Święty Mikołaj wcale nie pochodził z Laponii. "Nie wiem, czy byłby zadowolony, że jest teraz 'na świeczniku'"

Wizerunek świętego Mikołaja z Laponii, w czerwonym kubraku i z reniferami, pojawił się dopiero po II wojnie światowej. Jak mówił w TOK FM dr Damian Kasprzyk, prawdziwy święty Mikołaj raczej nie byłby zadowolony z tego, jak jest dziś postrzegany i jak bardzo stał się popularny.
Zobacz wideo

Święta Bożego Narodzenia nieodłącznie kojarzą się z prezentami, a jak prezenty, to... No właśnie, kto je przynosi? Wielu pewnie bez cienia wahania odpowiedziałoby, że święty Mikołaj. Okazuje się jednak, że nie tylko on jest odpowiedzialny za świąteczne niespodzianki. 

- Kiedy ja byłem dzieckiem, to były czasy, kiedy promowano postać Dziadka Mroza, ale mimo wszystko, to Mikołaj miał i ma monopol na przynoszenie prezentów - mówił w TOK FM dr Damian Kasprzyk z Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Łódzkiego. Dziadek Mróz wciąż jest jednak znany w niektórych regionach Polski, zwłaszcza we wschodniej części.

W Wielkopolsce prezenty przynosi Gwiazdor, w Małopolsce: Aniołek albo Gwiazda, a na Śląsku - Dzieciątko. - To kwestia kultur regionalnych, pewnych odmienności interpretacyjnych i pomysłowości - powiedział dr Kasprzyk.

Dominującą pozycję ma jednak św. Mikołaj. Roznosi on prezenty głównie w centralnej, północno-zachodniej, zachodniej i północno-wschodniej Polsce, ale pojawia się także w różnych innych regionach. Skąd się wziął?

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Mikołaj nie jest z Laponii?

Gość TOK FM podkreślił, że Mikołaj istniał naprawdę, a przynajmniej tak wynika z przekazów hagiograficznych i żywotów świętych. Z zapisów wynika, że był on biskupem Miry, niewielkiego starożytnego miasta na południu Turcji. Zasłynął między innymi tym, że uratował trzy siostry, które ojciec chciał oddać do domu publicznego, ponieważ był biedny i nie stać go było na posag, a co za tym idzie, jak mówił ekspert, dziewczęta miały raczej marne szanse na dobre zamążpójście. - Biskup Mikołaj podrzucił to, co trzeba, między innymi złoto i w ten sposób problem braku posagu się rozwiązał. I od tego się wszystko zaczęło - wspominał gość TOK FM.

Słuchając tej opowieści, niektórzy mogliby zaoponować, bo przecież święty Mikołaj, którego znamy i lubimy, pochodzi nie z Turcji tylko z leżącej na północy Laponii. Ma czerwone palto, długą siwą brodę i oczywiście ogromne sanie zaprzężone w renifery. 

Jak wyjaśnił dr Kasprzyk, taki wizerunek Mikołaja jest "wynalazkiem" raczej niedawnych czasów, bo pojawił się dopiero po II wojnie światowej. Początkowo preferowany był głównie w Skandynawii. - Często tak jest, że im dalej od Azji Mniejszej i od miejsca, z którym realnie związany był ten święty Mikołaj, tym bardziej jego wizerunek ulegał transformacji i przeinaczeniu - mówi. - I trudno się temu dziwić. Kultury dostosowywały świętych do swoich potrzeb. Każda społeczność ma takiego świętego, jakiego chce mieć - dodał.

Ten skandynawski, nieco grubszy Mikołaj z saniami, dość szybko trafił do kultury popularnej w Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i w ślad za nimi - także do Polski. 

- Jeśli święty Mikołaj faktycznie żył i dokonał tego, o czym mówią przekazy hagiograficzne, to nie wiem, czy byłby zadowolony z tego, że jest teraz "na świeczniku". Idea tego, czemu prawdziwy święty - biskup patronuje, zamyka się w bezinteresowności i pokorze. Dziś ta pokora jest już passe. Jeśli robimy coś dobrego, chcemy się tym pochwalić, a świętemu Mikołajowi z Miry zupełnie nie o to chodziło - podsumował gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM