Wybory 2010. Polityka: Kto nie chciał wejść do komitetu honorowego kandydatów

Sztaby wyborcze chętnie chwalą się, kto ze znanych i cenionych popiera ich kandydata. Przemilczeć wolą, to kto w poprzednich wyborach prezydenckich znalazł się w komitecie honorowym ich kandydata, ale dziś woli tego nie pamiętać - pisze "Polityka" w swoim najnowszym numerze.

Paweł Kukiz, który w kampanii prezydenckiej był jedną z twarzy PO, kiedy do najwyższego urzędu w państwie startował Donalda Tusk, mówi, że w czerwcowej pierwszej turze nie zagłosuje, ani na Bronisława Komorowskiego, ani, na Jarosława Kaczyńskiego. - Poproszono mnie o to, bym wsparł kandydata PO, ale grzecznie odmówiłem. Wiem, że dzięki PO zapłaciłem w tym roku niższe podatki, choć zarobiłem więcej niż w poprzednim, ale nie chcę głosować na kogoś, dla kogo wzorem sprawowania prezydentury jest Aleksander Kwaśniewski - mówi Kukiz.

Elżbieta Penderecka z kolei razem z mężem poparła w tej kampanii kandydata PO, bo zawiodła się na prezydenturze wywodzącej się z PiS. Pięć lat temu znalazła się wśród 93 znanych osobistości wspierających honorowo kandydaturę Lecha Kaczyńskiego.

Grzegorz Markowski z Perfektu, który dziesięć lat temu poparł Andrzeja Olechowskiego, skarżył się, że jego fani i członkowie zespołu nie przyjęli tej deklaracji z aplauzem. W tej kampanii więc się nie angażuje. Podobnie Ewa Błaszczyk, artystka, która pięć lat temu poparła brata Jarosława Kaczyńskiego.

Czasami jednak sztab wyborczy sam rezygnuje z poparcia znanych i lubianych, bo ich nazwisko w składzie komitetu honorowego może raczej kandydatowi zaszkodzić niż pomóc. - Nie prosiliśmy tym razem o wsparcie aktora Tomasza Stockingera, bo jazda pod wpływem alkoholu dyskwalifikuje go w tym przypadku - mówi Małgorzata Kidawa Błońska.

DOSTĘP PREMIUM