Bioetyk obejrzał "Leaving Neverland": Nie można oskarżać ofiar o to, że nie zgłaszają się wystarczająco wcześnie

- Nie można oskarżać ofiar o to, że nie zgłaszają się ze swoją krzywdą wystarczająco wcześnie - mówi prof. Paweł Łuków, komentując film "Leaving Neverland". Zdaniem bioetyka ważniejsze niż pytanie o to, czemu ofiary Michaela Jacksona zwlekały z ujawnieniem prawdy, jest to, czemu ludzie, którzy mogli reagować, nie zrobili tego.
Zobacz wideo

Dokument "Leaving Neverland" oparty jest na wspomnieniach dwóch mężczyzn, którzy w dzieciństwie mieli być wykorzystywani seksualnie przez Michaela Jacksona. O tym, czego dopuszczał się gwiazdor, opowiadają James Safechuck, który poznał Jacksona  na planie reklamy Pepsi oraz Wade Robson, który jako dziecko wygrał konkurs taneczny i dzięki temu poznał króla popu.

Pierwszą część filmu, który oglądać można w HBO GO, zobaczył prof. Paweł Łuków. Bioetyk z Uniwersytetu Warszawskiego przyznaje, że raczej nie obejrzy drugiej części. - Bycie wystawionym na relacje osób, które były ofiarami takich zachowań, przekracza pewną granicę wrażliwości. Chciałoby się powiedzieć: dowiedziałem się, czego chciałem się dowiedzieć, nie mam poczucia, że jeśli poznam bardziej szczegółowe informacje, to dzięki temu będę miał lepszą znajomość tego przypadku - mówi w TOK FM.

Ważne pytania 

Fani Michaela Jacksona, a przede wszystkim rodzina wokalisty, bronią się przed relacjami przedstawionymi w filmie, m.in. pytając, dlaczego mężczyźni zdecydowali się ujawnić prawdę dopiero teraz.

Ale prof. Paweł Łuków uważa, że to nie jest najważniejsze pytanie, jakie należy stawiać po obejrzeniu "Leaving Neverland". - Nie można oskarżać ofiar o to, że nie zgłaszają się ze swoją krzywdą wystarczająco wcześnie - uważa. Zdaniem bioetyka zamiast pytać ofiary, należy zastanowić się nad postępowaniem tych, którzy przez lata przebywali w otoczeniu Michaela Jacksona, współpracowali z nim. - To osoby, które wiedziały i nie zadały sobie trudu, aby się bardziej zainteresować, co się dzieje; dlaczego występują zachowania, które są co najmniej dziwne i niepokojące - podkreśla. 

Według gościa TOK FM trzeba też zastanowić się nad liczbą osób, które mogły być obiektem zainteresowania Jacksona. - W filmie mamy historię dwóch mężczyzn, których udało się wciągnąć w matnię. Pytanie, ile było prób, w których nie udało się zwabić dzieci. A osoby, które mogły zareagować, nie robiły nic - powtarza prof. Paweł Łuków.

Piosenki na cenzurowanym

Są już konkretne reakcje na fakty ujawnione w filmie Dana Reeda.  Między innymi BBC rezygnuje z nadawania piosenek króla popu. Informacje, które dotarły do opinii publicznej, dzięki filmowi "Leaving Neverland", stawiają przed nami ważne pytanie.

- Tego typu zdarzenia kwestionują nasze zakorzenione przeświadczenie, że dobro i piękno idzie w parze. W momencie, kiedy dowiadujemy się, że artysta dopuszczał się rzeczy moralnie ohydnych, to trudno nam to pogodzić z naszym zachwytem dla twórczości kogoś takiego. Mamy przeświadczenie, że artysta i jego dzieła są jednością. Teraz okazuje się, że przyjęcie takiego sposobu myślenia będzie oznaczało, iż musimy pogodzić się z tym, że podziwiając jego dzieła, będziemy - w jakiś pośredni sposób - przynajmniej tolerowali czyny, jakich mógł się dopuszczać - stwierdza prof. Paweł Łuków. 

Jak dodaje bioetyk, bojkot piosenek Jacksona to jeden z dowodów, jak w ostatnich latach zmieniło się podejście do kwestii tego, co akceptujemy, a czego nie. - Przyzwyczailiśmy się, że dosyć często działania o charakterze artystycznym wiążą się z rozmaitymi formami przekraczania norm etycznych i społecznych. Do niedawna byliśmy  przyzwyczajeni do tego, że artystom wolno więcej. Ale od czasu Weinsteina doszliśmy do etapu, kiedy zaczynamy uważać,  że granice trzeba stawiać - uważa gość TOK FM. 

Czytaj też: Tego trzeba wysłuchać. Prof. Płatek bez znieczulenia o #metoo>>>

Harvey Weinstein to do niedawna jeden z najbardziej wpływowych ludzi amerykańskiego przemysłu filmowego. Razem z bratem prowadził wytwórnie Miramax oraz The Weinstein Company, które produkowały filmy obsypywane nagrodami i popularne wśród widzów. W 2017 dowiedzieliśmy się, że Harvey Weinstein dopuszczał się molestowania i gwałtów. Sprawa dała początek akcji #metoo

Czytaj też: Rose McGowan chciała oskarżyć znanego producenta o gwałt. "Nigdy nie wygrasz takiego procesu">>>

DOSTĘP PREMIUM