"Marzy mi się prezydent, o którym powiem: fajny człowiek"

- Prezydent w Polsce może niewiele. Może być fajnym człowiekiem, z którego można być dumnym. Dumnym z tego co powie, z tego, jak wygląda. Coś takiego mi się marzy - mówi pisarz i felietonista Leszek Talko w rozmowie z cyklu Obserwator Wyborczy TOK FM. Odpowiadał też na pytanie: Czy ważne jest, by prezydent miał doświadczenie rodzicielskie?

 

- Strasznie bym chciał, by nasz, mój prezydent był taki: zobaczę go w telewizji i powiem "ale fajny człowiek". I znów tym razem tak nie będzie - mówi Talko.

Jak podkreślił są to kolejne wybory, gdy wybieramy między "większym a mniejszym złem". - Jest to smutne, kiedy znów ludzie mówią, że będą głosować na danego kandydata, bo boją się tego drugiego, czy ludzi, którzy za nim stoją - dodaje.

Bartoszewski? Nie kupuję tego żartu

Leszek Talko, ojciec dwójki dzieci, odpowiadał m.in. na pytanie, czy to ważne, by prezydent był ojcem, miał doświadczenie wychowawcze. Pisarz podkreślił, że - niestety - dyskusje na temat ojcostwa podczas tej kampanii nie są zbyt eleganckie.

- Ojcostwo ma ogromne znaczenie. Jednak dyskusja na ten temat zaczęła się wypowiedzią Władysława Bartoszewskiego, którego szalenie podziwiam jako człowieka. Ale jego słowa o Jarosławie Kaczyńskim [ "człowiek, który ma doświadczenie w hodowli zwierząt futerkowych, a nie ma doświadczeń ojcowskich" - przyp. red.] była strasznie niesmaczna, żeby nie powiedzieć żenująca. Miała być żartem, ale nie kupuję tego żartu - powiedział Talko.

Czy to ważne, by ojciec był prezydentem?

- Sedno problemu leży gdzie indziej - uważa. - Tego urzędu nie można sprawować nie znając realiów, w jakich żyją obywatele. Większość Polaków ma dzieci, pracę, kredyty. Jeśli ktoś chce być prezydentem, musi wiedzieć, jak rozwiązuje się codzienne problemy.

- Kiedy w jednym z naszych programów Kazimiera Szczuka odnosiła się do wypowiedzi Bartoszewskiego , zastawiała się, dlaczego bezdzietna osoba nie może być prezydentem. Jakie to ma znaczenie? To jakby powiedzieć, że kobieta nie może być prezydentem, bo nie żyje w świecie mężczyzn lub że mężczyzna nie może być głową państwa, bo nie wie co to znaczy być kobietą - pytała Hanna Zielińska.

- Nie chodzi tylko o posiadanie czy nieposiadanie dzieci. Gdybym chciał być prezydentem, to muszę wiedzieć jak wygląda życie obywateli na co dzień. A życie wygląda tak: muszę zdobyć pracę, spłacić kredyt, jeżdżę samochodem - muszę znać stan polskich dróg. To jest ileś drobiazgów, które składają się na to, że wiem, jak żyją ludzie - mówi Talko.

- Natomiast w Jarosław Kaczyński tego doświadczenia nie ma. Kiedyś się z niego wyśmiewano, że nie ma konta. Moim zdaniem to nie są rzeczy do wyśmiewania. To są rzeczy, które są wadą kandydata - dodaje.

Spełnią obietnice? "Wątpię"

- Bronisław Komorowski obiecał wiele w sprawie rodzin i dzieci m.in. ułatwienia ws. tworzenia żłobków, że będzie można je tworzyć w domu. Kandydaci w ogóle podczas kampanii dużo mówią o rodzinie. Czy prezydent coś może w tej sprawie i czy możemy oczekiwać, że kandydaci wywiążą się z tych obietnic? - pytała Hanna Zielińska.

- Wątpię. Każdy kandydat będzie teraz obiecywał wszystko co tylko może. Ale prezydent nie jest władny, by zbudować nam te żłobki. Rzucanie hasłami jest bardzo niebezpieczne np. mówienie "nasza rodzina jest najlepsza, bo jest katolicka, kochająca się, fantastyczna". Bo rodzinę się tworzy w dużej mierze środkami finansowymi. Np. w Norwegii, państwo wspiera rodziców, jest wsparcie przy zapisywaniu do żłobków, wsparcie dla matek, które chcą same zajmować się dzieckiem - podkreśla Talko.

- Cieszyłbym się, gdyby nie mówiono tylko o tym, jaka to ma być rodzina, jaki ojciec, jaka matka, jakie dziecko. Ale gdyby coś zrobiono. Np. stworzono więcej miejsc dla dzieci, placów dla dzieci.

DOSTĘP PREMIUM