Po debacie: "Nieprawdopodobny zalew populizmu"

- Ta debata była znacznie ciekawsza niż pierwsza. Było tam masę różnorodnych smaczków - mówił o wczorajszej debacie kandydatów na prezydenta Paweł Wroński w TOK FM. - W debacie był też nieprawdopodobny zalew demagogii i populizmu. I to nie tylko z jednej strony - komentował.

- Całe szczęście, że ci panowie nie odpowiadają za to, co obiecują - mówił w TOK FM Paweł Wroński, dziennikarz "Gazety Wyborczej". - Zdziwiło mnie zachowanie telewizji, szczególnie jednej z dziennikarek, która zadawała pytania pod prezesa PiS - mówił. - Jakie to były pytania? - dopytywała Anna Laszuk swojego gościa. - Pierwsze o niesprawności państwa i drugie, dające szansę na tłumaczenie się z dopłat dla rolników - odpowiedział Wroński.

Dziennikarz "Gazety Wyborczej" podkreślił, że w tej debacie Kaczyński był zdecydowanie lepszy. - Wcześniej Komorowski wygrał, bo Kaczyński nic nie robił, był osowiały - mówił.

- Ja nie wiem, czy mieliśmy do czynienia z zalewem demagogii, co raczej z zalewem bajek na życzenie - dodał Jan Wróbel, publicysta "Dziennika Gazecie Prawnej". - Kandydaci mówili to, co chcieliśmy od nich usłyszeć. Byłbym wstrzemięźliwy w negatywnej ocenie dwóch bajarzy, którzy powiedzieli, że po kampanii będzie lepiej. Kaczyński, tak samo jak Komorowski, nie zrealizuje swoich obietnic, ale przynajmniej będzie miał szczere usprawiedliwienie: brak większości w Sejmie - dodał Wróbel.

- Obie debaty były bardzo rozczarowujące - oceniła Karolina Wigura z portalu Kultura Liberalna. - Nie można mówić, że jest debata, skoro niczego się podczas takiej "debaty" nie omawia. Mieliśmy muzykę i tło, które rozpraszały widzów, dziennikarzy, którzy w zbyt wielkiej liczbie tłoczą się za stołem i w dodatku kandydatów sadza się koło siebie, a oni i tak nie mogą ze sobą rozmawiać - wyliczała Wigura. - Pytania są znane, a wypowiedzi klasówkowo wyuczone na pamięć. Widzów pozbawiono możliwości sprawdzenia jacy ci kandydaci są, kiedy coś ich zaskoczy. Mieliśmy do czynienia z wymianą uprzejmości z nożami ukrytymi po kieszeniach - podsumowała.

Ta kampania była "kawałkiem złej edukacji obywatelskiej"

- Problem z Komorowskim polega na tym, że jak coś powiedział, to bardzo trudno mu to było odwołać - mówił Wroński. - W przypadku Kaczyńskiego wiem czego się spodziewać: dzisiaj może być lewicowy, później mówić co innego. Jemu jest naprawdę wszystko jedno, ale spodziewam się po Komorowskim czego innego. Że nie wejdzie w tę grę.

Dziennikarz "Gazety Wyborczej" podał przykład, jak powinien Komorowski powinien ripostować zarzuty Kaczyńskiego: - Jak, na przykład, była sytuacja, kiedy Kaczyński zaczął wymieniać głosowania, w których Komorowski był przeciw, to Komorowski powinien powiedzieć: tak, jestem z tych głosowań dumny, bo dzięki tym głosowaniom udało się nie rozwalić budżetu - mówił Wroński.

- Strasznie mnie denerwowało przypisywanie sobie zasług - mówiła w Komentarzach Radia TOK FM Joanna Piotrowska z Feminoteki. - To jest żenujące i śmiertelnie nudne. I tak najbardziej w tej kampanii brakuje tematyki kobiecej. Na przykład kandydat PO na prezydenta miał szanse, żeby powiedzieć o parytetach i je poprzeć. Ale tego nie zrobił. Zabrakło mi też patrzenia na gospodarkę z perspektywy płci, np. na orliki - czy będzie jakaś alternatywa, żeby i dziewczynki mogły z nich korzystać? Kandydaci spokojnie mogli rozmawiać o edukacji seksualnej, o przemocy wobec kobiet, a tego nie robili - dodała Piotrowska.

Według Jana Wróbla, wczorajsza debata może tylko na złe wyjść Platformie Obywatelskiej. - Do tej pory PO udawało się jechać na dwóch rumakach: jednym miękkiego liberalizmu gospodarczego i drugim - strachem przed IV RP i PiS-em. Wczoraj Komorowski się wycofywał z tego liberalizmu - mówił.

- To był kawałek złej edukacji obywatelskiej. Zostało przedstawione stanowisko, że prezydent to wódz rozdający cukierki i nikt temu nie zaprzeczył. Żaden z kandydatów nie miał odwagi powiedzieć, że niewiele będzie mógł zrobić - podsumował w TOK FM Paweł Wroński.

DOSTĘP PREMIUM