Wojna Platformy z arcybiskupem Głódziem

Liderzy PO na Pomorzu opuścili miejsca w pierwszych ławach na nabożeństwach abp. Sławoja Leszka Głódzia - pisze ?Gazeta Wyborcza?. - W kościele chcę się spokojnie modlić, a nie wysłuchiwać, jaki mamy nieludzki rząd - mówi dziennikowi poseł Jerzy Borowczak

Wszystko zmieniło się po konwencji PO w Sopocie 11 czerwca. Premier Donald Tusk powiedział: - Nie będziemy klęczeli przed księdzem, bo do klęczenia jest kościół.

Trzy tygodnie temu. Boże Ciało w bazylice Mariackiej w Gdańsku. Jak zwykle na ważnych nabożeństwach dwie pierwsze ławki były zarezerwowane dla VIP-ów. - Wchodzę, a tam pusto, nawet myślałem, że godziny pomyliłem - mówi Andrzej Jaworski, poseł PiS. - Usiadłem sam. Zwykli ludzie zajęli wolne miejsca. Nie przyszedł żaden radny, nikt z władz miasta, województwa, żaden poseł PO. A jeszcze kilka tygodni wcześniej przychodzili tłumnie na wszystkie uroczystości celebrowane przez arcybiskupa Głódzia.

"Przecież nie przyszli"

Na końcu proboszcz dziękował "przedstawicielom władz za przybycie". - Nie ma komu, przecież nie przyszli - wtrącił arcybiskup. - A po co mamy chodzić do niego, jak na nas krzyczy? - pyta Jerzy Borowczak, poseł PO. - Chcę chodzić do kościoła się modlić, a nie słuchać jego wystąpień parapolitycznych. Po co mi wysłuchiwać, jaki mamy nieludzki rząd? Nieraz czuliśmy się osaczeni, siedząc w ławkach, jak wygłaszał kazania - mówi Borowczak. I twierdzi, że arcybiskup nie kryje swoich bliskich związków z PiS.

Więcej o konflikcie Platformy z biskupem w "Gazecie Wyborczej"

DOSTĘP PREMIUM