Duma dyskutowała o Katyniu. "Rezolucja ma szczególne znaczenia dla społeczeństwa rosyjskiego"

Zdaniem historyka i politologa prof. Wojciecha Materskiego uchwała ws. zbrodni katyńskiej, którą przyjęła Duma ma znaczenie przede wszystkim dla Rosjan. - Dla oswajania społeczeństwa i mediów rosyjskich, że w ten sposób można i należy mówić o Katyniu, jak o zbrodni reżimu sowieckiego - mówił w rozmowie z TOK FM członek polsko-rosyjskiej grupy do spraw trudnych.

Z prof. Wojciechem Materskim z Polskie j Akademii Nauk, członkiem polsko-rosyjskiej grupy do spraw trudnych rozmawiała Agnieszka Lichnerowicz.

Agnieszka Lichnerowicz: Panie profesorze, czy rezolucja Dumy ma znaczenie - a jeśli ma to jakie?

Prof. Wojciech Materski, historyk i politolog: Ta rezolucja ma znaczenie - nie odmawiam tego. Ma znaczenie szczególnie dla społeczeństwa rosyjskiego. Dla oswajania społeczeństwa i mediów rosyjskich, że w ten sposób można i należy mówić o Katyniu, jak o zbrodni reżimu sowieckiego. A to wcale nie jest takie oczywiste, mimo tego wszystkiego co ujawniono nadal wersja o zbrodnii niemieckiej jest bardzo popularna. Nawet w tym roku ukazała się nowa książka "Katyń przestępstwo niemieckie" w nakładzie 3 tys. egzemplarzy.

Natomiast z punktu widzenia stosunków polsko-rosyjskich i problemów jakie mamy w związku ze zbrodnią katyńską - rezolucja to nawet nie jest pół kroku.

Generalnie w każdej z ważnych spraw poruszonych w tej rezolucji mówi się o zbrodni stalinowskiej, ale zaraz wspomina się, że w wyniku zbrodnii stalinowskich zginęły miliony Rosjan. Mówi się o Polakach pochowanych w Katyniu, ale zaraz mówi się, że w Katyniu w tym samym lesie leżą dziesiątki tysięcy pomordowanych obywateli Związku Sowieckiego. Mówi się o rehabilitacji ale w tym kontekście, że te ofiary historia już dawno zrehabilitowała, a więc byłoby nietaktem dalej rozmawianie o tym. Przecież to są wszystko bardzo nieostre formuły polityczne, które nie mają żadnego znaczenia prawnego. Ani z punktu widzenia tego, co toczy się Strasburgu ani w ogóle z punktu widzenia prawdy o zbrodni katyńskiej.

To jak rzeczywiście władze wykładają sprawę zbrodni najlepiej pokazało październikowe pismo wiceministra sprawiedliwości Federacji Rosyjskiej do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Zbrodnię katyńską potraktowano jako wydarzenie II wojny światowej, co do których dzisiejsze władze Federacji Rosyjskiej wcale nie mają obowiązku prowadzenia jakiegokolwiek postępowania. To jest najbardziej niepokojące i najbardziej właściwe - a nie jakieś gesty, które są skorelowane z wizytą Miedwiediewa w Warszawie, a potem w Waszyngtonie.

Czyli to jest tak trochę gra - z jednej strony gesty, które mają nas uspokoić, a z drugiej realna walka w Strasburgu z bardzo nieprzyjemną rosyjską odpowiedzią.

- Powiedziałbym, że nie tyle gra, co taktyka postępowania w tej kwestii, która dla nich - dla Rosjan - oczywiście też jest trudna. Dla części Rosjan nie jest problemem przyznanie się do zbrodni katyńskiej. Problemem jest rzeczywiste, szczere, otwarte mówienie o wszystkich zbrodniach systemu. Jeżeli tutaj, w stosunkach polsko-rosyjskich, sprawa zbrodni katyńskiej zostanie doprowadzona do końca, to społeczeństwo rosyjskie upomni się o swoje ofiary. I zacznie się domagać od rządu ujawniania list nazwisk, ujawniania miejsc pochówku. To jest straszny, ogromny problem dla nich.

Może te małe gesty nie są zadowalające. Ale jednak sumują się w zmianę w ostatnich miesiącach: kolejne gesty prezydenta Miedwiediewa, jego wypowiedzi, rezolucja Dumy.

- Ma pani rację. One nie tyle się sumują, co kontynuują. To jest taka sztafeta drobnych kroków, które sprawiają, że atmosfera w stosunkach wzajemnych jest zdecydowanie lepsza niż była powiedzmy do sierpnia ubiegłego roku. Do czasu tego kryzysu wokół wybuchu II wojny światowej i potem wystąpienia Putina na Westerplatte. Od tamtego czasu obserwujemy całą sekwencję takich małych gestów.

Zmienia się forma ale nie zmienia się treść. Jak obowiązywała konkluzja prokuratury wojskowej Federacji Rosyjskiej, że zbrodnia katyńska była zbrodnią pospolitą która uległa przedawnienia - tak nadal obowiązuje. Mimo protestów środowisk polskich, naszych władz i Trybunału Strasburskiego nic się nie zmienia.

"Dla nas to żadna rewelacja, ale dla Rosjan to przełom" ocenia prof. Rotfeld. Przeczytaj

Ale trzeba docenić przynajmniej władze najwyższe - mówię przede wszystkim o prezydencie Miedwiediewie, który bardzo dużo bardzo dobrych gestów wykonał. Przypomnę jego wystąpienie z 20 kwietnia, kiedy powiedział że sam osobiście obejmie nadzór nad śledztwem katyńskim. Dobrze - ale tego śledztwa nie ma, trzeba by je najpierw przywrócić, więc albo on był wtedy nie wprowadzony w sprawę - co wydaje się niemożliwe, albo rzeczywiście chciał doprowadzić do wznowienia śledztwa. Ale materia, bezwładność instytucji, stereotypów jest tak potężna...

A poza tym pamiętajmy tam jest dwuwładza. Premier i prezydent może nie zawsze grają w tę samą grę, może nie zawsze wszystko tak samo oceniają. Przypomnę, że premier Putin 7 kwietnia w Katyniu mówił o zbrodni totalitaryzmu. Słowo Stalin nie przeszło mu przez usta, mimo że dziennikarze go cisnęli. Tam więc jest jakaś gra na szczytach. My to obserwujemy ze smutkiem.

Jeśli chodzi o stronę polską możliwość manewru jest ograniczona. My domagamy się prawdy - tu nie ma gdzie ustąpić. Natomiast strona rosyjska ma możliwość dużego manewru: może odsłonić jeszcze więcej prawdy, może odsłonić całą. Ale nie sądzę, żeby przy obecnej administracji było to możliwe

Ale prezydent Miedwiediew ma według mediów rosyjskich przekazać kolejne dokumenty dotyczące Katynia.

- Mówi się o kolejnych odtajnionych teczkach. Z tego zasobu 116 teczek, które po grudniu 2004 r były dalej objęte klauzulą tajności. A to też wszystko nie jest jasne. 20 teczek nam udostępniono - podobno 40 kolejnych jest szykowanych. Ale zobaczymy, co to będzie.

Te 67 teczek (red. przekazanych w maju przez prezydenta Miedwiediewa) znam dosyć dokładnie, bo dzięki uprzejmości min. Michałowskiego (red. szefa Kancelarii Prezydenta) przejrzałem je. Rewelacji tam nie ma. Natomiast jest dużo interesujących dokumentów, które nie tyle wnoszą nową wiedzę - co zagęszczają naszą dotychczasową wiedzę.

Potem zostało przekazanych 20 kolejnych tomów, ale ja ich nie widziałem. Przekazano je od razu pani prokurator Małgorzacie Kuźniar-Plocie, która prowadzi polskie śledztwo katyńskie. Zapewne w dużym stopniu dotyczą przekazywania jeńców z pola walki, z formacji armijnych w ręce NKWD. Takiej dokumentacji dotychczas nie mieliśmy. Może to być interesująca dokumentacja - w sensie rozpracowania w szczegółach, jak kompletowała się lista jeńców - z których frontów, obszarów jeńcy byli przekazywani. Ale nie jest to nic interesującego z punktu widzenia późniejszej zbrodni katyńskiej.

Miedwiediew przekazał 67 tomów akt. "To nie sa nowe dokumenty - to gest" ocenia prof. Materski. Przeczytaj

Czekamy przede wszystkim na protokoły oprawców, którzy wykonywali wyroki i potem musieli zdać z tego sprawozdania. Czekamy na jakiekolwiek dokumenty wskazujące miejsca pochówku więźniów. Znamy miejsca pochówku jeńców, ale w ramach tej samej zbrodni rozstrzelano 7 305 więźniów też oficerów, policjantów ale trzymanych więzieniach, a nie w obozach. Ale gdzie oni leżą nie wiemy. Spodziewamy się że to może być Bykownia, ale być może Kuropaty, być może Włodzimierz Wołyński. Oni na cykają, oni nam dozują - to jest nie do opisania, przecież to trwa ponad 20 lat

Skąd bierze się ten zacięty opór rosyjskich komunistów żeby nie uznać, że to była zbrodnia stalinowska?

- Może nie chodzi o to czy to była zbrodnia stalinowska czy nie, ale o ty żeby o tym nie mówić. Nie uznać tego za zbrodnię, za którą odpowiada państwo. Rosyjscy komuniści budują swój mit przede wszystkim na zwycięstwie w II wojnie światowej. Nawiązujemy do naszego wielkiego sukcesu i raptem pojawiają się jakieś cienie: republiki bałtyckie, pakt Ribbentrop-Mołotow, Katyń. To deprecjonuje nasze wielkie zwycięstwo - to jest chyba rozumowanie komunistów, które wydaje mi się najbardziej prawdopodobne.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM