Boni: walka z Kościołem nie ma sensu. A z dopalaczami tak

Wojna z Kościołem nie ma sensu, choć granicę między nim a państwem trzeba wyznaczyć - mówi w wywiadzie dla ?Gazety Wyborczej? Michał Boni. Szef doradców premiera broni akcji przeciwko dopalaczom, odpowiada ekonomistom wieszczącym katastrofę kraju i zapowiada pracowity rok rządu.

- Ustawa o in vitro i parytet dla kobiet "niedługo staną w parlamencie - mówił Boni, komentując postulaty byłego już posła Platformy Janusza Palikota, który przedstawił je w ubiegłym tygodniu na kongresie swojego ruchu. Dodał, że funduszowi emerytalnemu dla księży "warto się przyjrzeć", przy czym podkreślił, że wypłaty na emerytury księży to " niewielka kwota". Po przypomnieniu, że fundusz kościelny ma budżet ok. 90 mln. zł, a składki za część duchownych to 40 mln. zł., odparł, że "można o tym rozmawiać".

"Państwo jest świeckie"

- Państwo jest świeckie - mówił Boni. - W wielu miejscach trzeba jasno określić pola: tu kończy wpływ Kościoła, zaczyna się domena państwa - stwierdził szef doradców premiera. Rodzice powinni mieć wpływ na to, jaki katecheta uczy w szkole ich dzieci - dodał. Bronił jednak religii w szkołach.

- Rodzicom jest wygodniej, a katecheza w szkole może poruszyć oprócz religijnych także wątki kulturowe - stwierdził szef doradców premiera. Przyznał jednak, że dzieci, które nie chodzą na religię, mają "zbyt słabą ofertę edukacyjną", a w ciągu ostatnich 20 lat państwo częściej, zamiast współpracować, ulegało i podporządkowywało się Kościołowi. Dodał jednak, że rządowi Tuska "wojna z kościołem nie jest potrzebna.

Dopalaczami w Palikota?

Pytany o nagłą intensyfikację działań rządu w walce z "dopalaczami" akurat w dzień zjazdu zwolenników Palikota Boni odparł, że "to jakaś spiskowa teoria". Przypomniał, że 8 miesięcy temu sklepów z tymi specyfikami było około 80, a w dzień akcji - ponad 800. Przyznał jednak, że rząd nie nadążał ze zmianą przepisów tak, aby skutecznie blokować nowe pomysły pracujących w laboratoriach dopalaczy chemików, bo "w Niemczech może to zrobić jednym rozporządzeniem minister zdrowia, a u nas konstytucjonaliści tego zabraniają".

Aresztowanie "króla dopalaczy" to populizm?

Na pytanie, czy zapowiedzi premiera o kastrowaniu pedofilów i przewidywanie aresztowania "króla dopalaczy" to nie populizm w stylu Putina, Boni odparł, że sugerowanie, jakoby ostatnie działania rządu były PR-em, jest "śmieszne i głupie". - Wszyscy poczuliśmy, że sprawa dojrzała do radykalnych rozwiązań - stwierdził Boni i dodał, że przeprowadzające z nim wywiad dziennikarki mają "fałszywe wyobrażenie o procesie podejmowania decyzji w rządzie".

"Mam już dość tego szybciej, szybciej!"

Boni bronił też polityki ekonomicznej rządu. Według niego dane ekonomisty i byłego wiceprezesa NBP Krzysztofa Rybińskiego, który wyliczył, że rząd Tuska sprezentował Polsce dług dwa razy taki jak Edward Gierek, "mają się nijak do rzeczywistości i budują fałszywy stereotyp". Przypomniał, że w relacji do ówczesnego PKB PRL dług na koniec rządów Gierka wynosił 42 proc., natomiast wzrost długu w latach 2008 - 2013 "może być na poziomie 10-14 proc. - To jest w ogóle nieporównywalne - skomentował Boni. - Część ekspertów mówi, że kraj, który może mieć w 2011 roku 4 proc. wzrostu i dług na niższym poziomie niż inni, jest na skraju przepaści. To absurd! - podkreślił szef doradców premiera.

2012 "niezwykle pracowity dla rządu"

Boni zadeklarował, że w najbliższym czasie do Sejmu wpłyną projekty ustaw dotyczące m.in. szkolnictwa wyższego, pakiet zdrowotny, ustawa dotycząca powodzi, zapowiedział też "modernizację" KRUS. Na uwagi dziennikarek o wolnym tempie prowadzenia prac odparł że "ma już dość tego 'szybciej, szybciej'". - Szybciej, to się uchwala buble - skomentował minister. - Ponaglenia eksperckie nie zmieniają rzeczywistości - oświadczył Boni. I poskarżył się, że jak już rząd wypracuje warunki dla podjęcia decyzji i je podejmie, to wtedy słyszy, że to "tylko PR".

DOSTĘP PREMIUM