich wyborców. Ilość ludzie z wyższym wykształceniem, a dokładnie z dokumentami to wykształcenie potwierdzającymi, wzrosła. Niczego to nie zmienia, także w sferze odbioru kampania wyborczej. Kampania jest taka, jacy my jesteśmy. Wszystkie obozy polityczne mówią to, co ludzie chcą usłyszeć.

Prof. Łuków: Myślę, że to nie jest prawda, przeciwnie - to specjaliści, którzy robią kampanię postrzegają społeczeństwo jako ludzi, którym zależy, na przykład na tym, aby ich prezydent dobrze wyglądał. Znaczna część Polaków chciałby, aby ktoś z nimi poważnie porozmawiał. Kampanie oparte na budowie wizerunków są niepoważnemu traktowaniem obywateli. Spora część osób, która nie chodzi na wybory, czuje się obrażeni przez swoich kandydatów, urażeni tym, że traktuje się ich małe dzieci, które trzeba epatować wielkimi hasłami, czy symbolami.

Dr Kowalczuk: Ja poczułem się obrażony "Egiptem". Szczytem marzeń Polaków za być wyjazd do Egiptu za 10 lat... To jest miara, która mnie obraża.

DOSTĘP PREMIUM