Sikorski: Kaczyński musi liczyć się z konsekwencjami swojej antysystemowej postawy

- Jarosław Kaczyński musi liczyć się z tym, że jego ewentualne rządy nie będą wywoływały entuzjazmu - powiedział w TOK FM minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Zapewnił jednak, że sam jest przekonany o zwycięstwie Platformy Obywatelskiej w nadchodzących jesiennych wyborach parlamentarnych.

W rozmowie z Dominiką Wielowieyską Radosław Sikorski skomentował ostatnie wypowiedzi prezydenta Bronisława Komorowskiego, który przypomniał, że po wyborach parlamentarnych to on będzie desygnował nowego premiera. Nie wspomniał o dotychczasowym obyczaju, że to zwycięska partia wskazuje osobę mającą budować nowy gabinet. Część komentatorów odebrało to jako groźbę wobec Jarosława Kaczyńskiego - lidera opozycyjnego Prawa i Sprawiedliwości.

- Jarosław Kaczyński musi się liczyć z konsekwencjami swojej postawy antysystemowej - mówił w TOK FM Sikorski. Podkreślił, że chodzi m.in. o podważanie przez byłego premiera wyniku wyborów prezydenckich, w których przegrał. - Już podważył wyniki wyborów samorządowych i każdy wynik, który nie daje jemu zwycięstwa, też pewnie będzie podważony. Kaczyński podważa politykę zagraniczną i demokratyczną legitymację rządu. Musi liczyć się z tym, że jego ewentualne rządy nie będą wywoływały entuzjazmu - dodał minister spraw zagranicznych.

Sikorski odniósł się także do sporu w rządzie o zmiany w Otwartych Funduszach Emerytalnych i krytyce tych zmian przez prof. Leszka Balcerowicza. - Leszek Balcerowicz ma olbrzymie zasługi dla Polski, tylko że mam wrażenie, że te sumy, które proponuje Leszek Balcerowicz do ścięcia, nijak nie bilansują się z tym, co możemy uzyskać racjonalizując wpłaty do OFE - stwierdził szef MSZ. - Ja byłem zwolennikiem reformy OFE i uważam, że sektor prywatny ma tutaj rolę w inwestowaniu i pomnażaniu naszych oszczędności, ale nie trzymaniu obligacji państwowych - dodał. Podkreślił, że jego zdaniem nie warto krytykować proponowanej reformy teraz, kiedy jeszcze rząd nie przedstawił jej wersji po uzgodnieniach.

Fałszywe depesze dot. Białorusi. "W całości zmyślone"

"Rzeczpospolita" pisze w dzisiejszym wydaniu o dokumentach rozsyłanych przez anonimową osobę, które mają świadczyć o ingerencji polskiego MSZ w wewnętrzne sprawy Białorusi, m.in. dotyczące przekazania znacznych kwot opozycji. Korespondencja składa się z claris, czyli nieszyfrowanych dokumentów, wysłanych jakoby z polskiego MSZ do polskich placówek na Białorusi lub odwrotnie, z wniosków wizowych uczestników polskiego programu stypendialnego dla studentów z Białorusi oraz z planowanych przez Konsulat Generalny RP w Brześciu wydatki na Polonię.

Najbardziej newralgicznym elementem korespondencji są clarisy - z nich wynika, że strona polska miała ingerować w wewnętrzne sprawy Białorusi. - Wczoraj złożyłem doniesienie do ABW o popełnieniu przestępstwa - zapewnił w tej sprawie minister Sikorski. - Te rzekome clarisy są w całości zmyślone. Trudno mi spekulować, kto mógł je rozsyłać, mam nadzieję, że Agencja dojdzie po nitce do kłębka w tej kwestii - dodał. Zapewnił, że rzekome fakty w tych dokumentach nigdy nie miały miejsca.

Interwencja w Libii? "Będą rozmowy"

Wczoraj pojawiły się spekulacje, że NATO zastanawia się nad interwencją zbrojną w Libii. Zaprzeczył temu szef polskiego ministerstwa obrony narodowej. - NATO nie planuje żadnej akcji wojskowej w Libii, politycznie wyrażając zdecydowany sprzeciw wobec metod i sposobu rozwiązywania konfliktu przez Muammara Kadafiego - podkreślił Bogdan Klich.

Dzisiaj Radosław Sikorski w TOK FM podkreślił, że wszystko jest kwestią konsultacji. - NATO już monitoruje niebo nad Libią i nasze ewentualne dalsze działania będą przedmiotem konsultacji na szczeblu ministrów spraw zagranicznych w czwartek na radzie ds. zagranicznych UE oraz na Radzie Europejskiej - mówił szef MSZ.

- My, Polacy, zawsze sympatyzujemy z powstańcami, którzy zbuntowali się przeciwko tyranowi - kontynuował Sikorski. - Ale z drugiej strony też wiemy, że Zachód nie jest dobrze postrzegany w świecie arabskim, dlatego musimy rozważnie działać, bo z jednej strony była już sytuacja jak podczas pierwszej wojny w zatoce, gdy Bush wezwał Kurdów i Szyitów do powstania, po czym nie udzielił im pomocy i zostali zmasakrowani. Z drugiej strony mamy sytuację, jak w Afganistanie, gdzie udzieliliśmy poparcia sojuszowi północnemu i on sam odsunął od władzy anachroniczny reżim talibów. Najlepiej by było, gdyby powstańcy zwyciężyli sami i sami mogli być dumni, że pozbyli się tej dyktatury.

- Libia to trudny przypadek, ponieważ nie ma tam procesu politycznego, tylko wojna domowa - mówił szef MSZ. - To jest jeden z tych przypadków, gdzie jeżeli będziemy interweniować, to spotkamy się z krytyką, a jeżeli nie będziemy interweniować i reżim Kaddafiego doprowadzi do masakry, to też będziemy krytykowani - podsumował Sikorski.

Polski Rosomak w ogniu. Prawdziwe zdjęcia z Afganistanu [ZDJĘCIA]

DOSTĘP PREMIUM