Zmiana języka politycznego PiS - kolejna zmiana języka PiS

Miało być złagodzenie języka politycznego - i było - do wtorku. Choć wszyscy pamiętamy jeszcze deklaracje i apele polityków po katastrofie smoleńskiej o zmianę języka, PiS, od wtorek, zdążył już pokazać pazurki. Odstawiony na bok w kampanii wyborczej temat tragedii smoleńskiej powrócił. PiS w ofensywie.

Miało być tak pięknie... Jarosław Kaczyński po katastrofie smoleńskiej, podczas kampanii, przekonywał o konieczności zmian w polityce, bo, jak twierdził, katastrofa nie wyniknęła a z przypadku.

- Zła polityka, polityka napastowania politycznych konkurentów, odmawiania im godności i ich poniżania kończy się źle, kończy się tragicznie - mówił prezes PiS, i apelował o wyciągnięcie z tego wniosków - miedzy innymi o zmianę języka w polityce. - Musimy umieć się porozumieć, a ci, którzy nie chcą, ci którzy cały czas chcą używać tego odrażającego języka, ciągle chcą obrażać, powinni zająć się czymś innym - stwierdził prezes PiS.

Nową wizję polskiej polityki widać było również w programie kandydata PiS na prezydenta, w którym napisał, że chciałby oprzeć swoją politykę na "wierności prawdzie". Deklarował gotowość współpracy z parlamentem, rządem, opozycją i z różnymi środowiskami społecznymi.

" Musimy zakończyć szkodliwą polsko-polską wojnę na slogany, epitety, miny i gesty, a przejść do odpowiedzialnej pracy dla kraju. Spierajmy się, ale w rzeczowej i spokojnej atmosferze, o pomysły i projekty, które będą najlepsze dla Polski" - zaznaczał kandydat PiS.

Przemiana Jarosława Kaczyńskiego - nowy język, nowy polityk?

Jarosław Kaczyński zapowiadał, że jego partia nie będzie reagowała na żadne zaczepki. - Jeżeli ktoś sądzi, że nas sprowokuje, to się myli - mówił.

Podczas spotkania z mieszkańcami w Zakopanem, Jarosław Kaczyński wystosował apel do wszystkich uczestników życia publicznego. Przekonywał, że aby zrealizować marzenie o Polsce silnej, zasobnej i sprawiedliwej trzeba "skończyć raz na zawsze z polsko-polską wojną".

- Ona nie przyniosła Polsce niczego dobrego, przyniosła bardzo wiele zła, bardzo wiele nieszczęścia. Polsce potrzebny jest wzajemny szacunek uczestników życia publicznego , rozmowa o polskich sprawach - w wielu miejscach potrzebny jest kompromis.

Prezes PiS nie był gołosłowny. Wiec wyborczy w Szczecinie, na którym Jarosław Kaczyński wypowiedziała się o Lewicy, zaszokował wszystkich.

- Będę już mówił "lewica". Nie będę używał tego słowa, którego sam używałem, dzisiaj warto używać tego słowa "lewica", a nie "postkomunizm ". Pytany o nagłą zmianę w stosunkach co do SLD, Kaczyński, w Radomiu, odpowiadał:

- Różne były czasy, ale jeżeli tego sobie nawzajem nie zapomnimy będzie źle. A ja chcę żeby było dobrze. Jeżeli więc teraz ktoś mnie zapyta kim jest Józef Oleksy, ja odpowiem: jest to polski polityk lewicowy powiedzmy sobie starszo-średniego pokolenia.

Po wydarzeniach z 10 kwietnia, stonował nie tylko Kaczyński. Zdaniem Jacka Kurskiego cała klasa polityczna powinna dokonać rachunku sumienia.

- Wszyscy powinni wyciągnąć wnioski co do poziomu konfliktu politycznego . W Polsce przekroczył wszelkie granice i pośrednio miał wpływ na to co się stało - mówił po katastrofie europoseł PiS.

W całkowitą przemianę prezesa Kaczyńskiego nie wszyscy wierzyli. Tym którzy twierdzili, że odbyła się ona na potrzeby kampanii, posłowie PiS tłumaczyli:

- Jeśli ktoś wątpi, że jeżeli traci się pół serca i pół duszy - jak się jest tak blisko ze swoim bratem bliźniakiem. Jeżeli ktoś mówi, że po takim wydarzeniu nie można się zmienić, to znaczy - nie ma pewnej wrażliwości. Dla mnie to niewyobrażalny ból. Ten ból zostawia zmianę, w takim czysto ludzkim wymiarze - mówił Adam Hofman.

Przekonywał też na swoim blogu Marek Migalski: "Dlaczego się go czepiacie , dlaczego nie wierzycie w to, że jest dzisiaj innym człowiekiem?! Lepszym, spokojniejszym, bardziej empatycznym, mniej ofensywnym, wyciszonym. Dlaczego w jego przyciszonym głosie doszukujecie się fałszu, dlaczego podważanie jego tragedię? Pamiętacie, jak mówiono, że tragedia smoleńska powinna nas wszystkich zmienić, że po niej nic nie będzie takie samo? Pamiętacie, jak byliśmy wszyscy wstrząśnięci jej ogromem i wierzyliśmy, że może to odmienić nasze relacje, nasze konflikty? I Jarosław Kaczyński jest inny. Inne też jest całe PiS. Ale wy pozostaliście tacy, jacy byliście. Jesteście wciąż sobą! Nie zmieniliście się ani na jotę!" - pisał do niektórych polityków Platformy Obywatelskiej.

Wyszło jak zwykle... Politycy PiS wracają jednak do formy. Temat tragedii smoleńskiej powrócił, i to w nowym wydaniu - ofensywnym. Zaczęło się od wywiadu prezesa PiS dla "Gazety Polskiej", w którym zrelacjonował rozmowę telefoniczna z szefem MSZ Radosławem Sikorskim, z dnia 10 kwietnia, gdy dowiedział się o śmierci brata.

"To jest wynik waszej zbrodniczej polityki - nie kupiliście nowych samolotów . Na tym rozmowa się skończyła" - powiedział Jarosław Kaczyński w wywiadzie. Krytykował również postawę premiera Tuska, który jak twierdzi Kaczyński, chciał dotrzeć do Smoleńska przed nim.

"To była zresztą jakaś kompletna paranoja. Bo jeśli premier polskiego rządu ścigał się ze mną, kto pierwszy dojedzie do miejsca katastrofy, to widocznie szczególnie zależało mu, by się tam pokazać. Państwo wybaczą, ale nie jestem w stanie nawet zrozumieć takiej mentalności" - mówił w wywiadzie prezes PiS.

Posypały się komentarze i inne krytyczne głosy posłów PiS. Joachim Brudziński zasugerował, że premier Donald Tusk nie pomyślał o tym, by na miejscu tragedii nad ciałem zmarłego Lecha Kaczyńskiego został rozpostarty namiot , i że ciało polskiego prezydenta wróciło do Polski w polskiej trumnie.

- Dziś nie jest on godny mojego szacunku. Pan premier Donald Tusk powinien na stałe zniknąć z polskiego życia politycznego - stwierdził Brudziński.

Politolog: PiS dało się sprowokować Palikotowi

Zdaniem europosła Jacka Kurskiego, język dyskusji politycznej w kraju jest efektem braku odpowiednich działań rządu po 10 kwietnia. Jest też wynikiem emocji spowodowanych "trzema miesiącami całkowitej cenzury" - dodał. Co do kampanii wyborczej i zmiany języka politycznego w jej trakcie, Jacek Kurski stwierdził, że to był błąd.

- Tak zwany "mainstream", czyli ten większościowy układ poglądów w polskich mediach, stworzył fałszywy dyskurs, że oto mamy nowy PiS, swoistego skruszonego grzesznika, który musi odkupywać za swoje grzechy, ale jeżeli będzie się zachowywał dobrze, to będzie akceptowany przez większościowy układ mediów - wyjaśniał europoseł. - Należało wyciągnąć prosty wniosek z tragedii smoleńskiej i powiedzieć tak: albo ta tragedia przeorała świadomość społeczną i jest klimat na powrót do prawdy, albo nic nie zrobiła, i wtedy żaden kurs unikający twardych, trudnych problemów nic nie da - ocenił Jacek Kurski.

Na pytanie, czy język, którym posługują się prezes i niektórzy posłowie PiS-u jest powrotem do dawnej retoryki, Marek Migalski w TOK FM stwierdził :

- Myślę, że wszyscy przyznają nam rację, że robimy to, aby dowiedzieć się, czy rzeczywiście było tak, że samochód Jarosława Kaczyńskiego był opóźniany, żeby Donald Tusk znalazł się pierwszy na miejscu katastrofy? Czy archeolodzy do dzisiaj nie pojawili się na miejscu tragedii, pomimo że premier to obiecywał? Czy w rękach Rosjan znajduje się telefon prezydenta i jego osobiste rzeczy? Czy nie dało się przekazać Polakom tego śledztwa? Na te wszystkie pytania musimy odpowiedzieć.

Nie szczędzi też krytycznych słów Platformie - chodzi o debatę na temat krzyża stojącego przed Pałacem Prezydenckim.

- Przenoszenie krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego to początek niszczenia mitu Lecha Kaczyńskiego, a w konsekwencji walki politycznej z tym, którzy mienią się być dziedzicami tego, co robił Lech Kaczyński - mówił Migalski. - Decyzję o przeniesieniu krzyża podjął Komorowski. To świadoma próba odchodzenia od tragedii smoleńskiej i powrót do "normalności" sprzed 10. kwietnia, "normalności" z której chyba nikt nie był zadowolony - podsumował Migalski.

DOSTĘP PREMIUM