Celińska: Dobro można pokazać za pomocą zła. Przyszedł moment, kiedy powiedziałam: dość. Nie wytrzymałam napięcia

- Nie mogłam dłużej babrać się w tym wszystkim, zmęczyło mnie to - mówi aktorka Stanisława Celińska. - Dobro można pokazać za pomocą zła, problem w tym, że to zło musiałam pokazać. Przyszedł moment, kiedy powiedziałam: dość - wyjaśnia porzucenie aktorstwa i zajęcie się muzyką.

- Nie podoba mi się postępująca laicyzacja społeczeństwa. Ona nie doprowadzi do niczego dobrego - mówi Stanisława Celińska w wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej".

- Mamy chrześcijańskie korzenie i powinniśmy się ich trzymać. Mówię to z perspektywy osoby wierzącej - podkreśla aktorka i piosenkarka. - Z drugiej strony wiem, że ludzie nie lubią, kiedy im się coś nakazuje, kiedy działa się siłowo. Uważam, że ze wszystkimi trzeba po dobroci - dodaje.

"Problem w tym, że to zło musiałam pokazać"

- Jezuska pokochałam, kiedy miałam 12 lat - mówi artystka. - Chrystus to jest ten filar. Zresztą, strasznie mi się on podoba. Lubię go bardzo. Dla mnie to taki, że tak powiem, facet z jajami - stwierdza Celińska.

W rozmowie również o tym, że Celińska nie chce już grać złych postaci. - Dobro można pokazać za pomocą zła, problem w tym, że to zło musiałam pokazać. Ja, czyli aktorka, ja - Stanisława Celińska - podkreśla. - Przyszedł moment, kiedy powiedziałam: dość. Nie wytrzymałam napięcia - wyznaje piosenkarka.

"Nie mogłam dłużej babrać się w tym wszystkim"

- Nie mogłam dłużej babrać się w tym wszystkim, zmęczyło mnie to - zaznacza Celińska. - Dopóki w teatrze Warlikowskiego był Szekspir, dopóki byli wielcy, to można było grać. Ale kiedy pojawiła się literatura, moim zdaniem, grafomańska, to nie chciało się tego brać, za przeproszeniem, w usta - dodaje.

Cały wywiad w "Dzienniku Gazecie Prawnej".

 

DOSTĘP PREMIUM