Internauci łamali ciszę wyborczą... nadając pseudonimy kandydatom

"Gollob prowadzi już czternastoma okrążeniami, Hampel zostaje z tyłu" - takimi komentarzami internauci przekazywali sobie "przecieki" sondażowych badań w czasie ciszy wyborczej - informuje "Rzeczpospolita".

Internauci umówili się w piątek przed wyborami, że informacje na temat ich wyników będą wymieniali między sobą używając zamiast imion kandydatów - pseudonimy. I tak Komorowski został Tomaszem Gollobem, a Jarosław Kaczyński - Jarkiem Hempelem.

- Ponieważ PKW ogłosiła, że dopiero bada kwestię agitacji w Internecie, i nie przedstawiła dotąd jasnego stanowiska, spodziewałam się, że internauci będą bardziej bezpardonowo działać w tym zakresie. A jednak przeważył szacunek dla prawa - komentuje dla gazety Joanna Gepfert, specjalistka ds. marketingu politycznego. Grzegorz Napieralski zyskał przydomek: "Czerwonojabłczyński", a Janusz Korwin-Mikke - "Pan z Muszką". Informacje o aktualnych wynikach internauci przekazywali sobie na komunikatorach internetowych.

- Na Twitterze my się tak naprawdę bawiliśmy, chcąc pokazać, jakim absurdem jest cisza wyborcza - mówi "Rzeczpospolitej" blogerka Kataryna. Według niej przepis o ciszy wyborczej powoduje, że "przecieki", których uniknąć się nie da, stają się groźne. - Bo fałszywa informacja o niskim wyniku kandydata, której jego sztab nie może w praktyce zdementować, może spowodować, że jego wyborcy nie oddadzą głosu, "bo po co, skoro i tak już przegrał".

Więcej w dzisiejszej "Rzeczpospolitej" .

DOSTĘP PREMIUM