Najaktywniejsza grupa w internecie to ''kulturowi wielożercy". ''Ich bunt jest zrozumiały''

- Ci młodzi ludzie nie wyszli protestować przeciwko samemu ACTA, ale przeciwko temu, jak zostali potraktowani. Ktoś spróbował ingerować w najważniejszą dziś przestrzeń młodych ludzi, czyli internet, nie pytając ich o zdanie - mówi w TOK FM Edwin Bendyk, publicysta "Polityki". Podsumował najnowsze i - jak mówi - "przełomowe" badania, które pokazują, jak Polacy korzystają z kultury. - Politycy powinni je przeczytać i w końcu wyciągnąć wnioski - dodaje.

- Nikt z tymi młodymi nimi nie rozmawiał, rozmawiano jedynie z twórcami. A rzecz dotyczy ich przestrzeni, bo internet stał się już podstawową przestrzenią młodych ludzi. Nie ma już świetlic. Przaśne puby zamieniły się na drogie puby. Młodym ludziom zostaje ławka w parku, ale tam są strażnicy. Internet stał się ich jedyną przestrzenią, w której czują się wolni. I nagle ktoś mówi, że będzie w tę przestrzeń ingerował. To budzi zrozumiały bunt - mówi Bendyk.

"Kulturowi wielożercy"

Twierdzenie, że ci młodzi ludzie są zagrożeniem dla kultury i twórców jest - w jego ocenie - bzdurą. To nie piraci zarabiający na nielegalnym kopiowaniu wychodzą na ulice. Badanie ''Obiegi kultury'' (sfinansowane przez Narodowe Centrum Kultury) w końcu zlikwidowało mit, że internauta to z urodzenia pirat, który został przyzwyczajony do darmochy i nigdy nie będzie płacić za kulturę - mówi Bendyk.

Teza jest taka: im kto więcej ściąga, tym więcej płaci za kulturę. - Jest w prawdzie duża grupa osób, które tylko ściągają i nie płacą za nic. Ale jest też inna, najciekawsza grupa, najaktywniejszych użytkowników internetu. Są to użytkownicy życia kulturalnego i społecznego, mówi się o nich ''kulturowi wielolżercy". Oni chcą mieć dostęp do wszystkiego, szybko. Chcą się nasycić treściami. Jeśli jest ciekawy film jest w kinie, idą do kina. Jeśli jest ciekawy koncert, idą na koncert. A jeśli czegoś nie ma w kinie czy w teatrze, a jest w internecie, to ściągają. Jeśli nie można legalnie, to ściągają nielegalnie. Najważniejszym kryterium jest dla niech być w kulturze. Środki, jakimi to osiągną są wtórne - mówi Bendyk.

Jest też duża grupa osób ze wsi czy małych miasteczek, które w ten sposób uzyskują jedyny dostęp do kultury. - Pamiętajmy, że oferta kulturalna dla polskiego internatu (ta dostępna legalnie) jest bardzo uboga - dodaje.

Internet napędza zainteresowanie kulturą

Jest też kolejny aspekt - ludzie w sieci kreują i napędzają zainteresowanie kulturą, popyt na nią. - Obieg kulturowy i metakulturowy - czyli recenzje, polecenia - przeniósł się już prawie całkowicie do internetu. Jeśli szukamy rekomendacji ciekawego spektaklu zaglądamy na Facebooka. Tam dowiadujemy się o imprezach i książkach - mówi Bendyk.

- Przykładowo - dystrybutorzy mówią, że zanim film "O północy w Paryżu" Woody'ego Allena wszedł do kin, ściągnięto 150 tys. nielegalnych plików. Jednak już na pytanie, jaki był wpływ tych 150 tys. ściągniętych plików na oglądalność w kinie, nikt nie mógł odpowiedzieć. Wiele osób ściąga film na próbę, żeby zobaczyć, czy warto. Jeśli warto - mogą pójść do kina lub polecić film. Jeśli nie warto - nie zrobią tego. I wtedy można oczywiście powiedzieć, że nie poszli, bo ściągnęli plik. Ale to nie jest taka prosta zależność. Obieg kultury się skomplikował - tłumaczy Bendyk.

Jak podkreśla, najgorszy dla dystrybutora jest brak zainteresowania w sieci. Jeśli film nie jest ściągany, to jest to najlepszy znak, że jest kicha - dodaje. - Producenci nie rozumieją, że świat się zmienia, nie zmieniają taktyki. Ciągle sprzedają DVD z filmami za ceny nieosiągalne zwłaszcza dla młodzieży, która pracuje na umowach śmieciowych. Widziałem film ''Rewers'' za 80 zł. To jest chore. Jeśli mówimy, że ci, którzy kradną, łamią normy etyczne, pamiętajmy, że chciwość też jest grzechem. I producenci powinni myśleć o innych rozwiązaniach. Dzięki internetowi można oferować kulturę taniej, jednocześnie zwiększając ilość odbiorców, a tym samym zyski - dodaje.

62 proc. Polaków ogląda tylko TV

- Aktywni uczestnicy kultury - którzy korzystają z niej czasem nielegalnie - nie szkodzą jej rozwojowi - mówi Bendyk. - Wyzwaniem dla wydawców i twórców jest inna grupa - osoby, które uczestniczą w kulturze jedynie poprzez oglądanie telewizji. To 62 proc. Polaków. To osoby, które w ciągu roku nie miały kontaktu z książką, nie były w kinie, w teatrze, na koncercie. Wystarcza im telewizja - najprostsze programy. Przykładowo - we Francji osób biernych kulturowo jest dwa razy mniej - podsumowuje.

"Nie dla ACTA", "Rząd to spam - skasuj go"

Nie wszyscy są złodziejami! [BLOG]

Darmowa reklama, czy twórczość za stalową kratą, jak szympans w ZOO? [BLOG]>>

"Nie" dla ACTA. W całej Polsce protesty [ZDJĘCIA]

DOSTĘP PREMIUM