Raport MAK. "Kontrolerzy lotu mieli z tyłu głowy, że to byłby skandal, gdyby samolot nie wylądował"

- Biorąc pod uwagę wyniki śledztwa dziennikarskiego prowadzonego przez nas od mają do końca października i po analizie raportu MAK można by powiedzieć, że wnioski w 90 proc. się pokrywają - mówił w Poranku Radia TOK FM Tomasz Białoszewski, jeden z autorów książki ,,Ostatni lot? o katastrofie smoleńskiej. Wczoraj MAK przedstawił swój raport końcowy o przyczynach rozbicia się polskiego Tu-154M.

- W momencie, gdy Anodina i Morozow analizowali kwestie przestawienia wysokościomierza barometrycznego, w wyniku której wskazania wysokości od tej prawdziwej różnią się o 170 metrów, to był dla mnie szok - opowiadał Białoszewski. W jego opinii dobry pomiar niczego by nie zmienił, ale sam fakt tej różnicy mógł świadczyć o niedoszkoleniu w obsłudze sprzętu albo złych zwyczajach. - W tym przypadku jest to jednak jednoznaczne - kontynuował Białoszewski.

- W układzie takiej operacji lotniczej jak lądowanie, samolot i wieża to takie dwa podmioty, które muszą bezbłędnie współpracować, doskonale się rozumieć i mieć do siebie zaufanie - mówił współautor "Ostatniego lotu". - Poziom zaufania był duży, jednak możemy mieć wątpliwości co do wzajemnej komunikacji. Nasze dziennikarskie śledztwo wykazało, że ta wieża nie była sterylna: ktoś wchodził, ktoś wychodził, były tam rozmowy przez komórki, próby łączenia się z generałem. Oni mieli cały czas z tyłu głowy, że to ważna wizyta i zdawali sobie sprawę jaki to byłby skandal, gdyby nie pozwolili lądować - stwierdził Tomasz Białoszewski.

Śledztwo zakończone, co teraz?

- Nie możemy pozwolić, aby politycy zdominowali dyskurs o tej katastrofie. Trzeba oddawać głos ekspertom - apelował w Poranku TOK FM z kolei prof. Radosław Markowski. - Minister Miller zapowiedział , że polski raport będzie bardziej krytyczny wobec strony polskiej niż rosyjski. Bardzo wyraźnie powinniśmy zważyć na wszystkie racje, o których teraz słuchamy, i uderzyć się w piersi - kontynuował.

Zdaniem Pawła Fąfary, red. naczelnego "Polski The Times" zrozumiałe jest, że ta sprawa przechodzi teraz ze sfery faktów na pole polityki. - Rozumiem oceny błędów i zaniechań po stronie polskiej. Otwarte jest jednak pytanie co było po drugiej stronie - czy skala zaniechań po stronie rosyjskiej to umowne 5 proc. czy jest to może 50 proc. Proszę zwrócić uwagę, że po stronie polskiej, solidarnie wszyscy - i ci, co się znają mniej, i ci, co się znają lepiej, mówią, że strona rosyjska nie do końca ogłosiła rzeczy zgodne z prawdą. I nie mówię tu o Jarosławie Kaczyńskim - powiedział Fąfara.

- Namawiałbym Polaków, aby słuchali pilotów i ekspertów, nie polityków - podsumował Radosław Markowski.

DOSTĘP PREMIUM