Komorowski o pomniku przed Pałacem: "To dość dziwny pomysł"

- To wydaje mi się dość dziwny pomysł, bo jak przed pomnikiem księcia Józefa Poniatowskiego stawiać inny pomnik - powiedział prezydent Bronisław Komorowski w wywiadzie dla "Polityki". W rozmowie z tygodnikiem Komorowski skomentował wydarzenia przed Pałacem Prezydenckim; mówił też o swoim sposobie prowadzenia polityki historycznej.

- Nigdy nie mówiłem o usunięciu krzyża, zawsze mówiłem o potrzebie przeniesienia krzyża w sposób godny, w porozumieniu z władzami kościelnymi w godne miejsce, czyli do kościoła - powiedział Bronisław Komorowski w rozmowie z "Polityką", odnosząc się do zarzutów, że to jego słowa miały rozpętać konflikt wokół krzyża na Krakowskim Przedmieściu.

Prezydent wyraził żal, że "nie udała się uroczystość procesyjnego przeniesienia krzyża" do kościoła św. Anny, ani późniejszy udział krzyża w pielgrzymce do Częstochowy. - To było rozwiązanie, które leżało w interesie państwa i Kościoła - powiedział prezydent.

W ocenie Komorowskiego sytuacja związana z krzyżem i sposobem upamiętnienia ofiar katastrofy jest "politycznie trudna dla wszystkich stron konfliktu". Według prezydenta najwięcej na tym konflikcie traci Kościół.

Pomysł budowy pomnika "przed pomnikiem księcia Poniatowskiego" wydaje się Komorowskiego "dość dziwny", ale, jak dodał, decyzja w tej sprawie należy do stołecznej konserwator zabytków i władz miasta. - W demokracji każdy ma prawo tworzyć komitety i występować o budowę pomnika - powiedział.

"Polityka historyczna nie może być maczugą do walenia konkurencji"

Mówiąc o swoich planach związanych z prowadzeniem polityki historycznej, Komorowski zapewnia, że będzie ona różnić się od polityki historycznej Lecha Kaczyńskiego. Jego doradcą na tym polu został prof. Tomasz Nałęcz, a "reprezentuje on punkt widzenia dosyć odległy od realizowanego w okresie rządów PiS".

- Polityka historyczna nie powinna być skierowana przeciwko komuś, nie powinna być maczugą do walenia konkurencji politycznej, a w relacjach międzynarodowych nie powinna być skierowana przeciwko innym dumnym narodom - tłumaczył Komorowski. I przywołał "tradycje Rzeczpospolitej wielonarodowościowej".

Zmiany w BBN

Komorowski zapowiada też zasadnicze zmiany w funkcjonowaniu swojej Kancelarii a także Biura Bezpieczeństwa Narodowego. - Chciałbym, aby siedziba prezydenta znajdowała się na skrzyżowaniu różnych dróg politycznych i była otwarta na różne inicjatywy - powiedział.

- Chcę dokonać kilku zasadniczych zmian - zapowiedział prezydent. Pierwsza z nich ma dotyczyć Biura Bezpieczeństwa Narodowego, które - jak podkreślił - "do tej pory było instytucją szczególnego, nieprzyjaznego nadzoru nad różnymi resortami". - Brakowało tego, co niezbędne, czyli miejsca myślenia strategicznego o problemach bezpieczeństwa i obronności - mówił Komorowski.

Nie zbierać haków

Jak dodał, w BBN musi powstać centrum analiz strategicznych, do którego zamierza zaprosić ludzi z różnych orientacji politycznych mających doświadczenie w tych sprawach. - Zamiast śledzenia, kontrolowania i szukania haków, musi być monitorowanie realnych problemów i myślenie o przyszłości, ale także obsługa Rady Bezpieczeństwa Narodowego, czego BBN nie robiło, bowiem takiej Rady faktycznie nie było - zaznaczył prezydent.

Doradztwo, ale nie partyjne. Z Mazowieckim

Według niego, w samej Kancelarii też sporo trzeba zmienić. - Dla mnie sprawą najważniejszą jest znalezienie osób, które doradzanie łączą z pewną odpowiedzialnością. Planuję powołanie zespołu doradztwa strategicznego w kilku obszarach. Zespół ten dopiero powstaje, więc nie wymieniam nazwisk, ale z pewnością jednym z moich strategicznych doradców będzie Tadeusz Mazowiecki, co dla opinii publicznej powinno być wskazówką, że nie będzie to doradztwo partyjne - podkreślił.

Komorowski - jak mówił - zamierza także mieć przy sobie osoby łączące dwie funkcje: doradcy w jakimś obszarze i jednocześnie łącznika z konkretnym środowiskiem politycznym. - Nie chcę mieć u siebie ambasadorów partii politycznych, byłoby to sprzeczne z konstytucyjnym umocowaniem prezydentury, ale chcę mieć trzy, może cztery osoby kontaktujące się w moim imieniu z różnymi środowiskami ideowymi. Te osoby już znalazłem i niedługo ogłoszę ich nazwiska - powiedział prezydent.

Polityka zagraniczna: Bruksela, Paryż, Berlin

Na pytanie, jakie będzie przesłanie jego pierwszej zagranicznej wizyty na trasie Bruksela, Paryż, Berlin Komorowski zaznaczył, że ma już za sobą pierwsze kontakty zagraniczne, spotkanie z prezydentami Litwy i Czech. "Ale oficjalnie oczywiście najpierw będzie Bruksela z bogatym programem, aby zaznaczyć, że polska przyszłość to przede wszystkim członkostwo w Unii Europejskiej" - dodał.

Według prezydenta, jednym z narzędzi mogących wzmacniać naszą europejską rolę pozostaje Trójkąt Weimarski. - Ożywienie współpracy w trójkącie Polska-Niemcy-Francja, która bardzo kulała za mojego poprzednika, uważam za jedno z ważniejszych zadań - oświadczył. - Dlatego po Brukseli będzie Paryż, a potem Berlin - podkreślił.

Porozumienie z Niemcami. Historyczna wizyta w Sachsenhausen

Komorowski poinformował, że w trakcie pobytu w Niemczech planowane są ważne, choć może symboliczne zdarzenia, np. po raz pierwszy prezydenci Polski i Niemiec wspólnie pojadą do miejsca śmierci gen. Stefana Grota-Roweckiego do Sachsenhausen. Wyraził też nadzieję, że razem z szefem Bundestagu złoży kwiaty pod pomnikiem Solidarności w Berlinie. - Ta wizyta ma otworzyć nowy rozdział współpracy z Niemcami, bowiem dziś właśnie dobra współpraca z tym państwem jest szansą na umocnienie Trójkąta Weimarskiego - oświadczył.

Komorowski był też pytany o kontakty z Rosją; czy jego kontakty z czasu, gdy wykonywał obowiązki prezydenta będą miały ciąg dalszy. - Nie ukrywam, że moim marzeniem, ale też pewnym ryzykiem jest pogłębienie procesu porozumienia z Rosją, który może się przerodzić w coś bardziej trwałego. Już zaprosiłem prezydenta Miedwiediewa do Warszawy - powiedział.

Cały wywiad czytaj jutro w tygodniku "Polityka" .

DOSTĘP PREMIUM