Biuro posła Jagiełły znów otwarte. Dziury w ścianie, krew na korytarzu

Łódzka siedziba PiS, gdzie wczoraj doszło do tragedii znów otwarta. Na ścianach widać dziury po pociskach, na korytarzu zaschnięte ślady krwi. - Wolałbym tu nie pracować, ale muszę dalej wykonywać swoje obowiązki - mówi poseł Jarosław Jagiełło.

Wczoraj po godz. 11-tej do budynku w Pasażu Schillera wtargnął 62- letni mężczyzna i otworzył ogień. Pociski śmiertelnie raniły Marka Rosiaka, asystenta eurodeputowanego Janusza Wojciechowskiego. Asystent posła Jagiełły, Paweł Kowalski z ranami ciętymi trafił do szpitala. Jego życiu nic nie zagraża.

O tragedii poseł Jagiełło dowiedział się przed godz. 12-tą. - Szczegółów nie znam - zarzeka się. - Byłem przerażony, nie mogłem w to uwierzyć, zrozumiałem, że wydarzyła się tragedia kiedy dotarłem na miejsce, zobaczyłem dziennikarzy, karetkę pogotowia i pracowników biura.

W pomieszczeniu na pierwszym piętrze, gdzie rozegrał się dramat widać dziury po pociskach, na korytarzu ślady krwi. - Za chwilę tu posprzątamy, uporządkujemy, zagipsujemy dziury w ścianie - mówi Jagiełło. - Tutaj, gdzie zwykle siadam, tym razem siedział Marek Rosiak, a za nim prawdopodobnie Paweł Kowalski - poseł wskazuje na skórzane fotele.

Po tragedii biuro chce wzmocnić ochronę. - Zaostrzymy środki bezpieczeństwa, będziemy baczniej przyglądać się osobom, które wchodzą - zapewnia Jagiełło.

To właśnie Marek Rosiak i Paweł Kowalski przyjmowali tych, którzy przychodzili do biura w różnych sprawach, to asystenci kontaktowali ich z członkami partii. - Narazili się dla nas i niestety spotkała ich tragedia, ich a nie nas - podkreśla Jagiełło. - Żałuję, że nie było mnie tutaj, nie mogłem nawet spróbować nic zrobić.

Łódzkie biura poselskie i siedzib partii patroluje większa liczba strażników miejskich i policjantów. - Patrole nie będą na miejscu cały czas, bo to jest fizycznie niemożliwe - mówi Dariusz Grzybowski, komendant straży miejskiej w Łodzi. - To, że raz zdarzyła się tragedia, nie oznacza, że musi zdarzyć się ponownie, nie popadajmy w paranoję.

Wzmożone kontrole w okolicach biur poselskich i partyjnych siedzib mają trwać do końca kampanii wyborczej.

DOSTĘP PREMIUM