Po wpadce Nowaka o "nudzie w Davos". Czyja wina? Mediów

Tomasz Nałęcz, minister w Kancelarii Prezydenta, próbował tłumaczyć Sławomira Nowaka z wpadki o "nudzie w Davos" - Nowak był zajęty, chciał zbyć dziennikarza. A zrobiono z tego wielkie wydarzenie - stwierdził dziś w radiu Zet.

Sławomir Nowak, minister z Kancelarii Prezydenta, zaskoczył wszystkich w piątek, kiedy w wywiadzie dla Money.pl powiedział, że nie wie, co będzie robił tam prezydent Komorowski i że wieje tam nudą.

Wywołało to zgrzyt, ponieważ Forum Ekonomiczne w Davos to jedna z ważniejszych imprez, na której spotykają się głowy państw i wielu organizacji. Obecność na niej jest prestiżowa. Wiąże się też ze sporymi wydatkami.

Dziś w Radiu Zet tłumaczył te słowa Tomasz Nałęcz, doradca prezydenta Komorowskiego. Powiedział, że Nowak odebrał telefon, kiedy był bardzo zajęty i chciał zbyć dziennikarza. - I igły zrobiono widły. Sławomir Nowak powiedział "nie moja sprawa, nie moja impreza". To nieporozumienie robić poważne oświadczenie z luźnej rozmowy - stwierdził Nałęcz - Nie każdy wytrawny polityk musi widzieć w każdym dziennikarzu żmiję - stwierdził Nałęcz.

- Jak jest zajęty, niech nie odbiera telefonu - rzuciła Monika Olejnik, prowadząca program "Siódmy dzień tygodnia" w Radiu Zet. - To jest dla niego nauka - dodał jeden z gości.

Andrzej Halicki, poseł PO, stwierdził, że był to nieudany żart Nowaka na offie, z którego zrobiono wydarzenie medialne. Podkreślił, że Forum w Davos to ogromne wielkie spotkanie, zwłaszcza w czasie kryzysu.

To oni nudzą się z prezydentem Komorowskim >>

DOSTĘP PREMIUM