Jest projekt likwidacji "obrazy uczuć religijnych". "To odpowiedź na nagminne zastraszanie obywateli"

Poseł Krzysztof Mieszkowski postuluje likwidację art. 196 Kodeksu karnego przewidującego kary za obrazę uczuć religijnych. O tym, czym może się skończyć użycie tego artykułu przeciwko artyście, przekonała się Dorota Nieznalska, która opowiedziała o swoich doświadczeniach w "Kulturze osobistej".
Zobacz wideo

Krzysztof Mieszkowski tłumaczył w TOK FM, co motywowało go do zaproponowania takiej zmiany. Podnosił, że art. 196 Kodeksu karnego "ogranicza prawo do wolności twórczej i w gruncie rzeczy jest formą cenzury". - To młot, którym można w dowolny sposób uderzać w środowiska artystyczne, które podejmują próbę krytycznego spojrzenia na rzeczywistość, używając swoich artystycznych narzędzi. Artyści i artystki często są ciągani po sądach, relegowani z naszej przestrzeni publicznej - mówił w audycji Marty Perchuć-Burzyńskiej.

Przypomniał również art. 73 konstytucji, który mówi o prawie do wolności twórczej.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Poseł KO stwierdził, że obecność regulacji dotyczącej obrazy uczuć religijnych w Kodeksie karnym jest wyrazem "pewnej filozofii politycznej, która zaczęła się po 1989 roku, kiedy w 1990 roku religia została formalnie wprowadzona w obieg szkolny".

Sam kodeks w tej formie został podpisany - jako ustawa - w 1997 roku przez ówczesnego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. 

- Proponowane zmiany stanowią odpowiedź na nagminne wykorzystywanie obecnych zapisów do zastraszania obywateli RP, którzy wyrażają poglądy kontrowersyjne dla osób wierzących - tłumaczył polityk i były dyrektor Teatru Polskiego we Wrocławiu.

Jak dodał, za czasów obecnej władzy - ale nie tylko - art. 196 jest wykorzystywany instrumentalnie - jako narzędzie walki politycznej. - Kiedy artyści podejmują próbę krytycznego spojrzenia na rzeczywistość religijną, Kościół natychmiast reaguje. Tak było w przypadku "Klątwy", "Śmierci dziewczyny", Marty Frej i jej rysunku Maryi w maseczce z czerwoną błyskawicą, "Golgoty piknik" czy "Pasji" Doroty Nieznalskiej. Ta ostatnia sytuacja stała się hańbą, jeśli chodzi o stosunek do sztuki i artysty - mówił polityk. 

"Zmagałam się z nagonką"

Sama Nieznalska, która również gościła w audycji "Kultura osobista", w 2001 roku w gdańskiej galerii Wyspa wystawiła instalację zatytułowaną "Pasja". Składała się ona z dwóch elementów - wideo pokazującego mężczyznę ćwiczącego na siłowni oraz zawieszonego na łańcuchu metalowego krzyża z wkomponowanym zdjęciem męskich genitaliów.

Artystka przyznała, że trwający od 2002 do 2010 roku proces - który zakończył się jej uniewinnieniem - a także to, co działo się wokół tej sytuacji, było dla niej trudnym doświadczeniem. - Ale też zbudowało moją świadomość tego, z czym się mierzę - z polską mentalnością, katolicyzmem, brakiem dopuszczenia do demokratycznego głosu czy ośmieszaniem mnie i sztuki współczesnej - mówiła autorka "Pasji". Przyznała, że wkrótce po tym, jak ruszył jej proces, doświadczyła na swojej skórze blokady jej wystaw czy wręcz odwoływania ich. 

- Proces zaczął się dwa lata po ukończeniu przeze mnie ASP, byłam młoda i nieprzygotowana. Wielokrotnie słuchałam wypowiedzi na swój temat, zazwyczaj mężczyźni, dziś byśmy nazwali ich "dziadersami", wypowiadali się w sposób radykalny, oceniali mnie samą. Dowiadywałam się, że jestem niepełnosprawna umysłowo, a to, co zrobiłam, jest niegodne i bluźniercze. Przez 8 lat zmagałam się z nagonką - mówiła.

Podkreśliła, że w tamtych czasach sztuka współczesna nie była tak obecna w instytucjach kultury, ona zaś występowała samodzielnie, bez żadnej stojącej za nią galerii. Nie odczuła również ewentualnego wsparcia, które dziś mogłyby jej dać media społecznościowe.

Przykład na postrach

Mieszkowski, odnosząc się do przykładu Doroty Nieznalskiej, stwierdził, że artyści i artystki, przyglądając się jej procesowi, dochodzą do wniosku, że symbole religijne powinny być nienaruszalne. - Co jest oczywiście niemożliwe, bo wizerunek świętych czy symboli bardzo się zmieniał w historii. (...) Kościół i politycy używają tego artykułu do walki politycznej. Artyści, którzy podejmują próbę konfrontacji z Kościołem, muszą być odważni - mówił poseł KO.

Wspominając samą pracę "Pasja", Mieszkowski komentował, że była ona fundamentalną krytyką formuły patriarchatu wywodzącą się z religii katolickiej. - Wtedy okazało się, że nie można o tym rozmawiać, że krzyż jest nienaruszalny - mówił.

I zaraz dodał, że jednocześnie "nikt nie obraża się, że na komuniach pojawiają się rozmaite kicze i tandeta". - Nikt nie uważa, że to obraża uczucia. To element rynku, który Kościół wykorzystuje. Wystarczy pojechać do Lichenia i przyjrzeć się rzeczywistości handlowo-konsumpcyjnej - mówił gość TOK FM. 

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM