Nałęcz: Bracia Kaczyńscy chłostali przeciwników najbardziej bezlitośnie

- Osoby, które chłostały przeciwników najbardziej bezlitośnie, to bracia Kaczyńscy - powiedział Tomasz Nałęcz, odnosząc się do ostatnich wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, w których winą moralną i polityczną za tragedię w Smoleńsku obarczył polityków PO. Nełęcz dodał też, że gdy widział "Marsz pamięci" miał najgorsze skojarzenia. "Wiadomo, kto w Europie zaczął mącić ludzkie umysły posługując się pochodnią, światłem, dźwiękiem, nienawiścią, skrajną emocją. To jest niestety narodowy socjalizm"- powiedział.

Sprawa krzyża została uwikłana głęboko w politykę - stwierdził Nałęcz w Radiu Zet. Propozycją części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, by krzyż przenieść w miejsce katastrofy, doradca prezydenta jest zaskoczony.

- Ten krzyż jest takim polskim symbolem żałoby. Mnie się wydaje, że najbardziej godne miejsce jest dla niego w kościele św. Anny, kościele najbliższym miejsca, gdzie się to wielkie narodowe czuwanie odbyło. Myślę, że natknęlibyśmy się na opór - mówił Nałęcz.

Zdaniem Nałęcza, pomnik upamiętniający ofiary katastrofy na Krakowskim Przedmieściu nie powinien stanąć, bo, jak mówił, "trzeba byłoby go postawić w taki sposób, że byłby to despekt i pomniejszenie pomnika księcia Poniatowskiego".

- Byłaby jakaś bezsensowna wojna o pomniki. Ja podzielam opinię pani Gronkiewicz-Waltz, że przestrzeń historyczna Krakowskiego Przedmieścia z jej monumentami jest przestrzenią zamkniętą. Tutaj się już nic nie da dołożyć - stwierdził.

Nałęcz stwierdził, że nie komentuje wypowiedzi osób dotkniętych traumą żałobną, ale "z prezesem Kaczyńskim jest kłopot".

- On nie przeżywa swojej żałoby jako brat, szwagier. Prezes Kaczyński jest też bardzo ważną osobą w państwie. Szef największej partii opozycyjnej, człowiek, któremu zabrakło kilku procent, by być prezydentem, nie może korzystać z tego przywileju, że wszystko może powiedzieć, bo jest człowiekiem złamanym bólem żałoby. Trzeba odłożyć na bok ten wzgląd i trzeba oceniać, co prezes Kaczyński mówi, a mówi rzeczy, których nie powinien wypowiadać - twierdzi Nałęcz. Jego zdaniem Jarosław Kaczyński "popadł w sprzeczność, którą by dostrzegł, gdyby popatrzył na siebie okiem racjonalnym".

- Z jednej strony obwinia osoby krytykujące prezydenta Kaczyńskiego, mówiąc, że krytyka prezydenta prowadzi do rzeczy strasznych w państwie - ja się po części z tym zgadzam. Natomiast nie zgadzam się z Jarosławem Kaczyńskim, że, jak to się teraz mówi w PiS-ie, Lech Kaczyński był poddany brutalnej presji przemysłu nienawiści i pogardy, bo, jak ja patrzę na III Rzeczpospolitą, i szukam tam osób, które chłostały przeciwników najbardziej bezlitośnie, to ja tam znajduję przede wszystkim braci Kaczyńskich, zwłaszcza Jarosława Kaczyńskiego. Kto zniszczył wielki mit "Solidarności" - Lecha Wałęsę, jako prezydenta RP, jak nie bracia Kaczyńscy, nie Jarosław Kaczyński.

"Marsz pamięci" - tłum emocji i nienawiści

Nałęcz skomentował też, jak stwierdził, "wieczór niby pamięci" z pochodniami na Krakowskim Przedmieściu, "ten tłum pełen emocji, ale też nienawiści".

- Miałem najgorsze skojarzenia. Wiadomo, kto w Europie zaczął mącić ludzkie umysły posługując się pochodnią, światłem, dźwiękiem, nienawiścią, skrajną emocją. To jest niestety narodowy socjalizm i to trzeba powiedzieć, żeby przed tym przestrzegać - podsumował.

DOSTĘP PREMIUM