Kaczyński na blogu tłumaczy się ze słów o Biedronce: "Prawda bywa bolesna"

''Powiedziałem prawdę, prawda bywa bolesna'' - napisał na swoim blogu Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości. Odniósł się w ten sposób do swojego stwierdzenia o sieci sklepów Biedronka, że to "sklep dla najbiedniejszych".

Prezes Prawa i Sprawiedliwości, w celu zobrazowania wzrostu cen za rządów Donalda Tuska, udał się do osiedlowego sklepu i zrobił zakupy. - Tu są te rzeczy, o które mnie wtedy pytał [Donald Tusk podczas debaty przed wyborami parlamentarnymi - red.], poza gazem, bo gaz trudno kupić. Wtedy, kiedy padały te pytania, kiedy my byliśmy przy władzy, to za te kilka podstawowych produktów zapłacilibyśmy 23, może 24 złote, w tej chwili wypadło 55 złotych - powiedział prezes PiS. Kaczyński kupił m.in. pieczywo za 2,80 zł, cukier za 6,60 zł, piersi z kurczaka za 20 zł; ziemniaki za 5 zł i jabłka za 4 zł.

Jarosław Kaczyński na zakupach - mąka, kurczak, cukier za 55 zł

Jednak największą kontrowersję wzbudziła nie cena, jaką zapłacił polityk, lecz stwierdzenie uzasadniające wybór sklepu. - Oczywiście moglibyśmy iść do Biedronki, ale Biedronka, to jest jednak sklep dla najbiedniejszych. Poszliśmy do sklepu przy osiedlu, który jest wygodny, gdzie z łatwością można kupować, takiego sklepu, z którego chociażby z pośpiechu ludzie muszą korzystać - tłumaczył.

"Powiedziałem prawdę"

Dzisiaj podczas spotkania z dziennikarzami premier Donald Tusk odniósł się do wczorajszego happeningu prezesa PiS. Stwierdził, że on sam nie zamierza wybierać się demonstracyjnie na zakupy, żeby "nie robić cyrku". Oświadczył też, że jego rodzina i znajomi kupują w wymienionej przez Kaczyńskiego sieci dyskontów.

"Pozwolę sobie w kilku słowach rozszerzyć moją wczorajszą wypowiedź, która wywołała tak duży odzew medialny, a także zainteresowanie komentujących" - napisał dzisiaj prezes Prawa i Sprawiedliwości na swoim blogu. Podkreśla, że chciał zwrócić uwagę mediów na poziom cen i sytuację ludzi i dlatego udał się do "zwykłego osiedlowego sklepu spożywczego". Szef PiS tłumaczy, że chodziło mu o pokazanie, jak podstawową sprawą i często coraz większym problemem stają się codzienne zakupy dla wielu rodzin w Polsce.

"Dokładna cena poszczególnych produktów nie była tu najistotniejsza, gdyż one różnią się w zależności od sklepu i regionu, ale sam fakt ogromnego wzrostu cen i nie podejmowania przez obecny rząd jakichkolwiek działań. Polacy nie mają czasu i pieniędzy na drogą benzynę po 5 zł, by jeździć po mieście i szukać najtańszego sklepu, często więc kupują najbliżej domu. Mimo to, uwaga wielu skupiła się na jednym wypowiedzianym przeze mnie zdaniu, dotyczącym sieci dyskontów Biedronka. Powiedziałem prawdę, prawda bywa bolesna. Przez Donalda Tuska bardzo wielu Polaków zostało zmuszonych do kupowania w dyskontach, nie dlatego, że chcą, tylko dlatego, że muszą" - pisze Kaczyński.

Podkreśla równocześnie, że wg niego robienie zakupów w dyskoncie nie jest niczym uwłaczającym. "Uwłaczające jest takie traktowanie Polaków przez obecnie rządzących. Wiem, że nigdy nie będzie tak, aby wszyscy mieli dostęp do produktów z najdroższych delikatesów, ale chodzi o to, by mogli mieć wybór. Czas, aby państwo dbało o swoich obywateli. Czas mówić prawdę i podejmować odważne decyzje".

Na słowa prezesa szybko zareagowali jednak internauci. Po niecałych 18 godzinach w wydarzeniu "Kupuję w Biedronce. Jestem biedny" na Facebooku bierze udział już ponad 3 tysiące osób. "W Biedronce dziennie jest 2,5 miliona transakcji (mniej więcej tylu klientów). Miesięcznie to 70 mln transakcji. Całkiem spory elektorat, który prezes PIS obraził" można przeczytać w opisie wydarzenia.

Kaczyński na zakupach: mąka, kurczak, cukier za 55 zł. "To wina Tuska" >>>

DOSTĘP PREMIUM