Olga Tokarczuk: Znowu państwo postrzegane jest jak złodziej, ktoś, kto knuje, coś ukrywa. Co czeka nas po pandemii?

- Największym moim lękiem to są dzieciaki, które myślę, że przeżywają to w sposób naprawdę traumatyczny. Zastanawiam się, jakie koszty psychologiczne poniesiemy, jako społeczeństwo - mówiła Olga Tokarczuk w TOK FM. Prócz spekulacji - niestety mało optymistycznych - na temat tego, jaka będzie Polska po pandemii, pisarka opowiadała o szkodliwości dosłowności, audycji, jaką chciałaby poprowadzić z Tomaszem Stawiszyńskim na temat astrologii oraz opinii, że jej książki są diabelskie.
Zobacz wideo

Oczywiście rozmowa z noblistką nie mogła się obyć bez pytań o Nagrodę Nobla. - Zapewne wiele osób, które nas słuchają, ciekawi, jak to właściwie jest dostać taką nagrodę. Czy wiąże się to np. z presją, którą dziś odczuwasz, siadając do pisania i mając świadomość, że to są słowa noblistki? - pytał Tomasz Stawiszyński.

- To dość zawiła psychologicznie sytuacja - przyznała Olga Tokarczuk. - Bo z jednej strony to, co napiszę, będzie znacznie szerzej czytane. Sukces "Czułego narratora" to jasno pokazuje, ta książka się sprzedała w ogromnym nakładzie. Gdybym nie miała Nagrody Nobla, to myślę, że ogromna większość tych, którzy ją kupili, w ogóle by po nią nie sięgnęła. A z drugiej strony, ludzie mi dają więcej zaufania. Krytycy, którym nie podobało się to, co piszę; ci, którzy rzucili się do gardła książce "Prowadź swój pług przez kości umarłych", nagle złagodnieli. Jakoś wszystko jest przyjmowane w miękkiej otoczce - wyjaśniła pisarka.

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

Ale jak dodała, spotkała się np. z opinią, że jej książek nie należy czytać, "bo są szatańskie i diabelskie".  - Wprost nikt mi tego nie powiedział, co pewnie świadczy o tym, że poruszam się w pewnej bańce. Zwykle taki argument zatyka; zapewne tak bardzo bym się musiała "wybić" ze swojego sposobu myślenia, żeby go podjąć, że chyba nie jestem na to gotowa - oceniła Tokarczuk.

Spolaryzowana Polska. Złowieszczy scenariusz

- W "Czułym narratorze" rozprawiasz się z rozpowszechnionym mitem o neutralności politycznej, światopoglądowej literatury. Zastanawiam się więc nad Twoją percepcją siebie, jako pisarki działającej w Polsce potwornie podzielonej, targanej konfliktem politycznym, zradykalizowanym jeszcze  w czasie pandemii. Polski borykającej się z ekspansją fundamentalizmu, to po wyroku TK przekłada się już na życie wielu kobiet. Jak widzisz tę sytuację? - pytał Stawiszyński.

- To może być tak, że ta polaryzacja może się w najbliższej przyszłości przełożyć się w coś bardziej konkretnego. Na przykład w jakiś projekt polityczny, który nas podzieli zupełnie, materialnie: pojawią się jakieś granice, trzeba będzie budować mosty - mówiła pisarka. I dodała, że brzmi to, "jak temat na opowiadanie science fiction".

- Że będą dwie Polski, będziemy mówili tym samym językiem, ale nadawali zupełnie inne znaczenie słowom, które wypowiadamy. Czegoś takiego się boję i wydaje mi się, że trzeba ogromnego wysiłku, żeby nas utrzymać razem. Wyobrażam sobie takie podziały nawet terytorialne, które mogłyby zaistnieć. Wydaje mi się, że intuicja coraz większej ilości (osób) mówi o tym, że skoro nie można żyć razem, to jakoś trzeba się podzielić, odciąć - mówiła laureatka Literackiej Nagrody Nobla.

Jaką cenę przyjdzie nam zapłacić?

Zdaniem Olgi Tokarczuk sytuację pogarsza kompletny brak zaufania do państwa. - Wychowywałam się w czasach komunistycznych i państwo było aparatem, który ciągle coś kręcił przeciwko obywatelowi. Po krótkim okresie wytchnienia, kiedy się to państwo stawało na nogi, (...)  zaczynał się jakiś dobry proces,  PiS popsuł to zupełnie. I znowu państwo postrzegane jest jako złodziej, ktoś, kto knuje, nie mówi prawdy, coś ukrywa. Że lepiej się samemu ogarnąć niż liczyć na państwo. Pandemia to pokazała w sposób zupełnie dramatyczny. Ta struktura państwa, która jakoś trzyma nas w poczuciu zorganizowania, staje nagle przeciwko nam, to strasznie niepokojące - podkreśliła pisarka.

- To się po prostu rozłazi - wtrącił dziennikarz TOK FM. - Rozłazi się i staje się wrogim elementem. Policja jest przeciwko tobie, nie możesz zaufać sądowi, coś się dzieje ze szczepionkami i nie wiadomo, co. Bardzo niepokojące - uważa Tokarczuk.

Gościni Tomasza Stawiszyńskiego przyznała, że jest ciekawa, "w którą stronę to pójdzie po pandemii".

- Jest taki scenariusz optymistyczny, że pandemia nas nauczy, sprawi, że staniemy się uważniejsi na to, co  blisko nas. A z drugiej strony boję się, że wtedy zdamy sobie sprawę z tego, że po co np. Dolny Śląsk ma się wspólnie czuć z Podkarpaciem, kiedy to tak naprawdę są dwa różne kraje, inne mentalności. (...) Jestem tylko pisarką, ale męczą mnie pewne intuicje; niektóre z nich są optymistyczne, ale niektóre - i tych jest więcej - są strasznie pesymistyczne - przyznała Olga Tokarczuk.

- Największym moim lękiem to są dzieciaki; ośmiolatki, jedenastolatki czy nastolatki, które, jak myślę, przeżywają to w sposób naprawdę traumatyczny. Studenci, którzy - w tym niezwykle ważnym czasie dla życia, formatowania się umysłowego - są od siebie odcięci. Zastanawiam się, jakie koszty psychologiczne poniesiemy, jako społeczeństwo - podsumowała laureatka literackiego Nobla.

Tomasz Stawiszyński rozmawiał z Olgą Tokarczuk także o tym, kiedy dla pisarki "na horyzoncie pojawia się czytelnik", o szkodliwości dosłowności oraz o astrologii. Wysłuchaj całej rozmowy>>>

DOSTĘP PREMIUM