Zjazd "Solidarności" - wersja Jarosława Kaczyńskiego. Atakuje Krzywonos i Borusewicza

- Powiedziałem tylko to, co uważałem, że podczas tego zjazdu powinienem powiedzieć - tak w wywiadzie dla Pis.org.pl Jarosław Kaczyński tłumaczy swoje przemówienie na zjeździe "Solidarności". Potem atakuje Henrykę Krzywonos, Bogdana Borusewicza i "Fakt".

Czytaj wywiad z Jarosławem Kaczyńskim

- Nie planowałem żadnej politycznej ofensywy. Powiedziałem tylko to, co uważałem, że podczas tego zjazdu powinienem powiedzieć. Nic ponad to - powiedział w wywiadzie dla Pis.org.pl Jarosław Kaczyński. - Nie jest bowiem jakąkolwiek polityczną ofensywą przypomnienie, że republikańskie, a więc wspólnotowe, przesłanie "Solidarności" nie jest dziś w Polsce realizowane w należyty sposób; że w tych wartościach tkwiła siła "Solidarności" i że z nich wciąż możemy czerpać naszą siłę, jeśli tylko będziemy potrafili do tej idei nawiązać - dodaje.

Według Kaczyńskiego, nie skłamał on mówiąc, że część ekspertów pomagającym robotnikom w 1980 roku dążyła do kompromisu z władzą. - Istota tego sporu polegała na ocenie realności realizacji pierwszego postulatu MKS, czyli powołania do życia legalnych niezależnych związków zawodowych. Eksperci obawiali się, że komunistyczna władza tego nie przełknie. Jest to rzecz powszechnie znana i nikt poważny tego nie podważa. Tak jak i nie zakwestionuje tego, że koncepcja przeforsowania postulatu o powołaniu wolnych związków zwyciężyła i była koncepcją słuszną. Zatem nie powiedziałem jakiejkolwiek nieprawdy - mówi.

"Gwizdali, bo bardzo nie lubią PO"

Kaczyński odniósł się również do nieprzychylnej reakcji związkowców w stosunku do Donalda Tuska . - Politycy Platformy twierdzą, że "Solidarność" jest przybudówką PiS. To - ich zdaniem tłumaczy - dlaczego związkowcy niechętnie przyjmują ludzi rządzących dziś Polską. Te twierdzenia, oczywiście, nie są zgodne z prawdą - twierdzi prezes PiS.

Ujawnia następnie powody, dlaczego związkowcy gwizdali w czasie przemówienia Tuska. - Ludzie Platformy nie są w stanie przyjąć do wiadomości jednego prostego faktu, unaocznionego przez ostatnie wybory: tego, że poważna część społeczeństwa bardzo ich nie lubi. I ilekroć ta niechęć jest publicznie uzewnętrzniana, to tyle razy utrzymują, że są to działania inspirowane przez PiS - opisuje.

O Krzywonos i Borusewiczu

W dalszej części wywiadu Jarosław Kaczyński wypowiedział się nt. Henryki Krzywonos, która na zjeździe ostro go atakowała za przemówienie oraz marszałka Senatu Bogdana Borusewicza. Wskazał na fragment biuletynu IPN, który dowodzi, że Henryka Krzywonos wcale nie rozpoczęła strajku w 1980 roku, jak się powszechnie uważa. Po czym stwierdził, że nie chce o niej już rozmawiać.

Następnie wypomina Borusewiczowi, że to dzięki Lechowi Kaczyńskiemu, po klęsce Unii Wolności w 2001 roku, wrócił do polityki. - Chciałbym panu Borusewiczowi o kilku sprawach przypomnieć. O tym, że kiedy znalazł się na tak zwanym lodzie po klęsce partii, do której się przyłączył, to Lech Kaczyński sprawił, choć nie wywołało to entuzjazmu w szeregach Prawa i Sprawiedliwości, że otrzymał pracę jako wicemarszałek województwa, że dostał gabinet, samochód, sekretarkę - mówi.

- To Lech Kaczyński i ludzie PiS zaczęli powszechnie głosić, że to on, Bogdan Borusewicz, był w istocie ojcem zwycięstwa. Przedtem była to prawda dosyć zapomniana. To wreszcie na wniosek Lecha Kaczyńskiego Prawo i Sprawiedliwość wysunęło jego kandydaturę na senatora. To Lech Kaczyński bezpośrednio interweniował w trakcie kampanii, kiedy jego wybór wydawał się zagrożony. To Lech Kaczyński uczynił go w istocie marszałkiem Senatu - dodaje.

"Każdy normalny tabloid..."

Odniósł się również do artykułu "Faktu", który napisał, że prezes PiS na zjeździe "Solidarności" przekazał mu "ściągawkę" - To jest nadużycie. Bo co wynika z umieszczenia na pierwszej stronie wielkiego tytułu o ściągawce Kurskiego dla Kaczyńskiego? Ni mniej ni więcej tylko tyle, że Kaczyński wygłasza przemówienia wedle ściągawki Kurskiego. Ale jest jeszcze inna sprawa. Każdy normalny tabloid na świecie zamieściłby na pierwszej stronie wiadomość o niekorzystnym dla pana Wałęsy wyroku sądu w sprawie o zniesławienie , którą wniósł przeciwko Krzysztofowi Wyszkowskiemu. Panowie z "Faktu" jednak zrobić tego nie mogą. Współczuję im. Bardzo to - powiedzmy sobie szczerze - mizerna rola, ale może przynajmniej odczepią się od innych - twierdzi.

H. Krzywonos: Jarosław Kaczyński nie był na stoczni, nie wiem gdzie był, może na rybach

DOSTĘP PREMIUM