"Obrońcy skarbów" z Polski. "Dzięki dr. Estreicherowi po wojnie do Polski wróciło 26 wagonów dzieł sztuki"

5 mln dzieł sztuki wpadło w ręce hitlerowskich Niemiec w czasie II wojny światowej. A co z ich odzyskaniem? - Brało w tym udział 350 osób z 12 krajów. A wśród nich Polak - dr Karol Estreicher - opowiadała w TOK FM Elżbieta Rogowska, szefowa Wydziału ds. Strat Wojennych w MKiDN. To ona i podlegli jej urzędnicy tropią skradzione z Polski dzieła sztuki.

Temat odzyskiwania skradzionych w czasie II wojny światowej wraca wraz z najnowszym filmem George'a Clooneya "Obrońcy skarbów". Film oparty jest na faktach - MFAA, czyli Monuments, Fine Arts and Archives Program (Sekcja Pomników, Sztuk Pięknych i Archiwów) powołano w 1943 roku. - Brało w tym udział ponad 350 osób z 12 krajów - mówiła w TOK FM Elżbieta Rogowska, szefowa Wydziału ds. Strat Wojennych w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Wśród ekspertów był Polak - dr Karol Estreicher z Krakowa. - On przyczynił się do powstania sekcji MFAA. Był bardzo zaangażowany w informowanie o rozmiarach grabieży dokonywanej przez hitlerowców. Niestety jego postaci nie ma w filmie - podkreślała Rogowska.

Zobacz wideo

Wagony ze sztuką

Dzieła sztuki należące do polskich właścicieli i muzeów stanowiły znaczną część zrabowanych przez Niemców 5 mln obiektów. Dzięki działalności ekspertów-żołnierzy z MFAA część z mogła wrócić do kraju, zaraz po zakończeniu II wojny światowej. - Tylko w 1946 roku dzięki Karolowi Estreicherowi i jego współpracownikom udało się sprowadzić do kraju 26 wagonów dzieł sztuki - przypomniała Rogowska, która jest jedną z osób, które o polskich stratach wojennych wiedzą najwięcej.

Sam Estreicher po wybuchu wojny odpowiadał za ewakuację cennych dzieł sztuki z Krakowa. Potem zajął się opracowaniem dokumentacji dotyczącej strat wojennych polskiej kultury. Stał na czele Biura Rewindykacji Strat Kulturalnych przy Ministerstwie Prac Kongresowych rządu londyńskiego.

Długa lista

W latach 50. dzieła sztuki zaczął zwracać Związek Radziecki. - W 1956 roku przyjechały ostatnie duże transporty rewindykacyjne. Były tam dzieła sztuki z Warszawy, Krakowa i Poznania. Po tym roku akcję rewindykacyjną uznano za zakończoną.

Do sprawy odzyskiwany zrabowanych dóbr kultury wrócono dopiero po zmianie ustroju. Obecnie w bazie skradzionych dzieł jest ponad 60 tys. pozycji. Niestety, trudno liczyć, że nagle wiele z nich wróci do polskich właścicieli. - Zaginione dzieła rzadko się odnajdują - przyznała szefowa Wydziału ds. Strat Wojennych w MKiDN.

Najbardziej poszukiwanym jest "Portret młodzieńca" pędzla Rafaela Santiego, który został skradziony z Muzeum Książąt Czartoryskich. To najcenniejsza i najbardziej znana spośród polskich strat wojennych.

Ale na polu odzyskiwania dzieł mamy sukcesy. Jak chociażby odzyskanie słynnej "Pomarańczarki" Aleksandra Gierymskiego , która trafiła do warszawskiego Muzeum Narodowego. Obraz skradziony prawdopodobnie w 1944 roku "wypłynął" w Niemczech, miał być licytowany na aukcji. Płótno było w opłakanym stanie. - "Pomarańczarka" została wycięta z ramy, zrolowana, a potem rozprostowana. Kiedy warstwa malarska zaczęła się odklejać, ktoś próbował bardzo nieumiejętnie przeprowadzić konserwację, przyklejając na deskę przy pomocy kleju introligatorskiego. Warstwa malarska odklejała się nadal, więc postanowiono sprasować obraz... prasą introligatorską. Później zamalowano całe obszary obrazu, podczas konserwacji - wyliczała Rogowska w rozmowie z Hanną Zielińską.

'Pomarańczarka' Aleksandra Gierymskiego"Pomarańczarka" Aleksandra Gierymskiego 

Mimo wielkiej skali zniszczeń "Pomarańczarkę" można oglądać w MN. - Pani Ania Lewanowska, konserwator z naszego muzeum, skalpelem milimetr po milimetrze odrywała obraz od tej nieszczęsnej deski. Wyniki jej prac są imponujące - oceniła Marta Bienias, główny inwentaryzator Muzeum Narodowego w Warszawie.

Najnowszym odzyskanym dziełem, które wróciło do Polski, jest obraz Johanna Conrada Seekatza pod tytułem "Święty Filip chrzci sługę królowej Kandaki". Płótno "wypłynęło" na aukcji w USA i wróciło do kraju dzięki pomocy HSI (Homeland Security Investigations).

Odruch serca

Właśnie ze Stanów Zjednoczonych wraca do Polski najwięcej skradzionych w czasie wojny dzieł. Znacznie trudniej odzyskiwać dzieła odnalezione w Europie. - Bo większość państw jest wyposażona w bardzo silną ochronę nabywców, którzy pozyskali dzieło w dobrej wierze - przypomniała Elżbieta Rogowska. Kiedy okazuje się, że dzieło sztuki jest na liście strat wojennych, właściciele proponują stronie polskiej sprzedaż. Ale jak podkreśliła przedstawicielka resortu kultury, "pierwszą zasadą jest nieodkupowanie strat wojennych".

W grę wchodzi za to rekompensata. Co ważne - pieniądze nie pochodzą z państwowej kasy. - W takich sytuacjach korzystamy z pomocy np. Fundacji PZU SA czy Fundacji Bankowej im. Leopolda Kronenberga.

Ale w historii walki o skradzione z Polski dzieła sztuki są też przypadki zupełnie wyjątkowe. - Zdarza się, że ktoś, śledząc naszą stronę internetową - z katalogiem strat wojennych - dochodzi do wniosku, że jedno z dzieł ma w domu. I przekazuje taki przedmiot. W latach 90. mieliśmy do czynienia z jeszcze bardziej jaskrawym przypadkiem obywatelskiej postawy. Kiedy amerykański antykwariusz, który sprzedał jedno z dzieł z naszej listy, zorientował się, że miał do czynienia ze skradzionym obiektem... odkupił go - ze stratą - od nabywcy i przekazał do Polski - wspominała Rogowska.

"Warto walczyć"

Skoro tak trudno znaleźć i odzyskać skradzione w czasie wojny dzieła sztuki, to czy warto w ogóle zaprzątać sobie tym głowę? Eksperci mają jedną odpowiedź: warto. - Nawet 26 odzyskanych do tej pory obiektów to sukces. Warto walczyć, ponosić koszty i poświęcać się tej sprawie - zapewniała Marta Bienias z Muzeum Narodowego.

Fachowcy z Wydziału ds. Strat Wojennych prowadzą obecnie 46 spraw. Niedługo powinna - szczęśliwie - zakończyć się jedna z nich.

dd Fot.

- Obraz "Schody pałacowe" to wątek łączący obraz z filmem "Obrońcy skarbów". Dzieło zostało odnalezione w składnicy dzieł sztuki, razem z przedmiotami należącymi do profesorów uniwersytetu w Heidelbergu. Obraz oznaczono jako dzieło nieznanego pochodzenia. Dysponujemy korespondencją z lat 50. i 60., w której rektor uczelni deklarował, że zwróci dzieło, jeśli prawowity właściciel się odnajdzie. Sprawę obrazu nagłośniły niemieckie media. Jesteśmy przekonani, że nastąpi przełom. Mam nadzieję, że sprawa zakończy się w ciągu kilku miesięcy - mówiła Elżbieta Rogowska.

Jeśli obraz XVIII-wiecznego malarza weneckiego Francesca Guardiego wróci do Polski, będzie jednym z najcenniejszych dzieł w polskich zbiorach.

DOSTĘP PREMIUM