Pospieszalski: Jeżeli to nie był zamach na prezydenta, to na naszą państwowość

PRZEGLĄD PRASY. - Sam byłem świadkiem, jak młodzi dziennikarze TVN musieli ściągać logo korporacyjne z mikrofonu, żeby cokolwiek zarejestrować - mówi w wywiadzie dla "Polski The Times" Jan Pospieszalski, dziennikarz TVP i współtwórca filmu "Solidarni 2010". - A nasz operator, kiedy nie było z nim Ewy ani mnie, został otoczony przez ludzi, którzy kazali mu klęczeć na trotuarze i przepraszać za to, co media zrobiły z prezydentem - dodaje.

- Dopiero kiedy powiedział, że jest z pierwszego programu, od Janka Pospieszalskiego, okazali mu szacunek i go puścili - mówi o incydencie sprzed Pałacu Prezydenckiego w trakcie kręcenia filmu "Solidarni 2010" Jan Pospieszalski. - Nie chcę przeceniać swojej roli, ale to, że ze mną ludzie chcieli rozmawiać, to pewien rodzaj zaufania ze strony części publiczności - dodał.

Dziennikarz opowiadał o planach, jakie ma po zamieszaniu, jakie wywołał film "Solidarni 2010". - Wydaje mi się, że ten film, właśnie przez to, że nie cenzurował, że dawał możliwość powiedzenia tego, co ludzie czują, pokazał, że jest w Polsce miejsce na stowarzyszenie czy fundację, która walczyłaby o wolność słowa, piętnowała przekręty i operacje medialne - mówi Pospieszalski.

Opowiedział, że zamierza napisać książkę "dokumentującą całą tę operację". - Zestawimy w niej reakcję mediów na nasz film, wszystkie te teksty pełne kłamstw, oszczerstw i nieprawdy - opowiada. - Cały czas nie przestaje mnie zdumiewać, że o samym filmie napisano i powiedziano już więcej niż o zjawisku społecznym, które zaszło wtedy na Krakowskim Przedmieściu. Nasz film być może ma niedoróbki warsztatowe czy montażowe wynikające z pośpiechu w realizacji. Ale to na razie jedyny film, które zarejestrował tamten czas. Jeżeli jest zły, niewłaściwy, stronniczy, nieuczciwy, to proszę, żeby inni dokumentaliści, reżyserzy i reportażyści pokazali swoje filmy. Czekam trzeci miesiąc i na razie takiego filmu nie zobaczyłem - dodaje.

Pospieszalski nie widzi nic złego w jednostronnych głosach, jakie pojawiły się w jego filmie. - Ta narracja jest obecna - mówi. - Upływa ponad 80 dni od tej tragedii, a my ciągle nic nie wiemy - podkreśla. - I jeżeli to nie był zamach pt. "Jak zlikwidować polskiego prezydenta?", to wszystko to, co dzieje się po katastrofie, jest zamachem na naszą państwowość. I mówię to z pełną odpowiedzialnością.

DOSTĘP PREMIUM