Don Draper posłuchał Beatlesów - producenci "Mad Men" zapłacili za to 250 tys. dol. "Jesteśmy pierwszymi, którzy puścili Beatlesów w tv"

W ostatnim odcinku "Mad Men", który amerykańscy telewidzowie obejrzeli na kanale AMC w niedzielę wieczorem, wykorzystano piosenkę zespołu The Beatles. - Z tego co wiem, jesteśmy pierwszymi, którzy puścili oryginalnych Beatlesów w telewizyjnym show - mówi twórca serialu Matthew Weiner. Jak zdradza "New York Timesowi", udało mu się uzyskać prawa do piosenki "Tomorrow Never Knows" po kilku latach starań.

Każdy odcinek serialu "Mad Men" to oddzielne dziełko sztuki. Producenci bardzo dbają o detale i wierne odwzorowanie realiów lat 50. i 60. Starają się zaskoczyć widzów nie tylko fabułą, ale i niespodziankami, którymi są odniesienia do wydarzeń, postaci, gospodarki i pop kultury lat 50. (we wcześniejszych sezonach) i 60. Także - do muzyki: w emitowanym właśnie w AMC sezonie 5. wykorzystano już m.in. w oryginale piosenkę Beach Boys czy "Zou Bissou Bissou". Ta ostatnia (wykonana w serialu przez Megan, jedną z głównych bohaterek) stała się dzień po emisji odcinka hitem na iTunes, co pokazuje, jak duży wpływ mają "Mad Men" na amerykańskich konsumentów. Ostatni odcinek ("Lady Lazarus") jest zresztą najchętniej kupowaną dziś na iTunes produkcją telewizyjną.

To w nim producenci wykorzystali piosenkę zespołu The Beatles: Don Draper, główny bohater serialu, jeden z szefów agencji reklamowej, dostaje od swojej młodej żony płytę zespołu, który zdobywa właśnie szczyty popularności. Jest rok 1966, a płyta to "Revolver". Draper ma ją odsłuchać, by przekonać się, na czym polega fenomen zespołu i - w ogóle - o co chodzi w kulturze ludzi młodszych od niego o jakieś 20 lat (sam Draper ma ok. 40). Zaczyna od ostatniej piosenki na płycie - "Tomorrow Never Knows". I na niej zniechęcony kończy - smutna scena.

 

To najpewniej jedyny przypadek, gdy producentom telewizyjnego show udało się skłonić wytwórnię Apple Corps, która posiada prawa do utworów Beatlesów, do sprzedania licencji na wykorzystanie całej piosenki tego zespołu w oryginalnym wykonaniu. - To pierwszy raz, gdy piosenka tej grupy pojawiła się w telewizji - poza nagraniami z ich występów - twierdzi twórca i producent serialu Matthew Weiner.

Covery są wykorzystywane, ale - poza kreskówką o zespole z lat. 60 - najpewniej żadna inna produkcja telewizyjna nie uzyskała prawa wykorzystania nagrań Beatlesów. Beatlesi i ich spadkobiercy są bardzo wybredni, jeśli chodzi o udzielanie takich licencji. Odmawiają prawie każdemu - pisze dzisiejszy "New York Times" i zdradza szczegóły umowy Apple Corps ze studiem Lionsgate produkującym "Mad Men".

Wg nieoficjalnych informacji od dwóch osób znających umowę, Lionsgate zapłaciło za prawa do użycia piosenki 250 tys. dolarów. Wg menedżerów show bussinesu to dużo: zwykle za wykorzystanie hitu muzyki pop płaci się mniej niż 100 tysięcy.

- Tu nie chodzi o pieniądze. Nigdy nie chodziło. To kwestia ochrony ich dziedzictwa i artystycznego wpływu - mówi "New York Timesowi" Weiner o motywacjach wytwórni. Jak dodaje, także dla niego nie była to kwestia pieniędzy, choć media przebąkują, że ekipa "Mad Men" wyczerpała swój budżet na muzykę w tym sezonie: - Miałem oszczędzić i nie puścić tej piosenki? Nie pomyślałem o tym...

Jak mówi od kilku lat starał się o licencję na użycie utworu Beatlesów, ale wytwórnia Apple Corps odrzucała jego oferty - udało się dopiero jesienią zeszłego roku, miesiąc przed rozpoczęciem zdjęć do odcinka. I tłumaczy dlaczego uparł się na ten zespół: - Zawsze miałem wrażenie, że serialowi brakuje pewnej autentyczności, bo nie mogliśmy puścić Beatlesów. To była poważa wada. Nie chciałem kogoś, kto zagra ich kawałek w serialu. Chciałem, żeby to właśnie oni go zagrali.

Weiner nie bez dumy opowiada o swoim osiągnięciu: - Nawet ludzie spoza branży byli zdumieni, że to są właśnie Beatlesi. To satysfakcja wiedzieć, że nie puściliśmy żadnej imitacji, tylko oryginalne nagranie.

Brytyjscy celebryci odnajdują swoich przodków nad Wisłą >>

DOSTĘP PREMIUM