Święczkowski: Inwigilacja? To odgrzewane kotlety chłopców z "Wyborczej"

W czasach kiedy byłem szefem ABW nie było żadnych nielegalnych podsłuchów dziennikarzy i nie było inwigilowania dziennikarzy - mówi Bogdan Święczkowski. Były szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zaprzecza dzisiejszym doniesieniom "Gazety Wyborczej".

- To są odgrzewane kotlety "chłopców z ferajny", przepraszam z Gazety Wyborczej "- tłumaczył dziś Święczkowski dziennikarzom na schodach Sądu Rejonowego w Sosnowcu. Były szef ABW przyjechał dziś tam , by odpowiadać jako świadek w procesie cywilnym wytoczonym przez marszałka Sejmu Grzegorza Schetynę Zbigniewowi Ziobrze.

"Gazeta Wyborcza" napisała dziś , że ABW znała billingi Moniki Olejnik z prawie dwóch lat. Aż 20 razy ściągała dane o rozmowach reporterów RMF FM a CBA tropiło źródła "Gazety".

W latach 2005-07 Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Centralne Biuro Antykorupcyjne i policja zbierały dane na temat rozmów telefonicznych co najmniej dziesięciorga dziennikarzy. - W artykule GW jest mowa o uzyskiwaniu billingów lub stacji BTS-owych. Jeżeli takie wypadki miały miejsce , czego ja nie mogę potwierdzić, było to związane z postępowaniami dotyczącymi ujawnienia tajemnicy państwowej. Żądanie billingów nie wymaga zgody sądu- dodaje Święczkowski.

DOSTĘP PREMIUM