Wybory 2010. "Nie umiem powiedzieć, że w Polsce dostaniecie lepszą pracę". Napieralski nad Tamizą

W Boże Ciało do Londynu przyjechał kandydat SLD Grzegorz Napieralski. Wieczorem spotkał się z polonią w restauracji Łowiczanka w Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym w Londynie.

Napieralskiego wspierał podczas spotkania Andrew Slaughter, przedstawiciel brytyjskiej Partii Pracy, działający w grupie Labour's Friends of Poland. Polityk przekazał poparcie laburzystów "przedstawicielowi swojej siostrzanej partii".

Napieralski zapewniał, że przyjechał przede wszystkim wysłuchać emigrantów, a nie - obiecywać. - Polaków nie da się nakłonić do powrotu jedną ustawą. Najlepszą zachętą będzie skok cywilizacyjny, jaki Polska powinna wykonać, bo teraz jesteśmy trzy kroki za Unią Europejską - mówił.

- Żeby was przekonać, my musimy wykonać olbrzymią pracę. Dzisiaj nie umiem wam powiedzieć, że w Polsce dostaniecie lepszą pracę. Może w lepszych warunkach, w biurze, ale na pewno nie za lepsze pieniądze - ciągnął.

Nie ukrywał, że zależy mu na powrotach: - Ja bym chciał, żebyście wrócili, bo emigracja to jest ogromna strata. Ludzie ze znajomością języków są w Polsce potrzebni. Tym bardziej, że pojawiły się firmy, które otwierają się na inne kraje.

Zdaniem Napieralskiego w stworzeniu miejsc pracy dla emigrantów w Polsce może pomóc uproszczenie procedur pozyskiwania środków z Unii Europejskiej. - Każde dobrze zainwestowane euro to powrót kilku osób - przekonywał.

DOSTĘP PREMIUM