Raport Reduty o Netflixie "pisany z pozycji ajatollachów patriotyzmu, a polszczyzna na poziomie humoru z zeszytów"

Raport Fundacji Reduta Dobrego Imienia to wyraz "wyobrażenia świata, który jest wojną pamięci o sumie zerowej: albo my ich, albo oni nas" - mówił w TOK FM prof. Piotr Osęka. I rozbrajał mechanizm, na którym oparte wydaje się być myślenie autorów opracowania dotyczącego wizerunku Polski w produkcjach dostępnych w serwisach streamingowych.
Zobacz wideo

Raport zatytułowany "Możliwości przeciwdziałania zniesławieniom na platformach streamingowych typu Netflix" traktuje o 557 filmach i serialach, w szczególności zaś o produkcjach dokumentalnych, "które w założeniu mają jak najwierniej oddawać rzeczywistość, a w interesującym nas przypadku szczególnie rzeczywistość II wojny światowej". W filmach fabularnych badano zaś obecność m.in. "wadliwych kodów kulturowych" oraz wszelkich wzmianek dotyczących Polaków.

- Pojęcie fałszywego kodu pamięci pojawiło się kilka lat temu i wyszło z Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Jest oparte na przeświadczeniu, że jest jedna pamięć prawdziwa, którą można fałszować. Musimy nad nią przejąć kontrolę i narzucać ją innym - wyjaśniał na antenie TOK FM prof. Piotr Osęka z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk. W skrócie wyjaśnił to tak: "cały świat powinien pamiętać polską historię tak, jak pamiętają ją Polacy. Bo inaczej to jest kłamstwo lub przekłamanie".

O tym, jak działa ten mechanizm w praktyce, gość Jakuba Janiszewskiego pokazał na przykładach z przygotowanego przez Redutę raportu. Chociażby jednego z filmów dokumentalnych o obozie Auschwitz. - Film bardzo ciekawy i ważny, ale liczy się tylko to, czy nie pokazano w nim, że żydowskie więźniarki były bardziej wychudzone niż polskie - wskazywał. - To jest ta rywalizacja w cierpieniu, która się ciągnie jeszcze od lat 60. To kontynuacja gomułkowskiej polityki historycznej - wyjaśniał. Do tego wszystko sprowadzone zostało do pytania, czy w filmie zostało podkreślone, że Polacy w czasie II wojny światowej ratowali Żydów. - To tak wąski filtr, że to samo w sobie budzi zdumienie - komentował prof. Osęka. 

Antysemityzm? Nie było

Jak dodał, jednym z innych często podnoszonych w raporcie zarzutów jest pojawiająca się w analizowanych filmach nuta polskiego antysemityzmu. - To, że Polska przedwojenna jest przedstawiona jako kraj antysemicki, to nie jest przekłamanie. Jest to opinia jak najbardziej uprawomocniona i ugruntowana w przytłaczającej większości narracji akademickich o II RP. Stronnictwo Narodowe wraz z różnymi ONR było przecież ufundowane na straszliwym, zjadliwym antysemityzmie. Z jakichś powodów dzisiejsza prawica usiłuje odwrócić kota ogonem i stwierdzić, że tego wszystkiego w ogóle nie było. Była tylko wielka miłość i przyjaźń, a potem ratowanie w czasie okupacji - stwierdził gość "Połączenia".

Kolejny przykład przywołany w raporcie, który wydaje się wręcz zabawny, to film fabularny "Furia" z 2014 roku, opowiadający o bitwie w Ardenach. - No i jest przytyk, że w tym filmie w ogóle nie ma nic o Polakach. O ile wiem, Ardeny nie leżą w Polsce - ironizował prof. Osęka. A prowadzący audycję dorzucał, że "szkalowany" w jednym z filmów jest nawet polski miód. 

Raport o Netlixie i błąd myślenia

Prof. Piotr Osęka wyjaśniał, że całe założenie przyświecające twórcom raportu jest oparte na błędnym mechanizmie myślowym. - Polacy mają wiele własnych pamięci, jest ich wiele w obrębie jednego narodu. Nie ma fałszywej pamięci. (...) To jest nonsensowna pogoń za jakąś fikcją, która w najlepszym razie prowadzi do straty czasu, a w najgorszym do krzywd i uszczerbków wizerunkowych - stwierdził. 

Inna sprawa, że analizującym filmy czasem najwyraźniej brak argumentów - wówczas zarzutem jest brak informacji czy wzmianki na jakiś temat. - Szkalowania Polski najwidoczniej jest za mało, w związku z tym watowano raport, czym się dało, żeby nie wyszło, że jest o niczym. "Nie ma jawnych przekłamań, ale pewne sformułowania budzą wątpliwości" - jak to odczytywać, autorzy mają pretensje, że scenariusza nie zamówiono w IPN? - zastanawiał się gość Jakuba Janiszewskiego. 

Jak dodał, wszystko to sprawia, że raport jest "pisany z pozycji ajatollachów patriotyzmu, ale polszczyzną na poziomie humoru zeszytów szkolnych". A wyziera z niego lękowa, uproszczona wizja świata, snuta przez "oblężony umysł". - To wyobrażenie świata, który jest wojną pamięci o sumie zerowej - albo my ich, albo oni nas. W perspektywie zagraża nam wynarodowienie - tam jest taka opowieść - podsumował dość TOK FM.

Posłuchaj całej rozmowy:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM