Poszukiwani: informatorzy dziennikarzy. Ukrywane: billingi Ziobry?

Zbigniew Ziobro chciał znać informatorów dziennikarzy. A jego billingi "zniknęły" - mówił dziś w radiu RMF FM były prokurator krajowy za rządów PiS Janusz Kaczmarek. Wczoraj "Gazeta Wyborcza" ujawniła, że w latach 2005-2007 służby specjalne podsłuchiwały co najmniej 10 dziennikarzy.

- Mamy do czynienia z niesamowitą skalą (podsłuchów) - powiedział dziś w radiu RMF FM Kaczmarek, były prokurator krajowy i były szef MSWiA. W porannej audycji "Kontrwywiad" Kaczmarek nie wykluczył, że podsłuchiwanych dziennikarzy może być więcej. - Warto sięgnąć do innych operatorów (telefonicznych) - powiedział Kaczmarek. - W tej sprawie jest 14 tomów akt, w których są setki numerów - dodał były szef MSWiA.

Ksiądz Jankowski na podsłuchu

Kaczmarek zastrzegł, że nie zna nazwisk innych dziennikarzy, którzy mogłiby być podsłuchiwani przez podległe Zbigniewowi Ziobrze służby specjalne RP. Zna za to inne - prałata Henryka Jankowskiego, któremu podsłuch założono na osobisty telefon. - Poszedłem do prokuratora, który prowadził to postępowanie i powiedziałem: "pan siedzi na bombie. Jak to wszystko wyjdzie, to będzie pan odpowiedzialny za to, że ich rozmowy są wciąż w aktach". I wyszło - skonstatował Kaczmarek. Co wiedział ksiądz Jankowski? - Bóg raczy wiedzieć - odpowiedział były prokurator krajowy.

PiS chciał znać informatorów dziennikarzy?

Według Janusza Kaczmarka, rządzących nie interesowały sprawy prywatne dziennikarzy. - Po co służbom billingi Moniki Olejnik od marca 2006 roku? Po to, by poznać jej informatorów, kontakty, z kim rozmawia częściej, a z kim rzadziej - twierdził Kaczmarek. I odpala kolejną bombę: - Jeżeli w dniu śmierci Barbary Blidy dzwoni do mnie o 6.00 rano z tą wiadomością Zbigniew Ziobro, a chwilę później dzwoni redaktor Monika Olejnik, to czy nie warto byłoby poznać rozmowy Olejnik: kto do niej zadzwonił i kto był jej informatorem? - pytał Kaczmarek - Tym bardziej, że sugerował, że jej kontaktem byłem ja - dodał były szef MSWiA.

Kaczmarek: rozmowy Ziobry "zniknęły"

Janusz Kaczmarek ujawnił też, że część zapisów podsłuchanych rozmów "zaginęła". A chodzi tu m.in. o rozmowy między ówczesnym szefem PZU SA Jaromirem Netzlem a ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą. - A niedługo ma być konfrontacja tych panów - przypomniał Kaczmarek.

Były szef MSWiA podkreślił, że on sam nie zlecał żadnych podsłuchów. - Ja byłem odpowiedzialny za policję. W tym zakresie nie ma żadnych nielegalnych podsłuchów, o których bym wiedział. Nie ma żadnego mojego podpisu, który jest związany ze światem dziennikarskim - oświadczył Kaczmarek. Dodał też, że w przypadku podsłuchów o charakterze operacyjnym zarzuty wobec dziennikarzy musiałyby być bardzo poważne.

"Nic nie wiedziałem"

- Aby ludzie z CBA mogli założyć podsłuch Wróblewskiemu, musieliby stworzyć materiał o jakiejś aferze łapówkarskiej. Podsłuchiwani przez ABW musieliby zagrażać państwu - precyzował Kaczmarek. Jak twierdzi, mimo zajmowanych wówczas funkcji, nie był informowany o istnieniu i skali zjawiska. Dodał, że wszystko, co wie z rozmów prywatnych, zeznał już w prokuraturze i dziś "część z tego znajduje potwierdzenie".

Wczoraj "Gazeta Wyborcza" ujawniła, że za rządów PiS i częściowo Platformy Obywatelskiej w latach 2005 - 2007 służby specjalne RP podsłuchiwały dziesięcioro dziennikarzy, w tym reporterów Gazety Wyborczej i RMF FM.

Janusz Kaczmarek domaga się od państwa 5,5 mln. zł. w związku z aferą przeciekową. - Chcę, żeby Ziobro i Engelking mnie przeprosili. Jeśli to zrobią, zrezygnuję z odszkodowania - zapowiada.

DOSTĘP PREMIUM