Paradowska krytycznie o Napieralskim: dobra kampania nie czyni polityka dojrzałym

Udana kampania zakończona dobrym wynikiem i dotychczasowi przeciwnicy polityczni czekający w kolejce po poparcie. Tak wygląda dziś świat Grzegorza Napieralskiego. Ale według Janiny Paradowskiej udana kampania "nie czyni polityka dojrzałym". I przypomina. - Jak został wybrany szefem SLD, to w pierwszych słowach powiedział, że zrywa konkordat. I co się działo przez te lata działo?

Trudno znaleźć negatywne opinie na temat kampanii wyborczej Grzegorza Napieralskiego. I trudno się dziwić skoro kandydat, od którego odwrócili się nawet znani działacze lewicy, kończy z poparciem blisko 14 proc. To co w czasie kampanii robił przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej chwali Janina Paradowska. Ale na temat samego Napieralskiego publicystka już tylu komplementów nie ma. - Kiedy pierwszy raz zobaczyłam, jak stał taki biedny przed fabryką w Tychach i nikt nie chciał brać od niego ulotek, to pomyślałam - prawie wzruszająca kampania. Widać, że ten człowiek chce walczyć. Ale to nie czyni polityka dojrzałym - mówiła Paradowska w programie "Nisza".

Zdaniem publicystki tygodnika "Polityka" kandydatowi lewicy bardzo sprzyjały okoliczności. Napieralski zebrał owoce porozumienia jakie PiS i SLD zawarły w mediach publicznych. - Raport Fundacji Batorego pokazuje, jak dobrze był pokazywany w telewizji. W przeciwieństwie na przykład do ciągle ośmieszanego Komorowskiego - stwierdziła.

O Napieralskim najlepiej świadczy dotychczasowa działalność. A polegała ona głównie - zdaniem Paradowskiej - "na rozgrywkach międzypartyjnych". - Nie znam sprawy, w której Grzegorz Napieralski miałby coś bardzo wyraźnego do powiedzenia - oceniła. - W tej chwili, kiedy mówi o konkordacie, to ja chcę przypomnieć - jak został wybrany przewodniczącym SLD w pierwszych słowach powiedział, że zrywa konkordat. I co się działo przez te lata? - pytała na antenie radia TOK FM Janina Paradowska.

W opinii dziennikarki Sojusz niewiele zrobił w sferze światopoglądowej. - Napieralski teraz mówi, że w sprawie związków partnerskich rozmawia ze środowiskami, żeby mu projekt napisały. Co mu szkodziło, żeby na ten temat rozmawiać zaraz po tym, jak został szefem SLD? I wyciągnąć gotowy projekt ustawy w czasie kampanii - punktowała publicystka "Polityki".

Miłość do Kaczyńskiego, która rozkwitła nagle

Janina Paradowska przyznała, że ze spokojem czeka na wyniki drugiej tury wyborów. - Z dziennikarskiego punktu widzenia trudno powiedzieć, czyja prezydentura byłaby ciekawsza. A my dziennikarze musimy mieć o czym mówić. Pojechał Kaczyński do Szczecina - ogłosił, że postkomunistów nie ma i już jest radość, choć w jego partii pewnie konsternacja - mówiła. - Tak długo zajmuję się polityką, że w coraz mniejszym stopniu moim postrzeganiem tego, co się dzieje w polityce rządzą emocje - dodała publicystka. Widzi jednak, że kampania prezydencka u wielu wywołuje wielkie emocje. - Odczuwam jakieś dziwne klimaty, których wcześniej nie było. Jakąś narastającą niechęć do Bronisława Komorowskiego i nagle rozkwitającą miłość do Jarosława Kaczyńskiego, która bazuje na katastrofie samolotowej pod Smoleńskiem - powiedziała Paradowska.

Komentatorzy ostro o Napieralskim: przeczytaj

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM