Pytlakowski: Nie można bezkarnie podsłuchiwać obywatela

Piotr Pytlakowski z "Polityki" twierdzi, że docierały do niego informacje, że jego rozmowy były podsłuchiwane, bo wszedł do "łańcucha podejrzanych telefonów, łącząc się z człowiekiem, którego podsłuchiwano za zgodą sądu".

Do dziennikarza "Polityki" -Piotra Pytlakowskiego w 2006-2007 roku z kilku źródeł docierały informacje, że jest podsłuchiwany.

Pytlakowski: Docierały do mnie informacje, że jestem podsłuchiwany

- To był informator, który miał wiedzę o środowiskach kryminalnych, i właściwie z tego powodu z nim rozmawiałem, ale on też miał pewne związki z taką operacja "Cele", jaką przeprowadzano wówczas przy pomocy służb - mówi Pytlakowski. - Miała ona służyć ochronie ministra Ziobry przed potencjalnym zamachem na niego albo próbą skompromitowania go, a ta osoba z którą ja rozmawiałem, była z tą sprawą związana i była w związku z tą sprawą również obserwowana.

Zdaniem Pytlakowskiego, "nie można podsłuchiwać bezkarnie żadnego obywatela, a bardzo łatwo jest ominąć służbom zgodę sądu". - Cała ta ustawa o pracy operacyjnej służb składa się z takich detali, które powodują, że panuje kompletny chaos. Nikt nikogo nie jest w stanie, tak na dobra sprawę, sprawdzić - mówi dziennikarz.

Pytlakowski: Gdyby sąd był bardziej wnikliwy, nie umorzyłby śledztwa

Wczoraj "Gazeta Wyborcza" ujawniła , że za rządów PiS i częściowo Platformy Obywatelskiej w latach 2005 - 2007 służby specjalne RP podsłuchiwały dziesięcioro dziennikarzy, w tym reporterów Gazety Wyborczej i RMF FM. Według informacji gazety, jednym z celów było ujawnienie źródeł informacji dziennikarzy, krytykujących poczynania ówczesnych władz państwowych.

DOSTĘP PREMIUM