Awantura o obecność. Prokuratura sprawdzi, czy poseł PiS był na obradach Sejmu

Awantura o obecność posła PiS na nadzwyczajnych obradach Sejmu. Włocławski radny SLD zarzucił Łukaszowi Zbonikowskiemu, że ten w tych obradach nie uczestniczył, a potem kilkanaście dni później bezprawnie podpisał listę obecności. - To kłamstwo - odpowiada poseł, ale i tak sprawie ma przyjrzeć się marszałek Sejmu. Wniosek trafił też do prokuratury.

Kłótnia toczy się o obrady z 12 sierpnia. Posiedzenie w trakcie parlamentarnych wakacji niespodziewanie zarządził marszałek Sejmu, bo posłowie w trybie pilnym musieli przegłosować pakiet tzw. ustaw powodziowych, potrzebnych do rządowego wsparcia powodzian m.in. z Bogatyni. Nie wszyscy parlamentarzyści dotarli.

Czy wśród nich był także poseł Łukasz Zbonikowski? Krzysztof Kukucki, sekretarz generalny Federacji Młodych Socjaldemokratów i wiceprzewodniczący włocławskiej Rady Miejskiej z ramienia SLD, zarzucił politykowi PiS, że go tam nie było, choć należy to do jego obowiązków. Zbonikowski natychmiast odpowiedział na ten zarzut twierdząc, że w tym czasie był w Warszawie i w obradach uczestniczył. Jednocześnie zapowiedział, że Kukuckiemu wytoczy proces za rozpowszechnianie kłamstwa. Pozew jest właśnie przygotowywany.

Która lista obecności jest prawdziwa?

Obaj politycy mają dowody na podparcie swoich racji. I to bardzo podobne. Kukucki wskazuje na kopię listy obecności na posiedzeniu Sejmu z 12 sierpnia, którą podpisywali posłowie. Na tym dokumencie, który działacz Sojuszu dostał 30 sierpnia z Kancelarii Sejmu brakuje podpisu Łukasza Zbonikowskiego.

Ale polityk PiS też ma kopię listy obecności z posiedzenia. Tyle, że trochę inną - ta bowiem wskazuje, że Zbonikowski w obradach jednak uczestniczył. Kopię tej listy datowaną na 31 sierpnia poseł pokazał publicznie lokalnym mediom w ubiegły piątek.

- Istnieje uzasadniona obawa, że doszło do naruszenia prawa polegające na późniejszym uzupełnieniu listy obecności na nadzwyczajnej sesji parlamentu - twierdzi w rozmowie z TOK FM Michał Więckiewicz z Federacji Młodych Socjaldemokratów, który koordynuje sprawę. Powołuje się przy tym na regulamin Sejmu, który jego zdaniem określa, że taki podpis można złożyć tylko do dwóch godzin po rozpoczęciu obrad. A parlamentarzysta PiS mógł podpisać listę później, nawet 18 dni po posiedzeniu.

- Uczestniczyłem w obradach i rzeczywiście nie podpisałem się pod listą obecności. Przypomniałem to sobie dopiero w pociągu wracając z posiedzenia i natychmiast zadzwoniłem do Kancelarii Sejmu. Uspokojono mnie, że mogę to w każdej chwili zrobić. - wyjaśnia reporterowi TOK FM poseł Łukasz Zbonikowski. Przypomina, że obrady odbywały się w trudnych warunkach, bo sala posiedzeń była w tym czasie w remoncie. - Doszło więc do mojego przeoczenia. Ale mam 12 osób, które mogą zaświadczyć, że byłem na obradach - zapewnia.

- Ja opieram się na dokumentach. Nie jest normalną praktykę podpisywać listę obecności po 18 dniach, tym bardziej, że posłowie dostają dietę w zależności od obecności. To trzeba wyjaśnić - zauważa Krzysztof Kukucki.

Lewica domaga się interwencji marszałka

Dlatego prośba o zajęcie się tą sprawą wpłynęła już od polityków lewicy do marszałka Grzegorza Schetyny. Z kolei do prokuratury Warszawa - Śródmieście trafiło zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez posła Łukasza Zbonikowskiego.

- Liczymy, że ta sprawa zostanie wyjaśniona jak najszybciej - mówi Więckiewicz. SLD w tej sprawie ma wystąpić w najbliższy czwartek na konferencji prasowej.

DOSTĘP PREMIUM