"Agresywni" posłowie PiS podczas kampanii mają siedzieć cicho

Podczas kampanii zostali odsunięci na dalszy plan i nie mają nawet kontaktu z prezesem Kaczyńskim. A głównym zadaniem, jakie mają do wykonania, jest siedzieć cicho - tak pisze "Polityka" o posłach PiS.

Ale nie o wszystkich. Na dalszy plan mają być odsunięci tylko ci "bardziej agresywni".

- Z rozmów z ludźmi ze sztabu wynika, że mamy się nie awanturować, siedzieć cicho, uśmiechać się i mówić miłe słówka. Posłowie PiS, wobec których istnieje podejrzenie, że mogliby być agresywni, nie przemawiają podczas wieców prezesa. I odsuwani są od niego jak najdalej. Blisko ma być młodzież i zwykli obywatele - tłumaczy "Polityce" poseł partii Kaczyńskiego.

Tygodnik dotarł do jednego z takich, rozczarowanych posłów. Jeszcze niedawno był zaufanych ludzi prezesa, teraz na bocznym torze.

- Nikt mnie nie zapraszał do czynnego udziału w kampanii, która rozgrywa się w Warszawie. Spotykam się z ludźmi u siebie i tutaj przekonuję ich do głosowania na Jarosława Kaczyńskiego - opowiada Marek Suski.

Na razie jednak większość parlamentarzystów PiS dla dobra sprawy pokornie wykonuje polecenia sztabu licząc na to, że po wyborach sytuacja szybko wróci do "normy" - zauważa "Polityka".

O samotności bojowników Czytaj tutaj

DOSTĘP PREMIUM