Nowe kryteria dla oscarowych filmów promują różnorodność. "O co to halo? Oburzenie na tę decyzję jest niesmaczne"

Wiele osób oburzyła informacja, że od 2024 r. Oscary za najlepszy film mają być przyznawane jedyne produkcjom spełniającym standardy dotyczące odpowiedniej reprezentacji kobiet i mniejszości na ekranie i poza nim. Czy jednak faktycznie jest o co kruszyć kopie?
Zobacz wideo

Amerykańska Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej, czyli instytucja przyznająca Oscary, oznajmiła, że wprowadza wymagania kwalifikacyjne do nagrody za najlepszy film. Celem jest zachęcenie do lepszej reprezentacji poszczególnych grup społecznych (kobiet, mniejszości rasowych i etnicznych, osób LGBTQ+ oraz osób niepełnosprawnych) na ekranie oraz większej różnorodności w ekipach filmowych.

Aby ubiegać się o nominację, film będzie musiał spełniać co najmniej 2 z 4 standardów dotyczących m.in. tematyki filmu i składu ekipy, która przy nim pracuje.

Zobacz szczegółowe wytyczne Akademii >>>

- Czy my tu mamy do czynienia z jakimś potwornym ograniczeniem wolności twórczej? - zapytał Jakub Janiszewski swoją rozmówczynię. 

- Jak się dowiedziałam, o czym będziemy rozmawiać, to chciałam wykrzyknąć "o co to halo?" - odpowiedziała Joanna Malicka, filmoznawczyni i producentka filmowa, wykładowczyni w Szkole Filmowej w Katowicach im. Krzysztofa Kieślowskiego oraz Szkole Wajdy.

- Amerykański przemysł filmowy od dawna jest mieszaniną wielu kultur - czyli po prostu odbiciem tego, czym jest społeczeństwo amerykańskie, o czym zdajemy się zapominać. Nam się wydaje, że w Hollywood pracują sami biali, heteroseksualni mężczyźni... - mówiła Malicka.

- Ale czekaj, tu się warto zatrzymać. Może myślimy tak właśnie dlatego, że w filmach jest za mało aktorów z mniejszości etnicznych? - przerwał jej Janiszewski.

- Ależ tak. Od lat to są ludzie, którzy nie są dopuszczani tam, gdzie są decyzje i wielkie pieniądze - zgodziła się filmoznawczyni.

Podkreśliła, że nie chodzi tylko o aktorów, lecz o wszystkich przedstawicieli mniejszości, którzy pracują przy produkcjach filmowych. - W pewnym momencie uderzają w szklany sufit - powiedziała.

Dodała, że podobnie jest w przypadku kobiet. - Oglądałam niedawno dokument "Po drugiej stronie ekranu". Są tam wywiady z kobietami, które pracują w przemyśle filmowym - reżyserkami, scenarzystkami, operatorkami - które mówią, że nie są w stanie stworzyć sobie takiego portfolio, żeby wskoczyć na ten najwyższy, oscarowy stopień - tłumaczyła Malicka.

Jej zdaniem, decyzja Akademii jest korzystna dla branży i dla widzów, bo pozwoli przebić się filmom, które i tak już powstają, ale ich twórców ograniczał wspomniany "szklany sufit". Wspomniała też, że podobne standardy nie są niczym nowym - przy przyznawaniu nagród BAFTA wprowadzono je już w 2016 r.

Malicka nie ma jednak złudzeń, że promowanie różnorodności to decyzja motywowana wyłącznie względami etycznymi i artystycznymi. - Myślę, że zauważono, że produkcje, które są w jakiś sposób oryginalne, dzięki temu, że zatrudnianiu aktorów z mniejszości etnicznych lub opowiadają o mniejszościach, przynoszą dochód. A to jest podstawowy wyznacznik w tym przemyśle - stwierdziła. Jako przykład podała seriale "Netflixa", z których wiele opowiada o doświadczeniach osób LGBT, Afroamerykanów itp. 

- Nie mogę zrozumieć, dlaczego teraz nagle wszyscy westchnęli "Boże, to teraz wszyscy będziemy oglądać tylko filmy o czarnych gejach". To oburzenie jest dla mnie wręcz niesmaczne. Żyjemy w XXI wieku, wydawało mi się, że takie rozmowy są już za nami - oceniła Malicka.

DOSTĘP PREMIUM