Dyrektor z TVP jest na zwolnieniu lekarskim. Dyżuruje jednak pod Pałacem

Dominik Tarczyński, jeden z aktywnie protestujących w okolicy namiotu Solidarni 2010 przy Pałacu Prezydenckim, jest zatrudniony na etacie w TVP. Do pracy jednak nie chodzi, bo przebywa na zwolnieniu lekarskim. W namiocie pełni wielogodzinne dyżury, a za jego chorobę płacą podatnicy. - Lekarz mi zezwolił - tłumaczy Tarczyński. O sprawie pisze ?Newsweek?.

Dominik Tarczyński był dyrektorem kieleckiego oddziału TVP. Zatrudnił go były już prezes TVP Romuald Orzeł z PiS. Z Kielc Tarczyński przeniósł się do Warszawy, gdzie objął stanowisko zastępcy dyrektora ds. eksploatacji w Ośrodku Informatyki i Telekomunikacji. Pełni je do dziś, choć zaraz przed zmianą opcji politycznej na szczytach władzy przy Woronicza (sierpień 2010 r.), uciekł na długoterminowe zwolnienie lekarskie. Pensja dyrektorska w TVP to kilkanaście tysięcy złotych.

"Newsweek" pisze , że Tarczyński przy Pałacu Prezydenckim pełnił dyżur we wtorek od 7.00 do 22.00. - Będę odpowiedzialny za obecność namiotu Solidarnych2010 na Krakowskim Przedmieściu - napisał na swoim profilu na Facebooku. Nie stronił też kontaktu z mediami. - Chodzi o to, żeby oni zauważyli, że my tu jesteśmy zdeterminowani. Chodzi o to, żeby pokazać wiarę i wytrwałość. Nie musimy niczego robić, wystarczy, że jesteśmy. A przebywanie rodzi miłość - zapewniał w "Polsce The Times".

"Dwójka" w zwolnieniu

- Jest pan zatrudniony w spółce skarbu państwa, pensję płaci panu ZUS z kieszeni podatników, a czas spędza pan pod Pałacem Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu. Czy to jest fair wobec podatników? - pytał dziennikarz "Newsweeka ". Tarczyński: - Mój lekarz prowadzący wyraził zgodę na chodzenie, "dwójka" w zwolnieniu. Nie każda choroba wyłącza człowieka z aktywności społecznej. Co więcej, powinienem być aktywny, żeby wracać do pełni zdrowia, a osamotnienie i wykluczenie społeczne na pewno nie pomogłoby mi w tym trudnym okresie życia - odpowiedział Tarczyński.

- Czy lekarz zalecił panu, w celach zdrowotnych, uczestniczenie w akcjach protestacyjnych pod Pałacem Prezydenckim? Rozumiemy, że do pracy chodzić pan nie może, ale na Krakowskie Przedmieście już tak? Tarczyński: - To jest moja bardzo intymna sprawa i nie będę o tym rozmawiać. Po drugie kwestia zdrowia nie odnosi się tylko do nóg.

Kieleckie rządy

Tarczyński został styczniu 2009 r. dyrektorem ośrodka TVP w Kielcach z nominacji Piotra Farfała, działacza LPR-u. W trakcie szefowania wsławił się promowaniem materiałów propisowskich . Wpływał na wydawców, by ci z kolei naciskali na reporterów, którzy mieli w pozytywnym świetle przedstawiać m.in. wizytę Przemysława Gosiewskiego w regionie. Bezpośrednio i bez liczenia się ze zdaniem autorów ingerował w programy. Kilku dziennikarzy musiało odejść z pracy, inni zwolnili się sami.

Dziesięć wypędzonych demonów

Tarczyński, zanim rozpoczął karierę w TVP, dał się także poznać jako organizator spotkań z księdzem Joshem Bashobora z Ugandy, który zajmuje się wypędzaniem demonów, a nawet wskrzeszaniem umarłych. - Było ich tylko dziesięć. Ojciec John podczas spotkania w Lublinie potwierdził, że to prawda, i powiedział nawet, że jeśli kłamie, można na niego nasłać Interpol - przekonywał dziennikarzy.

Ostatnie zdjęcia Chrisa Hondrosa [GALERIA]

DOSTĘP PREMIUM