"Wujek dobra rada" Migalski kpi z kampanii wyborczej PiS. 'Katastrofa'

Marek Migalski - europoseł, który niedawno rozstał się z Prawem i Sprawiedliwością, bezlitośnie krytykuje początek kampanii samorządowej partii Jarosława Kaczyńskiego. - KATASTROFA! Jeśli tak ma wyglądać ta kampania, to może od razu warto wywiesić na Nowogrodzkiej białą flagę - pisze na blogu europoseł.

Migalski zaznacza co prawda, że wciąż "emocjonalnie i politycznie" związany jest z PiS ale właśnie dlatego decyduje się ponownie na publiczną krytykę. - Nie mogę spokojnie patrzeć, jak ta partia strzela sobie samobóje - tak tłumaczy swoją nową rolę - znanego z "Misia" Barei "wujka dobra rada".

Wicekaczyński pójdzie bić bolszewika?

Migalski zajął się inauguracją kampanii samorządowej PiS w Rzeszowie. Krytykuje wykorzystanie daty 17 września (czyli agresji ZSRR w 1939 r.) przez polityków. - Tomasz Poremba, eurodeputowany z tamtego regionu i osoba, która czuje się co najmniej wicekaczyńskim na Podkarpaciu (...) rozpoczął swoje przemówienie od tego, że to nieprzypadkowa koincydencja i warto wspominać właśnie wczoraj to, co stało się 71 lat temu. No fajnie, ale co dalej? Jutro pójdziemy bić bolszewika? To ma być program poważnej partii na wybory do gmin i powiatów? - dziwi się Marek Migalski.

Ktoś pisze donosy?

Migalskiemu nie podobał się też wystrój sali. "Zgromadzono podobno około 2 tysięcy działaczy samorządowych. Tylko, ze w TV widać było jedynie puste trybuny! Wywiady z politykami PiS były właśnie na tle tych pustych trybun - trzeba nic nie wiedzieć o mediach i współczesnym marketingu, żeby dać się tak sfilmować. (...) Cyniczne, prawda? Ale prawdziwe i jak ktoś tego nie wie, albo się tym brzydzi, to niech się dalej zajmuje pisaniem donosów na kolegów, a nie organizowaniem tego typu imprez." Migalski nie precyzuje słów o donosach.

Czemu prezes nie przyjechał?

Migalski kpi też z tłumaczenia dlaczego na inauguracji zabrakło prezesa PiS. "Kaczyński musiał zostać w Warszawie na konsultacjach z Mariuszem Błaszczakiem! Można bardziej zlekceważyć delegatów i przesłać wyborcom jaśniejszy komunikat, że się ich ma gdzieś, niż właśnie konieczność rozmowy w kolegą Błaszczakiem? Każdy inny powód byłby lepszy - od powodów rodzinnych (absolutnie zrozumiałych), po wyjazd na ryby. Ale rozmowa z Błaszczakiem?! Czy ta perspektywa kogokolwiek by gdzieś zatrzymała choć na minutę? Dajcie żyć!" - prosi Migalski.

Z czym kojarzą się pochodnie?

Europoseł i socjolog nie może darować PiS-owi nowego znaku firmowego - marszów z pochodniami. - Nie mam nic przeciwko pochodniom i szlachetnym pobudkom, które zapewne kierowały pomysłodawcami, ale jakim ignorantem trzeba być, by nie wiedzieć, że właśnie to będzie główny przekaz w mediach (zwłaszcza tych niechętnych PiS-owi, a jest ich przecież mnogość)? Jaki to geniusz wymyślił? Co na spec i macher od PR? Słowem - KATASTROFA! (...) Dbałość o wizerunek partii jest jednak czymś bardziej skomplikowanym, niż pisanie raportów do prezesa. - kończy wpis na blogu Migalski.

DOSTĘP PREMIUM