Soft porno, luksus i konsumpcja. Dlaczego film "365 dni" stał się tak popularny?

- Kluczem jest to, że bohater reprezentuje bogaczy, super bogaczy, miliarderzy. Z kolei ta "every woman" reprezentuje całą resztę - Jacek Dobrowolski z Wydziału Dziennikarstwa na antenie TOK FM snuł przypuszczenia, dlaczego film "365 dni" może się podobać.

W Magazynie filozofów Tomasz Stawiszyński o fenomenie filmu "365 dni" rozmawiał z Jackiem Dobrowolskim z Wydziału Dziennikarstwa. 

"365 dni" - ekranizacja bestsellerowej powieści autorstwa Blanki Lipińskiej  - to jeden z najchętniej oglądanych filmów na platformie Netflix, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Europie.

- Mnie ten film przede wszystkim straszliwie nudził, było mnóstwo dłużyzn. Ani tego nie rozumiem jako pleasure ani jako dirty pleasure - mówił na antenie TOK FM Jacek Dobrowolski. 

Tomasz Stawiszyński przyznał, że według niego film ma wymiar komiczny, który nie był zamierzony, "gdyż tak koturnowe, tak przerysowane są i wątki, i postaci, i sceny, i zachowania, i gesty, i mimika, że trudno uwierzyć, że to było robione na poważnie".

- Nie dałoby się zrobić bardziej niedorzecznego filmu, to absolut zła estetycznego i może to właśnie pociąga. Estetycznie to ściana totalnego kiczu, bardziej to by nie mogło być w kiczu skąpane. Postaci są koturnowo dziwaczne w swoich zachowaniach. Są z jakiegoś plastiko-betonu. W swojej straszności powalają. Scena kulminacyjnego seksu na jachcie to było coś niesłychanego - Jacek Dobrowolski na produkcji nie zostawił suchej nitki. 

Rozważał też, czym ten film jest gatunkowo. I stwierdził, że to soft porno. - Są elementy filmu pornograficznego jak z Pornhuba. Scenariusz jak rozbudowany scenariusz filmu porno, stąd też tyle dłużyzn, bo fabuła filmu porno nie jest specjalnie skomplikowana i złożona - wymieniał argumenty.

To co w takim razie w tym filmie się podoba? Bo rozmowa miała odpowiedzieć właśnie na to pytanie.  

- Nie jest tak chyba, że tu chodzi wyłącznie, czysto o fantazje seksualne i że kluczem do tej sprawy jest BDSM, on jest jednym z elementów układanki. W BDSM chodzi o ustalone reguły gry, kontrolowaną grę z bólem, który dzięki kontroli staje się przyjemnością. Kluczem jest to, że bohater reprezentuje bogaczy, super bogaczy, miliarderzy. Z kolei ta "every woman" reprezentuje całą resztę - stwierdził Dobrowolski. Według niego, to co pociąga w tym filmie to właśnie poddanie się luksusowi i konsumpcji. - W zamian dostajemy niewolnictwo w złotej klatce, różne nagrody i na końcu miłość, więc w sumie fajnie jest być niewolnikiem - stwierdził. 

Film pokazuje przestępstwa jako rozrywkę?

"365 dni" niewątpliwie budzi wiele kontrowersji i oburza organizacje walczące o prawa kobiet. Nieprzemyślanym i niebezpiecznym film nazwała brytyjska piosenkarka Duffy, która sama została porwana, odurzona narkotykami i wielokrotnie zgwałcona. W liście, który napisała do Netflixa, stwierdziła, że "365 dni" "poważne przestępstwa, jakimi są porwanie i wykorzystywanie seksualne jako 'erotyczną rozrywkę'".

Netflix odpowiedział, broniąc filmu. Reprezentant platformy w rozmowie z mediami podkreślił, że "365 dni" to chętnie oglądana produkcja, ale w momencie premiery na Netfliksie zamieszczono w jej opisie ostrzeżenia przed przemocą, seksem i nagością.

Posłuchaj podcastu!

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM