Prezydent do USA rejsowym samolotem. "Zwykli pasażerowie tego nie odczują"

Prezydent Bronisław Komorowski leci do Stanów Zjednoczonych rejsowym samolotem. Na takie rozwiązanie zdecydowała się Kancelaria Prezydenta, gdyż TU-154 nie jest jeszcze przystosowany do wożenia VIP-ów, a rządowe Embraery nie są w stanie przelecieć nad Atlantykiem bez międzylądowania.

- Przelot ten nie różni się tak bardzo od przelotu samolotem specjalnym. Wszystkie procedury bezpieczeństwa są zachowane w stu procentach - mówi mjr Dariusz Aleksandrowicz rzecznik Biura Ochrony Rządu. - Nie mogę zdradzić co i jak sprawdzamy, to są informacje niejawne - dodaje rzecznik.

Procedury bezpieczeństwa będą niezauważalne

Samolot na pewno będzie sprawdzony pod względem pirotechnicznym. Oficer BOR z psem przeszkolonym do wykrywania ładunków wybuchowych sprawdzi każde pomieszczenie w maszynie. Tak było również przed odlotem premiera Donalda Tuska do Indii. W trakcie sprawdzenia samolotu wyczarterowanego z Francji pies zatrzymał się przy dwóch fotelach, co może, ale nie musi wskazywać na podłożenie ładunku wybuchowego. Po sprawdzeniu okazało się, że zagrożenia nie ma, ale siedzenia wymieniono na nowe, co opóźniło wylot delegacji o kilka godzin. W przypadku lotu rejsowego czas działania jest ograniczony.

- Procedury bezpieczeństwa, które wykonuje BOR nie opóźnią wylotu, ani nie stworzą żadnych komplikacji dla osób biorących udział w tym locie - zapewnia mjr Aleksandrowicz. - Przeprowadzimy je tak, by były niezauważalne.

Lot z prezydentem to zaszczyt

BOR zapewnia, że zwykli pasażerowie w ogóle tego nie odczują. - Pasażer może o sobie powiedzieć, że ma trochę szczęścia, bo leci z prezydentem i może będzie miał okazję zamienić z nim kilka słów oczywiście, jeśli prezydent wyrazi taką wolę - mówi ekspert do spraw lotnictwa Tomasz Kułakowski.

Natomiast piloci maszyny nie powinni zachowywać się inaczej niż podczas zwykłego lotu.

- To że na pokładzie jest prezydent na pewno nie powinno powodować wzrostu ciśnienia w kokpicie. Piloci mają za zadanie wylecieć z punktu A i dolecieć do punktu B. Za to wśród personelu pokładowego na pewno jest to jakiś zaszczyt. Linia lotnicza zawsze deleguje najbardziej doświadczoną załogę do takiego rejsu - mówi Kułakowski.

Rejsowym samolotem latają też książęta

Rejsowymi samolotami podróżują także zagraniczni politycy, a nawet koronowane głowy. Brytyjska rodzina królewska często lata British Airways do Australii, zaś premier Tony Blair leciał z Rzymu do Londynu.

- A co ciekawe najszybszym rozwiązaniem było skorzystanie z tanich linii lotniczych - opowiada Kułakowski. Wyglądało to tak: na pas startowy podjechała limuzyna, premier wsiadł do samolotu, w którym nie ma klasy biznes i usiadł między pasażerami. - Wywołało to pewne zaskoczenie, ale premier spokojnie wysiadł na lotnisku Stansted, a tam oczekiwał na niego samochód. Takie rzeczy się zdarzają - dodaje.

Wynajęcie samolotu dla delegacji to ogromny koszt

Oficjalna delegacja liczy osiem osób plus osiem osób towarzyszących. Oprócz prezydenta Bronisława Komorowskiego do USA lecą szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Stanisław Koziej, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta ds. kontaktów z Rządem i Parlamentem. Sławomir Nowak i podsekretarza stanu w MSZ Jacek Najder. Koszt jednego biletu w klasie biznes do Nowego Jorku to około 5 tysięcy złotych w dwie strony. Wynajęcie samolotu dla delegacji byłoby o wiele droższe.

- Koszt czarteru samolotu dla delegacji rządowej to około 350 000 euro - mówi Zbigniew Podermański właściciel firmy Air Charter Professional. - Byłby to na przykład Boeing Bussiness Jet, który może przelecieć przez Atlantyk bez międzylądowania. Tańsza wersja czarteru, z dwoma międzylądowaniami, na przykład na Islandii i w Kanadzie to koszt rzędu 120 000 euro.

DOSTĘP PREMIUM