Zwolnienia w Pałacu. "Wracamy do normalności" vs "Może stracić państwo"

Zwolnienia w Pałacu Prezydenckim. Posady straciło kilkanaście osób związanych z Lechem Kaczyńskim. Według nieoficjalnych informacji pracę może stracić nawet 100 urzędników.

- Nie możemy mówić o czystce - mówi posłanka PO Małgorzata Kidawa-Błońska. - Prezydent Komorowski idąc do Pałacu musi mieć zespół ludzi z którymi chce pracować, którym musi ufać.

Kidawa-Błońska w rozmowie z reporterem TOK FM mówi, że w zachodnich demokracjach normą jest, że urzędnicy związani z poprzednim prezydentem po przegranych wyborach "pakują się i odchodzą". Dodaje, że w Polsce "niestety nie ma takiej praktyki".

Obecnie w Kancelarii Prezydenta pracuje ponad 300 osób, jej szef Jacek Michałowski chce by liczebność urzędników wróciła do stanu z prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego, czyli 250 osób. - Bardzo dobry pomysł. Za czasów Lecha Kaczyńskiego była rozbudowana do maksimum. Cieszę się, że wracamy do normalności - dodaje Kidawa-Błońska.

Ten pomysł niepokoi Prawo i Sprawiedliwość. - Masowe zmiany w Kancelarii będą na pewno niepokojące, gdyż może na tym stracić stabilność państwa polskiego - mówi poseł PiS Mariusz Kamiński. - Nie odmawiam prezydentowi Komorowskiemu prawa do dobierania sobie współpracowników, ale mówimy o doświadczonym aparacie urzędniczym. Niektórzy pracownicy są w Kancelarii jeszcze od prezydentury Lecha Wałęsy i wiedz, na czym to wszystko polega. Takich zwolnień za czasów prezydenta Kaczyńskiego nie było - dodaje poseł.

Kancelaria Prezydenta nie chce komentować sprawy.

DOSTĘP PREMIUM