"Unia była warta mszy" - Leszek Miller w TOK FM o relacjach SLD z Kościołem

- Jeśli poszukać jakiejś mojej decyzji, która byłaby jakoś szczególnie zachwycająca Kościół, to takiej nie było - zapewniał w Poranku TOK FM były premier Leszek Miller. - Przede mną stał najważniejszy egzamin: zakończenie negocjacji europejskich i wygranie referendum akcesyjnego, dlatego starałem się współdziałać z Kościołem w tym względzie. Aby nie było sytuacji, że w dniu referendum tysiące hierarchów czy proboszczów powie: nie głosujmy.

Prowadzący Poranek TOK FM Jan Wróbel pytał swojego gościa o to, jak powinny wyglądać dzisiaj relacje lewicy z Kościołem. - Powinno się zaproponować racjonalne ułożenie wzajemnych kontaktów, zakładając że w Polsce Kościół ma do spełnienia określoną misję - stwierdził były premier. - Ale lewica też ma swoją misję - zastrzegł.

Zdaniem Millera trzeba układać stosunek lewicy z Kościołem tak, jak to się robi w zachodnich demokracjach, "gdzie Kościół katolicki nie traktuje lewicy jak wroga, ale jednocześnie lewica uznaje, że Kościół ma do wypełnienia duchową misję".

Ale czy Kościół nie miał najlepszej sytuacji za rządów SLD? - Jeśli poszukać jakiejś mojej decyzji, która byłaby jakoś szczególnie zachwycająca Kościół, to takiej nie było - zapewnił Leszek Miller. - Przede mną stał najważniejszy egzamin: zakończenie negocjacji europejskich i wygranie referendum akcesyjnego, dlatego starałem się współdziałać z Kościołem w tym względzie. Aby nie było sytuacji, że w dniu lub przededniu referendum tysiące hierarchów czy proboszczów powie: nie głosujmy. Unia była warta mszy. Każdy na moim miejscu postąpiłby tak samo. Natomiast dzisiaj postawa SLD jest już inna. Dzisiaj przychodzi pora na innego rodzaju stosunki, w których konstytucja ważniejsza jest niż ewangelia.

- Co powinien powiedzieć w takim razie lokalny działacz SLD lokalnemu proboszczowi? - dopytywał Jan Wróbel. - Że on, jako szef lewicy, nie będzie uczestniczył w ceremoniach religijnych, natomiast tam, gdzie razem można pomóc ludziom, przeprowadzić jakąś akcję, to czemu nie? - odpowiedział były premier.

Odwołanie Halickiego. "Rzecznikowi wolno mniej"

Miller komentował także sytuację w PO - odwołanie Andrzeja Halickiego z funkcji rzecznika Klubu Parlamentarnego Platformy. Miejsce Halickiego zajął Krzysztof Tyszkiewicz. Czy była to decyzja Tuska? - Rzecznik klubu zależy od szefa klubu, nie od premiera - zapewniał Miller. - Tu prawdopodobnie jest jakieś napięcie na linii rzecznik-szef klubu - spekulował były premier.

Czy wpływ na odwołanie Halickiego mógł mieć jego wywiad prasowy, w którym stwierdził, że premiera Tuska otaczają lizusy? - Rzecznik powinien być bardzo zdyscyplinowany w swoich kontaktach z mediami. Jest ustanowiony po to, żeby reprezentować szerszą opinię, więc być może pan Halicki zapędził się zbyt daleko - mówił były szef SLD. - To, co przystoi szeregowemu posłowi, rzecznikowi już nie. Rzecznikowi wolno mniej - dodał.

Stwierdził też, że jego zdaniem wokół Tuska jest znacznie więcej "lizusów", niż wokół niego, kiedy on sam był premierem. - Tusk daje sobie radę w PR-owskich pociągnięciach, trzyma się na wysokim poziomie zaufania społecznego. Jest gwiazdą świecącą pełnym blaskiem. Natomiast wokół takiej gwiazdy dwór pochlebców jest zawsze liczniejszy - podsumował Leszek Miller.

DOSTĘP PREMIUM