Wybory 2010. Kampania w cieniu powodzi. " PiS musi zgrzytać zębami, bo to dla nich bardzo niekorzystna sytuacja"

Najpierw na kampanię długim cieniem kładła się katastrofa pod Smoleńskiem. Teraz cała uwaga skupiona jest na powodzi. - PIS musi zgrzytać zębami, bo to dla nich bardzo niekorzystna sytuacja - ocenił Wojciech Mazowiecki. Wg. Łukasza Warzechy powrót do politycznych kłótni jest niemożliwy. - Wyborcy powiedzieliby: my tracimy domy, a politycy się kłócą.

Według Wojciecha Mazowieckiego z telewizji Superstacja sztab Prawa i Sprawiedliwości musiał zmienić program sobotniej konwencji na warszawskim Placu Teatralnym. - Wiec musiał być wyciszony, bo to byłoby bardzo źle odebrane. W obliczu takiej tragedii, nie można się do tego nie odnosić - mówił w Poranku Radia TOK FM. Zdaniem publicysty to dobrze, że powódź obniżyła temperaturę kampanii. Ale jak podkreśla Mazowiecki, nie wszyscy się cieszą. - PiS musi zgrzytać zębami, bo to dla nich bardzo niekorzystna sytuacja. Politycznie muszą się wycofać - powiedział. Według Wojciecha Mazowieckiego niekorzystne dla Prawa i Sprawiedliwości jest też to, że "wydarzenie promują aktorów, którzy muszą się tym zajmować". - Widoczny musi być premier. Dość umiejętnie włącza się do tego marszałek Komorowski. To bardzo subtelna sprawa. Jak się przesadzi, to można na tym dużo stracić

Publicysta uważa, że nie wszyscy politycy powinni fotografować się wśród powodzian. - Jakoś mnie to żenuje, że politycy przenieśli się na wały i występują wyłącznie w kaloszkach. To że robi to premier mnie nie dziwi - ma obowiązek. Gdyby się nie pojawił byłoby fatalnie - ocenił.

Na dużo więcej pozwala politykom Łukasz Warzecha z "Faktu". - Premier jeździ - to jego obowiązek. Nawet uważam, że jakoś jest to obowiązkiem marszałka, bo pełni rolę głowy państwa. Właściwie też bym usprawiedliwiał innych kandydatów. Oni byliby na straconej pozycji, gdyby tam nie pojechali - mówił w Poranku Radia TOK FM.

Nikomu nie zależy na przesunięciu wyborów

Tak jak nie sposób uciec od powodzi - nie da się uniknąć pytań o wprowadzeniu - w obliczu katastrofalnej powodzi - stanu nadzwyczajnego. A to oznaczałoby przerwanie kampanii i przełożenie wyborów.

- Nie ma poważnej siły politycznej, która byłaby zainteresowana przesunięciem wyborów - uważa Wojciech Maziarski z tygodnika "Newsweek". - Ani rządzący, ani opozycja nie skorzystają na wprowadzeniu stanu nadzwyczajnego - dodał Wojciech Mazowiecki. - Za 4 tygodnie powodzi już nie będzie i wtedy wybory trafią na dobry moment. Mimo, że to krótka kampania już jesteśmy zmęczeni, myślę że wszyscy chcą to mieć z głowy - mówił publicysta "Superstacji".

Kampanii zdaniem komentatorów Poranka Radia TOK FM przesuwać nie należy, ale przedwyborcza walka uniemożliwia zadanie pytań, które powinny paść. Zdaniem Maziarskiego w kampanii nie usłyszymy pytań, które trzeba zadać oglądając ogrom zniszczeń dokonanych przez wodę. - Dlaczego na Kozanowie zbudowano nowe domy? Kto wydał na to zgodę? Dlaczego nie uciekacie tylko budujecie domy na terenach zalewowych? - pytał publicysta tygodnika "Newsweek".

Kozanów to wrocławskie osiedle zalane podczas powodzi w 1997 roku. W sobotę wały nie wytrzymały naporu wody i osiedle - powiększone o zbudowane po 97 roku domy - zostało zalane.

DOSTĘP PREMIUM