Wyborcy Kaczyńskiego apelują: unieważnić wybory przez powódź

Niezadowoleni z niedzielnego głosowania zwolennicy Jarosława Kaczyńskiego nawołują w sieci do składania protestów wyborczych do Sądu Najwyższego. Ich zdaniem wybory powinny być unieważnione ze względu na trwającą w czasie kampanii powódź. A uzasadniają tym, że wyborcy z zalanych terenów nie mieli szans poznać poglądów kandydatów i normalnie głosować.

W internecie - jak sprawdził reporter TOK FM - umieszczono już wzór takiego pisma do Sądu Najwyższego . Na forach, blogach i portalach społecznościowych rozpowszechniają go zwolennicy prezesa PiS. Wystarczy w nim dopisać swoje dane osobowe, podpisać się pod nim i wysłać.

"Powodzianie nie mieli możliwości uczestnictwa w kampanii"

"W maju i czerwcu 2157 miejscowości dotknęła powódź. Stanu klęski żywiołowej nie ogłoszono, bo politycy uznali, że los powodzian jest bez znaczenia, ważniejsza jest władza (prezydentura) i stołki, czyli wybory. Składajmy protesty wyborcze w tej sprawie. Ważne by było ich jak najwięcej" - czytamy w apelu.

We wzorze pisma do Sądu Najwyższego poznajmy dalsze powody, dlaczego wybory powinny być unieważnione. "Równość zasad, to nie tylko prawna równość każdego głosu i jego oddania w samych wyborach, ale oznacza równość faktyczną, czyli możliwość udziału obywateli w tych wyborach poprzez możliwość uzyskania informacji dotyczącej miejsc, w których można głosować, możliwość fizycznego dotarcia do tych miejsc oraz uczestnictwa w kampanii wyborczej. Mieszkańcy terenów powodziowych w tym względzie zostali poszkodowani, nie mieli faktycznie możliwości uczestnictwa w tej kampanii (brak miejsc zamieszkania, dostępu do mediów), mieli utrudnione możliwość fizycznego uczestnictwa w samych wyborach" - czytamy w uzasadnieniu.

"Nie wprowadzenie stanu klęski żywiołowej nastąpiło tylko ze względu na fakt, iż wówczas wybory prezydenckie musiałyby zostać odłożone, a mieszkańcy terenów powodziowych mieliby normalne możliwości uczestnictwa w nim i głosowania przeciw kandydatowi wspieranemu przez partię rządzącą" - uzasadniają dalej autorzy protestu.

Poseł PiS: sprawę trzeba zbadać

Do Sądu Najwyższego wpłynęły już 22 protesty na wyniki wyborów, ale - jak się dowiedzieliśmy - nie nadano im dalszego biegu. Powód? - Wpłynęły do nas za wcześnie. Protesty można zgłaszać od oficjalnego ogłoszenia wyników wyborów przez Państwową Komisję Wyborczą - przypomina Teresa Pyźlak z biura prasowego Sądu Najwyższego. - Obecnie nie ma żadnego zarejestrowanego protestu spełniającego wymogi formalne - dodaje.

Tymczasem posłowie PiS pytani przez reportera TOK FM przyznają w sejmowych kuluarach, że powódź mogła mieć wpływ na gorszy wynik wyborczy Jarosława Kaczyńskiego. - Musi być zbadana frekwencja w tych gminach, w których była powódź i zmieniono tradycyjne punkty wyborcze. Bo rzeczywiście, kiedy ludzie walczyli z powodzią, zawracanie im głowy wyborami było niestosowne. To, że nie wprowadzono stanu klęski żywiołowej to była decyzja polityczna - mówi z kolei poseł Artur Górski z PiS.

Przypomnijmy jednak, że przed samymi wyborami możliwość przeprowadzenia głosowania na zalanych terenach oceniała Państwowa Komisja Wyborcza. Aby umożliwić udział w wyborach powodzianom wiele lokali wyborczych przeniesiono w inne miejsce, a mieszkańców przewożono autobusami lub nawet amfibiami.

DOSTĘP PREMIUM