Mediator o deklaracji: Nie podpisałbym, bo jej nie rozumiem

- Deklaracja łódzka nie jest wezwaniem do dialogu, ale oświadczeniem osób, które solidaryzują się z widniejącym pod nią podpisem Jarosława Kaczyńskiego. Nie podpisałbym jej, bo po prostu jej nie rozumiem - mówi Jerzy Śliwa, prezes Zarządu Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Mediatorów. - Brakuje w niej przede wszystkim oświadczenia twórców, że sami języka nienawiści stosować nie będą - dodaje.

Według mediatora dokument jest sprawny z punktu widzenia skuteczności politycznej. - Nie wiadomo jednak, w jakim celu umieszczono cytaty polityków i wymieniono konkretne słowa "związane z językiem nienawiści". Wprowadzenie tych słów jest niezrozumiałe. Sami twórcy powinni zadeklarować, że z takiego języka zrezygnują. - mówi prezes Śliwa.

Uważa także, że grupa adresatów, do których skierowana jest deklaracja, jest określona zbyt ogólnie. - Czy to są właśnie ci uczestniczy życia politycznego, którzy używają najostrzejszego języka? - pyta retorycznie.

Warunkiem porozumienia jest szukanie rozwiązań. - Warto, by w debacie publicznej pojawił się głos wzywający do dyskusji, ale dyskusji nacechowanej szacunkiem do jej uczestników - podkreśla Śliwa.

Przypomnijmy, deklaracja łódzka przeciw przemocy i nienawiści w życiu publicznym i mediach została skierowana do uczestników życia politycznego, osób zaufania publicznego, dziennikarzy i obywateli. W dokumencie jej twórcy (politycy PiS) stwierdzają, że trwająca od kilku lat walka polityczna przyniosła ofiarę śmiertelną. Chodzi o zamach na łódzką siedzibę PiS, w którym śmierć poniósł pracownik biura - Marek Rosiak, inny pracownik - Paweł Kowalski - został ciężko ranny.

W deklaracji umieszczono przykładowe - uznane za niedopuszczalne- wypowiedzi, a także słowa określane jako "obelżywe". Pod tekstem widnieje podpis prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego.

Na dzisiejszej konferencji prasowej Beata Szydło z PiS zaapelowała do premiera Donalda Tuska, by podpisał deklarację.

Premier jeszcze w piątek, gdy politycy PiS po raz pierwszy poinformowali o tej inicjatywie powiedział: - To nie jest najgorszy trop, szukanie czegoś, co może być wspólnym sformułowaniem oczekiwań wobec polityków. Wolę przyjąć, że to próba z dobrą intencją, tylko z nie najlepszym wykonaniem. Może znajdziemy jakiś sposób, żeby wspólnie ustalić lepsze niż do tej pory reguły gry.

Poproszony o komentarz do deklaracji szef rządu dodał: - Trzeba mieć bardzo dużą determinację i głęboką wiarę w to, że człowiek jest raczej dobry niż zły. Dlatego zakładam, że to emocje powodują, że sformułowania i słowa jakie proponuje dziś PiS nie leczą ran i nie wygaszają emocji.

DOSTĘP PREMIUM