PiS: Tusk postanowił zaistnieć w Sejmie, bo może zobaczył statystyki

- Premier postanowił zaistnieć, bo może zobaczył te statystyki, że trzeba poprawić i teraz będzie na miejscu uczestniczył w głosowaniach - skomentował zamiar częstszej obecności w Sejmie Donalda Tuska Andrzej Dera z PiS.

Polityk PiS odniósł się też do informacji TOK FM , że szef rządu na ponad tysiąc dwieście głosowań w 2010 roku premier oddał głos... trzykrotnie. - To pokazuje, jego prawdziwe zaangażowanie w to, co dzieje się w Sejmie, gdzie odbywa się teraz pewien teatr polityczny - skwitował ironicznie Dera

Zdziwienia nie ukrywał inny z posłów PiS Karol Karski. - Z tego powinna wynikać nieco większa liczba głosowań. To by pokazywało, że pan premier siedząc w miejscu pracy jest tak rozkojarzony i zajęty innymi problemami, że nawet tego guzika nie naciśnie - powiedział. - Sam premier Tusk będąc kiedyś wicemarszałkiem Sejmu nazwał grono, do którego należy klasą próżniaczą.

Graś: Jest wtedy, gdy dzieją się rzeczy ważne

Rzecznik rządu bronił i tłumaczył premiera. - Nie ma potrzeby, by premier brał udział we wszystkich głosowaniach - mówił Paweł Graś. Tusk notorycznie opuszczał w tym roku głosowania w Sejmie. Paweł Graś przyznaje, że to się zdarza

- Pan premier jest w Sejmie wtedy, kiedy dzieją się rzeczy ważne. Zawsze jest do dyspozycji Sejmu, zwłaszcza opozycji, kiedy sa debaty, dyskusje, kiedy jest przepytywany przez posłów w ważnych sprawach. Wtedy pan premier jest - powiedział.

Według Grasia nie trzeba tego zmieniać, bo tym razem premier przeprowadził się do Sejmu, by dopilnować ofensywy legislacyjnej PO

- Będzie oczywiście sam więcej głosował, chociaż koalicja dysponuje na tyle spokojną przewagą ilości głosów, że nie potrzeby i konieczności, żeby pan premier brał udział we wszystkich głosowaniach - tłumaczył.

DOSTĘP PREMIUM