Boni w TOK FM: "Nie traćmy energii na coś, co i tak nie wejdzie w życie"

- Nie mamy na dzisiaj większości, która by pozwoliła dokonać części zmian - mówił w Poranku TOK FM Michał Boni, szef zespołu doradców premiera. - Albo ta większość uformuje się w określonym momencie w kalendarzu politycznym, albo w okresie swobodniejszym dla podejmowania trudniejszych decyzji, czyli po wyborach - dodał.

- Nie odradzał pan premierowi, żeby nie urzędował tak długo w Sejmie? Nie utrudniał pracy dziennikarzom? Biega tłum po korytarzach i tratuje wszystkich po drodze. Wie pan co to znaczy dostać kamerą? - spytała swojego gościa Janina Paradowska, prowadząca Poranek TOK FM. - Wczoraj miałem wrażenie, że chęć wykreowania jakiegoś sensacyjnego wydarzenia spowodowała, że wszyscy ministrowie, którzy by spotykali się z premierem, by przed prezentacją ustawy dopalaczowej o niej jeszcze chwilę porozmawiać, byli mocno naciskani przez media - odpowiedział minister Boni. - Miałem wrażenie, że te media były szczęśliwe, że mają wszystkich w jednym miejscu - dodał.

- Jak jest taki dzień jak wczoraj, to obecność premiera w parlamencie pozwala na ostatnie konsultacje, pozwala na przygotowanie się do wystąpienia, także na rozmowy z dziennikarzami - kontynuował szef doradców premiera. - Dzisiaj podobnie - będzie budżet, a to znaczy, że mamy mocną jesień w parlamencie - zastrzegł. Dodał, że obecność premiera nadaje większą rangę niektórym wydarzeniom. - To jest ważne. Za tydzień rząd będzie przyjmował pakiet ustaw zdrowotnych, a na następnym posiedzeniu Sejmu będzie prezentacja tych ustaw, więc obecność premiera i rządu doda temu znaczenia.

Boni wymieniał nad czym pracuje teraz rząd i jakich ustaw możemy spodziewać się w najbliższym czasie w parlamencie: - Za tydzień zdrowie na rządzie, czyli za dwa tygodnie w parlamencie. Później będziemy chcieli przedstawić na przełomie października i listopada ustawy, które dotyczą przejścia z zaświadczeń na oświadczenia, czyli ograniczenie obciążeń dla przedsiębiorców i obywateli łącznie z uproszczeniem procedur KRS-u, jeśli chodzi o rejestracje spółek z o.o. Mam nadzieję, że uda się między resortami wszystkie kwestie uzgodnić. Wiem jak pracujemy od sierpnia nad tymi projektami, nie wszystko jest jeszcze uzgodnione, ale mam nadzieję, że te projekty dopniemy - tłumaczył Boni. I wymieniał dalej: - Będziemy mieli także później ustawę o zmianie ustawy o finansach publicznych, to ta wprowadzająca regułę finansową. W listopadzie będziemy także prezentowali ustawę dotyczącą cyfryzacji telewizji naziemnej. Teraz kończymy projekt - podkreślił.

Licznik Balcerowicza? "Oglądam, ale jest większy problem"

- Proszę spojrzeć: ostatni tydzień to wielka debata, jak ratować Irlandię. Jest ratowana pieniędzmi, które zadłużą ją do poziomu między 80 a 90 proc. w relacji do PKB. To oznacza, że ten kraj, który jeszcze kilka lat temu był beniaminkiem Europy, jeśli chodzi o to, że jest liberalny, nagle znalazł się w pętli olbrzymiego zadłużenia. My jesteśmy krajem, w którym przyrost zadłużenia jest na poziomie 6-7 punktów procentowych - mówił w Poranku TOK FM Michał Boni. - Oglądam licznik prof. Balcerowicza [odliczający przyrastanie długu publicznego - red.], ale myślę, że większym problemem jest w tej chwili deficyt sektora finansowego, bo z nim się trudniej walczy. I tutaj musimy szybko wykazać się działaniami - dodał.

- Myślę, że jest trochę złej woli w mówieniu, że "nic się nie dzieje, a bomba tyka" - komentował szef doradców premiera. - Są zagrożenia, ale ta bomba naprawdę nie tyka - zapewnił. I podkreślił: - Średnie zadłużenie w Europie to 80 proc. długu w relacji do PKB. To oznacza, że powinniśmy być wrażliwi na te kwestie i pilnować, żeby u nas do długu nie doszło. Stąd reguła wydatkowa, stąd zaciskanie pasa budżetowego, stąd różne rzeczy, które nie są specjalnie sympatyczne. Krok po kroku pojawiają się różne rozwiązania.

Potrzebne działania systemowe

- Ten głos, że trzeba reformować, tak naprawdę w tyle głowy ma, że skoro pojawiają się dziury w tej jakiejś beczce, to trzeba korki powtykać. Moim zdaniem wtykanie korków to działanie niesystemowe - mówił Michał Boni. - Ja bym się bardzo bał, gdyby polski minister finansów zajął się nie rozwiązaniami, które systemowo będą nas broniły przed zagrożeniami związanymi z deficytem, tylko wpychaniem korków w różne miejsca, bo można w tym popełnić wiele błędów - stwierdził.

- A może trzeba robić jedno i drugie? Działać systemowo i wtykać korki? - dopytywała Janina Paradowska. - Pewnie tak, ale myślę, że będziemy się spierać wtedy na przykład o to, czy kiedy będzie przekroczone 55 proc. to uruchomić działania ratunkowe w postaci radykalnych zmian w ulgach podatkowych na dzieci, czy poczekać z tymi zmianami. Albo przygotować je w taki sposób, żeby służyły wzrostowi dzietności z jednej strony, a poczuciu rodziców, że są warunki instytucjonalne do opieki nad dziećmi z drugiej - odpowiadał Boni.

- Może już lepiej przekroczyć ten próg 55 proc. i wtedy cięcia będą obowiązkowe? - spytała prowadząca Poranek TOK FM. - Dla mnie reforma oznacza coś, co może przynieść oszczędność, ale w stały sposób porządkuje jakiś obszar rzeczywistości po to, aby on funkcjonował bardziej efektywnie - stwierdził minister. - Nie można sobie wyobrazić państwa, w którym nie ma elementów polityki społecznej, które nie dba o rozwój - dlatego to musi być systemowe. A jeśli chcemy te cięcia potraktować jak przypadkowe cięcia maczetą, to w jednych miejscach pozwolą oszczędzić, ale w innych zaszkodzą polskiemu rozwojowi - przestrzegł. I dodał: - To nawoływanie, że za chwilę bomba wybuchnie, jest machaniem maczetą. Część zmian systemowych nie przynosi od razu uporządkowania finansowego. Trzeba mieć tego świadomość, kiedy patrzy się na konkretne działania.

"Nie mamy większości, żeby wprowadzić niektóre zmiany"

Minister Boni przestrzegł w TOK FM, że "rozwiązań nie wprowadza się po to, żeby dać satysfakcję tym, którzy piszą w gazetach, lecz po to, żeby skutecznie wdrożyć pewne rozwiązania". - Nie mamy na dzisiaj większości, która by pozwoliła dokonać części z tych zmian. Albo ta większość uformuje się w określonym momencie w kalendarzu politycznym, albo w okresie swobodniejszym dla podejmowania trudniejszych decyzji, czyli po wyborach - stwierdził Boni. - Wszyscy przed wyborami zaczynają zachowywać się histerycznie. Ten, który normalnie mówi: "tak, to jest ważne rozwiązanie", kiedy występuje publicznie mówi: "nie wolno, ludzie będą mieli z tym straszne kłopoty". Jesteśmy w teatrze związanym z grą polityczną - podkreślił szef zespołu doradców premiera.

- Problem polega na tym, żeby nie tracić energii na coś, co i tak nie wejdzie w życie, tylko skupić energie na dobrym, merytorycznym przygotowaniu rozwiązań i powiedzieć tak: "w odpowiednim momencie te różne rozwiązania wejdą" - kontynuował minister. - A jeśli chodzi o tę tykającą bombę, to błagam: spójrzmy na ostatnie decyzje i spory z Portugalii, Hiszpanii, Irlandii i porównajmy tamtejsze zagrożenia i tamtejsze tykania bomb z tym, co się dzieje w Polsce. Polska ma wysokie tempo wzrostu, mamy szansę na ok. 4 proc. wzrostu w przyszłym roku, co też powinno zacząć zwiększać dochody. Dane za drugi kwartał pokazały, że po raz pierwszy od sześciu kwartałów pojawiły się nakłady na przygotowanie inwestycji w sektorze przedsiębiorstw prywatnych. Większym zagrożeniem na dzisiaj mogą być wahania kursów walut. Czy na ten temat pojawiają się alarmistyczne głosy? Z tym się trudniej walczy - podsumował minister Michał Boni w TOK FM.

''Dosyć tych szpilek, zacznijmy normalnie rozmawiać''

DOSTĘP PREMIUM